Szczecin, kobieta, natura

 Clochee to szczecińska marka naturalnych kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji skóry. Lokalna firma, która stała się rozpoznawalna i pożądana w Polsce. To przykład na to, że to co „nasze” nie musi być gorsze od cudzego, a jest nawet lepsze. Ambasadorką kosmetyków Clochee została aktorka teatralna Olga Adamska. Mieszkająca i pracująca w Szczecinie artystka nie przez przypadek została „twarzą” marki. Na jej wybór złożyły się elementy, wśród których natura, Szczecin i kobieta odegrały ważna rolę, Porozmawialiśmy o tym z Darią Prochenką, właścicielką Clochee i Olgą Adamska, aktorką Teatru Polskiego oraz ambasadorką marki.

Autor

Aneta Dolega

Jak trafiłyście na siebie? 

Daria: Olga była naszą klientką, często zaglądała do sklepu przy ul. Bogusława. Po jakimś czasie przyszedł mi do głowy pomysł by zaproponować jej żeby została ambasadorką Clochee. Wiązało się to z tym, że jako szczecińska marka chcieliśmy mocniej zaistnieć w lokalnej świadomości. Ta idea już wcześniej została wprowadzona w życie, kiedy to Milena Majewska, pochodząca ze Szczecina i mieszkająca na stałe w Nowym Jorku modelka, została twarzą naszych kosmetyków. Pomyślałam, że warto kontynuować ten pomysł, tym bardziej, że Clochee ma kilka linii kosmetyków przyporządkowanych bardzo różnym typom skóry, a co za tym idzie różnym osobom. Fakt, że Olga zna nasze kosmetyki, że ich używa na co dzień był kolejnym argumentem za i dodał całej idei autentyczności. Do tego Olga jest bardzo rozpoznawalną osobą, lubianą i popularną aktorką. Ma doskonałe obycie ze sceną, z aparatem fotograficznym, co jest dla nas ważne, gdyż świetnie się z nią pracuje np. na sesji zdjęciowej. 

Czasy mocno wyretuszowanych zdjęć, na których bardzo młode dziewczyny reklamują np. preparaty przeciwzmarszczkowe na szczęście już minęły. Teraz bardziej do nas przemawia naturalność, ludzie oczekują, że będą oglądać na zdjęciach osoby takie jak oni, z którymi mogą się identyfikować. Olga do tych osób należy.

Olga: Mam wrażliwą skórę, jestem tzw. uczuleniowcem co w związku z moi zawodem się nasila, gdyż występując na scenie noszę mocny makijaż. Muszę często się malować. Czasem gram po dwa, trzy spektakle w ciągu jednego dnia więc się „domalowuje”. Do tego gram w świetle reflektorów co powoduje, że na scenie robi się gorąco. To wszystko nie sprzyja dobrej kondycji skóry. W związku z tym nie używam powszechnie popularnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy, skończyłoby się to uczuleniem, co jest dla mnie dość kłopotliwe gdyż jako aktorka jestem nieustannie „oglądana”. Zwrócenie się w stronę naturalnych kosmetyków było więc dla mnie oczywiste, a kiedy dowiedziałam się, że Clochee to firma szczecińska zrobiło mi się dodatkowo miło. 

W sumie nadal część osób nie wie, że Clochee to lokalna firma, a tu niespodzianka i dowód na to, że można robić coś dobrego u siebie.

Olga: Przy całej globalizacji świata w której uczestniczymy, bardzo cieszy mnie to kiedy zwracamy się do tych naszych „małych ojczyzn”. Kiedy lubimy lokalne marki, kupujemy je i korzystamy z nich na co dzień. Pamiętam jak pochwaliłam się, że zostałam ambasadorką Clochee jednej z moich przyjaciółek, która jest znawczynią kosmetyków i wie o nich wszystko. Na wieść o tym, ona się wręcz zapowietrzyła z zachwytu (śmiech) i szczerze mi pogratulowała.

O Clochee, zanim zaczęłam stosować tę markę, trochę już słyszałam. Na poważnie zainteresowałam się nią, gdy zobaczyłam wystąpienie Darii w trakcie jednej z edycji Women’s Fest. Zrobiło na mnie wrażenie.

Daria: W trakcie tamtej imprezy, pierwszy raz wystawiłyśmy się z naszymi kosmetykami w lokalnej przestrzeni miejskiej.  Wcześniej działał tylko sklep internetowy i butik przy Bogusława. Od razu firma stała się ogólnopolska. Nie było też wtedy takiej potrzeby, żeby się lokalnie promować. Na samym początku działalności Clochee słyszałam z każdej strony, Szczecin to specyficzne miasto i że powinniśmy się zastanowić nad tym, czy warto zakładać firmę. Myślę, że po części, pokłosiem tych opinii był fakt, że od razu nastawiliśmy się na sprzedaż ogólnopolską, z międzynarodowymi ambicjami. Pomysł z kosmetykami wypalił, firma zaczęła się rozwijać i po kilku latach działalności okazało się, że ludzie nawet nie wiedzą, że Clochee jest ze Szczecina. Byłam zaskoczona i pomyślałam, że w takim razie należy pokazać firmę lokalnie, tym bardziej, że zachodniopomorskie nigdy nie było potentatem kosmetycznym a my, co by nie mówić, odnieśliśmy sukces. 

Clochee to obecnie kilkadziesiąt produktów, kilka linii. Olga, jako, że bardzo dobrze znasz tę markę, to musisz mieć swoje ulubione kosmetyki, bez których się nie rozstajesz.

Olga: Jednym z moich ukochanych kosmetyków jest krem–maska pod oczy. Rewelacja. Jestem osobą bardzo wrażliwą na zapachy i potrafię z tego powodu odrzucić najlepszy kosmetyk. W produktach Clochee ten zapach nie ma śladów perfumowania, jest niezwykle subtelny. Uwielbiam też peeling do ciała z pestkami malin, po którym nie trzeba już używać balsamu do ciała. Oprócz tego, kocham masło do ciała o zapachu mango. Skóra po tym pachnie obłędnie. Kolejny produkt, z którym się nie rozstaje odkąd go poznałam, to krem z filtrem SPF30. Używam tego rozświetlającego do suchej skóry. Lekko kryje, pielęgnuje, zawiera filtry i daje efekt ładnego rozświetlenia.

Daria a Twoje ulubione kosmetyki Clochee czy jednak „szewc bez butów chodzi”?

Daria: Najprzyjemniejsze w tej pracy jest to, że możemy testować na sobie kosmetyki, które produkujemy. Zawsze się cieszymy jak dzieci jak odbieramy z zakładu produkcyjnego coś nowego. Mamy kilkadziesiąt produktów, więc też nie wszystko jest dla każdego. Ja akurat mam bardzo suchą skórę. Od samego początku istnienia firmy jestem fanką naszego olejku wygładzającego do demakijażu. Nie zmywam buzi niczym więcej. Daje mi poczucie komfortu, nie ma efektu ściągnięcia skóry. Jestem absolutną fanką naszego odmładzającego kremu na noc. W związku z tym, że jestem mamą dwójki małych dzieci nie mam czasu na SPA a peelingi robię zdecydowanie za rzadko. Bardzo wygodne jest zatem dla mnie użycie któregoś z naszych peelingów, gdyż zostawia przyjemnie natłuszczoną skórę i balsam staje się już niepotrzebny. Uwielbiam olejek pod prysznic o zapachu Earl Grey. Nie tylko odświeża, ale także delikatnie pobudza, co jest szczególnie przyjemne podczas porannego prysznica. 

Teraz kiedy ze sobą rozmawiamy, kwarantanna będąca konsekwencją trwającej pandemii a na której byliśmy przez dłuższy czas, została zniesiona. W trakcie jej trwania siedzieliśmy zamknięci w domach. Nasze życie się dość zmieniło z tego powodu, także codzienne dbanie o siebie. Jak to wyglądało u was w kontekście pielęgnacji? 

Daria: Nie zmieniłam specjalnie swoich nawyków przez ten czas. Faktycznie zrezygnowałam z kolorówki ale dbałam tak samo o skórę jak w tzw. normalnym czasie. Jedyne co się zmieniło to, że poprzez zwiększoną częstotliwość stosowania żeli antybakteryjnych miałam o wiele bardziej wysuszoną skórę dłoni.

Olga: No właśnie. Krem do rąk! Ważny i niezbędny. Ten z Clochee jest absolutnym hitem. Praktycznie się z nim nie rozstaje. 

Daria: Ten krem jest bardzo delikatny, łatwo i szybko się wchłania. Przy tym mocno nawilża i natłuszcza skórę. Kiedy się pojawił, jedną z naszych pierwszych testerek była zaprzyjaźniona lekarka, która na co dzień pracuje w rękawiczkach, więc skórę dłoni nie ma w najlepszej kondycji. Po przetestowaniu pierwszych próbek była zachwycona i stwierdziła, że ten krem powinien być reklamowany przez medyków. 

W Clochee znajdziemy chyba wszystko co potrzebujemy a to pewnie jeszcze nie koniec. Czego brakuje, czego możemy się spodziewać w niedalekiej przyszłości?

Olga: Jeśli mogę czegoś sobie czegoś zażyczyć to kremu bądź brązującego kosmetyku. Tego mi brakuje.

Daria: Zamówienie przyjęte (śmiech). Jeszcze w tym roku przed nami kilka nowości. Teraz odbyła się premiera linii MEN, dedykowanej panom. W okolicach października, listopada odbędą się dwie potężne premiery dwóch dużych linii ale póki co nie zdradzam szczegółów.

Olga: Na jesień, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, odbędzie się też premiera monodramu „My, hrabiny nie płaczemy”, którego partnerem jest Clochee.

No właśnie. Clochee wspiera sztukę, nie tylko przez to że aktorka, czyli Olga Adamska została „twarzą” marki.

Daria: To jest kolejna rzecz, która nas połączyła. Pamiętam jak zobaczyłam Olgę na scenie w spektaklu „Uwiedziona. Chilli show”. To było bardzo kobiece, bardzo łączące, i pasujące do tego co robimy. I teraz „Hrabiny” – kolejny kobiecy temat czyli coś naszego, a Olga jest w tym specjalistką. Nie ukrywam, że czekam na tę premierę z niecierpliwością

Clochee to marka naturalnych kosmetyków. Podkreślacie to nie tylko poprzez swoje produkty, ale też przez kampanię, którą prowadzicie na rzecz zdrowego trybu życia. I naturalnego wyglądu bo to w końcu, stało się, niestety musze użyć tego słowa „modne”. 

Daria: Kosmetyki, które szykujemy na jesień mają za zadanie pielęgnować urodę. Nie mówimy że masz zlikwidować zmarszczki, że masz je koniecznie spłycić. Nie, my namawiamy by dbać o skórę, o jej kondycję. Idziemy w tą stronę. Nie mówimy: ty musisz się wyprostować, ty musisz się naciągnąć. Dbaj o zdrowie, podkreślaj siebie taką jesteś. Nawilżaj, odżywiaj, chroń. Dużo osób mnie pyta czy kosmetyki naturalne w ogóle działają. W przyrodzie jest dużo składników, które jak najbardziej działają ale nie dają bardzo szybkich efektów. Po nałożeniu kremu na drugi dzień twoja twarz nie zostanie od razu zliftingowana. Najważniejsze jest codzienne, regularne i konsekwentne dbanie o siebie.

Olga: Jestem zwolenniczka takiego działania. Nie podoba mi się odmładzanie na siłę, to odwieczne pytanie „na ile lat wyglądam?”. Naturalność jest znacznie ciekawsza Clochee to gwarantuje.

Dziękuję za rozmowę.

 


producent sesji: Motif Studio / makijaż: Agnieszka Szeremeta
backstage: Motif Studio, Marta Paterka-Piwko / stylizacje: Bunny The Star / projekt apartamentu: MADA Design
Specjalne podziękowania dla właścicieli apartamentu przy ul. Śląskiej 48 w Szczecinie za udostępnienie miejsca do sesji.

 
2( 16)
Czerwiec'20