MARCIN RAUBO

Porozmawiajmy o Szczecinie 

Żeglarz, developer, społecznik, pomysłodawca projektu OFF Marina, komandor Yacht Klubu Polski Szczecin. Marcin Raubo jest także dynamicznym managerem, ma bardzo precyzyjną wizję tożsamości Szczecina i wykorzystania naturalnego potencjału naszego miasta. 

Autor

Izabela Marecka

Po studiach w Londynie mogłeś pracować na całym świecie. Postanowiłeś jednak wrócić do Szczecina.

Tu jest moje miejsce na Ziemi. Tutaj postanowiłem wychować dzieci, a to już trzecie pokolenie urodzone w Szczecinie. Jak wiesz wolny czas spędzam na wodzie, a nasze miasto daje ogromne możliwości tym zakresie. Londyn, w którym studiowałem przytłacza ilością ludzi, tłokiem, szybkością życia. W Szczecinie po prostu żyje się lepiej. 

Zacznijmy od jednej z gałęzi Twojej działalności - Mariny Developer, która coraz mocniej zaznacza swoją obecność w naszym województwie. 

Marina Developer to kameralna, butikowa firma developerska działająca od kilku lat na terenie Pomorza Zachodniego. Jej celem są ambitne architektonicznie projekty, łączące fajną filozofię życia z wysokim standardem. W mojej ocenie segment mieszkań premium w Szczecinie nigdy poważnie nie został ugryziony przez lokalną branżę deweloperską, a żaden inny segment mnie nie interesuje, to jest właśnie nisza dla nas. Nie projektujemy małych mieszkań, tzw. „apartamentów” bo chcę, żeby w naszych szczecińskich inwestycjach ludzie kupowali mieszkania do życia, w komforcie i spokoju a przy dzisiejszym popycie na mieszkanka inwestycyjne rzadko jest to możliwe. Z racji historycznych uwarunkowań i stylu życia jaki prowadzę, większość tych planów związana jest z wodą. Staram się nasze żeglarskie DNA wpleść w projekty budowlane. Dokładnie taki jest CLUBHOUSE pierwsza w mieście inwestycja, która zbliża nas i mieszkańców do wody. Apartamenty, do których możemy dopłynąć własną łódką stały się rzeczywistością. CLUBHOUSE to także przyszła siedziba YKP, który zrzesza miłośników żeglarstwa już od czasów przedwojennych. Jego szczeciński oddział zajmuje się m.in. ratowaniem historycznych jednostek, a poprzez organizację kursów, szkółki i półkolonii żeglarskich wychowuje nowe pokolenia żeglarzy.

Żeglarskie DNA Szczecina jest mocno zauważalne także w działaniach naszych włodarzy.

Szczecin zwrócił się w stronę wody, co ogromnie mnie cieszy, bo był to przez wiele lat zmarnowany potencjał. Warto podkreślić tutaj wkład Gminy, Urzędu Marszałkowskiego i szeroko pojętego samorządu. Te działania doskonale wpisują się w moją wizję, politykę i plany. Może warto dodać, że to co robimy to nie są tylko projekty mieszkaniowe, to takie swoiste hybrydy biur, usług a czasem sportu i turystyki. Taki jest właśnie CLUBHOUSE i takie będą następne projekty. 

 Mam wrażenie, że pomimo fantastycznych warunków do pływania nadal znacznie odstajemy od Trójmiasta.

Jeżeli będziemy to mierzyli ilością celebrytów czy szampana na pokładach, to zawsze przegramy z Sopotem. Tam jest molo, lepsza komunikacja z Warszawą i przez wszystko jest dużo bardziej medialne, przystępne, widoczne. Ale, jeżeli będziemy mierzyć to kryteriami geografii, potencjału, różnorodności, sportów wodnych i turystyki, to jesteśmy kilka kroków przed resztą kraju. Jeżeli porównamy Trójmiasto czy Mazury w wymiarze komercyjnym, czyli liczby turystów, to oczywiście Szczecin wypada słabiej, ale nie są tak duże dysproporcje, jak kiedyś. Jeżeli porównamy Szczecin z resztą kraju pod kątem infrastruktury, która została wybudowana przez samorządy i prywatny sektor, to wypadamy nawet lepiej.

A jak jeszcze żeglarstwo powinno rozwijać się w Szczecinie? 

Przede wszystkim poprzez aktywizację i edukację lokalnej społeczności. Bo to, co przez ostatnie lata podupadło i jeszcze nie zostało odbudowane (w przeciwieństwie do infrastruktury), to tożsamość morska. My jesteśmy morskim miastem historycznie i kulturowo. Oczywiście podstawa to dzieci i młodzież. Oczywiście mam świadomość, że konkurencja jest duża: karate, piłka, informatyka, programowanie, języki itd. ale jednak pierwszym frontem, na który powinniśmy je od najmłodszych lat wysyłać, to sporty wodne: kajakarstwo, wioślarstwo, żeglarstwo, kite i windsurfing. Mamy fantastyczne warunki do uprawiania tych wszystkich aktywności. Co więcej, jedyny medal olimpijski w żeglarstwie wywalczyła szczecinianka (przyp. red. Agnieszka Skrzypulec wywalczyła srebrny medal Igrzysk Olimpijskich w Tokio). Mamy coraz więcej wyników w szczecińskich i zachodniopomorskich klubach. Widać efekty pewnych zmian w polityce i w kadrze w naszych klubach i instytucjach miejskich, więc to wszystko pozwala na ten morski Szczecin i morską tożsamość patrzeć z optymizmem. 

Więc jak podsumowałbyś DNA naszego miasta?

Szczecin jest przede wszystkim miastem transgranicznym. Jest też miastem, które ma bogatą i wielokulturową historię. Są tutaj mocne wpływy skandynawskie, niemieckie, a już od siedemdziesięciu paru lat Szczecin jest polski. 

Taka multikulturowość, to inna mentalność i odrębności. Powinniśmy na siłę się integrować? 

Niekoniecznie. Raczej z tego czerpać, ale i szanować odmienności. Mamy tutaj ogromny skandynawski kapitał, który pięknie się zadomowił, jeśli chodzi o pracodawców i niesie ze sobą dobrą kulturę korporacyjną i dobry poziom, jeśli chodzi o warunki zatrudnienia. Wnosi także dojrzałość biznesową, której brakowało wśród rodzimego biznesu. Są też wpływy niemieckie ze względu na bliskość granicy. Mamy też dużo firm z kapitałem niemieckim, jest handel transgraniczny. To od dawna doskonale u nas funkcjonuje. Klimaty antyniemieckie, które są w reszcie kraju u nas nie był nigdy tak silne ze względu na to, że obcujemy z Niemcami, uczymy się ich języka, jeździmy do nich na zakupy, mieszkamy w niemieckich miastach przygranicznych. 

Zatem warto dbać o te relacje.

Dokładnie. Warto zauważyć, że Szczecinie od zawsze filarami były oświata, przemysł i żeglarstwo. Tutaj się też w moim odczuciu niewiele zmieniło, może poza tym że fabryki mniej smrodzą, a piractwo i rybołówstwo zamieniliśmy na sport i turystykę. Chyba również już czas najwyższy pożegnać Stocznię Szczecińską, która powinna pozostać w nas wymiarze psychologicznym, mentalnym, historycznym. Powinniśmy ten pomnik ładnie odkurzyć i… odłożyć na półkę. W to miejsce już dawno przyszło nowe.

Ważne też jest środowisko uniwersyteckie, to przecież ono kształtuje elity.

Uważam, że w Szczecinie jest bardzo dobra edukacja na wszystkich poziomach. Z jednej strony młodzież nam odpływa, ale to naturalne, że chcemy wypychać część dzieciaków, by zobaczyły świat, a później miały dobry powód, żeby tu wrócić.
Pamiętajmy jednak, że na każdego człowieka, który wyjedzie stąd do Krakowa, Warszawy, Londynu, czy Berlina przyjedzie ktoś z Gorzowa, Piły, Wałcza czy Koszalina i są to bezsprzecznie wartościowi, odważni, młodzi ludzie, którzy szukają swojego miejsca na świecie, i zarówno samorząd ale i my przedsiębiorcy powinniśmy zawalczyć o to, żeby zostali i znaleźli swoje miejsce właśnie w Szczecinie. Oczywiście nie bagatelizujmy stworzenia oferty dla tych, którzy powinni tu wrócić, bądź po swoich studiach przyjechali do Szczecina z takich, czy innych względów. I tutaj ponownie wrócę do żeglarstwa, które nas wyróżnia wśród innych miast. Jeżeli nie będziemy budowali tożsamości miasta przez ten pryzmat, to w czysto przelicznikowym wymiarze przegramy. Bo Warszawa czy Poznań kuszą, a zarobki oszałamiają.

Ale życie np. w stolicy jest droższe, męczące i wielu z niej wraca…

Bo oferta z jednej strony bogatsza, ale paradoksalnie - uboższa. Bo żeby pojechać do lasu, czy z dziećmi nad jezioro, to trzeba poświęcić pół dnia. Dlatego często, ci którzy chcą założyć rodzinę, wracają.
Dzisiejsi dwudziesto i trzydziestolatkowie podejmują tą decyzje nie tylko w oparciu o wskaźnik finansowy, pracujemy by żyć a nie odwrotnie. I tu Szczecin zaczyna błyszczeć.

OFF Marina, to Twój mecenat artystyczny i miejsce dla nieszablonowych działań artystycznych. Myślę, że w naszym mieście w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia. 

Uważam, że prawdziwą wartość można wykrzesać poprzez tworzenie dobrego klimatu i warunków do współpracy dla osób z różnych dziedzin życia społecznego. Generalnie warto wspierać i integrować ludzi kreatywnych i aktywnych. Taka właśnie jest OFF Marina.  Wyszedłem z założenia, że artystów trzeba uzbroić w narzędzia i zasoby które mam i okazało się że wyszło z tego coś świeżego i pożądanego przez mieszkańców. Jednak ja recepty na rozszerzenie tego typu działań nie mam, moje podejście do tego projektu wynika z wewnętrznych potrzeb i zainteresowań. Można mieć tylko nadzieję, że coraz więcej ludzi będzie miało tyle swobody jak i tyle chęci, żeby się po prostu dzielić się swoją pasją.  Jestem optymistą, bowiem tego typu inicjatyw jest coraz więcej, mamy teraz aktywne zawodowo pokolenie lat osiemdziesiątych, czyli ludzi po trzydziestce, którzy mają wystarczająco chęci, wiedzy i też pewności siebie, żeby pewne rzeczy realizować. Bezwzględnie trzeba tworzyć warunki do tego, żeby te wolne elektrony miały swobodę działania. No i Szczecin ma ku temu bardzo duży potencjał, bo niezagospodarowanych przestrzeni czy sfer życia społecznego, kulturalnego, sportowego jest całkiem sporo. Jak życie pokazuje, mieszkańcy bardzo to doceniają.

Dziękuję za rozmowę              

MARCIN RAUBO

Szczeciński przedsiębiorca, prezes Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, komandor Yacht Klubu Polski Szczecin, rdzenny szczecinianin, deweloper, przedsiębiorca, pomysłodawca projektu OFF Marina, organizator regat, promotor i mecenas żeglarstwa, miłośnik klasycznych zabytkowych jachtów, w ostatnich latach samotny żeglarz. Absolwent XIII LO i Birkbeck, University of London.

Prestiż  
Wrzesień 2021