Paprykarz ciągle jest szczeciński

Ryba, ryż, warzywa i przyprawy w odpowiednich proporcjach. Wszystko wymieszać i już mamy Paprykarz Szczeciński. Ale czy na pewno? Czy to, co dzisiaj kupujemy w puszkach, rzeczywiście smakuje tak samo jak 50 lat temu? Przetwory, a nawet lody o smaku paprykarza można znaleźć w wielu miejscach. W czym jednak tkwi tajemnica? Czy to afrykańska przyprawa, a może sam przymiotnik „szczeciński” jest tym, czego trzeba, żeby osiągnąć sukces?

Autor

Hanna Promień

galeria

Skarbnicą wiedzy na temat prawdziwego Paprykarza Szczecińskiego jest pan Bogusław Borysowicz. To chodząca legenda rybołówstwa dalekomorskiego, miłośnik historii, pionier Szczecina, niezwykły człowiek. Znany jest z pogody ducha i niezwykłej gościnności. Rozmowy o swojej pasji zaczyna od poczęstunku złożonego z pysznych przetworów rybnych i niezwykłej nalewki, wszystko w miejscu, które pachnie historią. 

Przepis, który ma 50 lat

– Wszystko zaczęło się od pomysłu racjonalizatorskiego, co zrobić ze ścinkami tafli zamrożonych ryb. Łowiliśmy wtedy u wybrzeży Afryki Zachodniej. Któregoś razu nasi technolodzy zostali poczęstowani potrawą o nazwie czop-czop, czyli mieszanką rozdrobionej ryby, ryżu i bardzo ostrej przyprawy. To było w jednym z afrykańskich portów – wspomina Bogusław Borysowicz.

To był dopiero początek. W laboratorium Gryfa rozpoczęło się odtwarzanie tego niezwykłego smaku prosto z Nigerii. Metodą prób i błędów powstał gryfowski czop-czop pod nazwą Paprykarz Szczeciński. 

– Paprykarz dlatego, bo ta afrykańska przyprawa, dzięki której nasz wytwór miał tak wyjątkowy smak, przypominała sproszkowaną węgierską paprykę – dodaje wieloletni pracownik i współtwórca Gryfa.

Składnikiem, bez którego – zdaniem pana Bogusława. – Nie może powstać prawdziwy paprykarz, jest specjalna pulpa pomidorowa, która była w tamtych czasach sprowadzana z Bułgarii i Rumunii. Pierwsze puszki zeszły z taśmy produkcyjnej w 1967 roku i momentalnie okazał się hitem handlowym, który eksportowano do 32 krajów na świecie. Paprykarz Szczeciński wielkim przysmakiem, otrzymał znak jakości Q. Niestety nie udało się zastrzec ani nazwy, ani składu, dlatego to, co dzisiaj znajdziemy na sklepowych półkach ma już niewiele wspólnego z tym, co wymyślono 50 lat temu.

– To, co jest w puszkach, to już nie nasz paprykarz, to jakaś podróbka, która nazywa się tak samo jak to, co my produkowaliśmy. Nie zgadza się nawet ilość i jakość ryby. My łowiliśmy gowiki, pargusy i ostroboki. Późnej mintaje i morszczuki, ale zawsze trzymaliśmy poziom, jakość – wylicza Bogusław Borysowicz.

Paprykarz nadal szczeciński?

Dzisiaj pod nazwą Paprykarz Szczeciński znajdziemy produkty kilku firm z Polski, ale żadna nie jest z naszego miasta. W województwie zachodniopomorskim na skalę przemysłową produkuje od 2001 roku firma Dega Spółka Akcyjna z Karnieszewic.

– Nasze produkty cieszą się ogromnym zainteresowaniem, są smaczne i najwyższej jakości. W 2010 roku paprykarz szczeciński został wpisany na listę Produktów Tradycyjnych, w XXII edycji konkursu uzyskał także Godło Teraz Polska oraz znak Poznaj Dobrą Żywność – prestiżowe odznaczenia Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Paprykarz Szczeciński wysyłamy także za granicę – mówi Anna Chołuj z firmy Dega.

Popularne lodziarnie przyciągają gości zmrożoną wersją paprykarza, pojawiają się także pamiątki z naszego miasta z napisem właśnie „Paprykarz Szczeciński”. W punktach gastronomicznych i sklepikach z upominkami można kupić poduszki, kubki albo magnesy na lodówkę. Niedawno pojawiła się także restauracja pod tą znaną nazwą. Wszystko, co ma w sobie choćby nutkę z paprykarza, staje się modne i popularne.

Sekret sukcesu nie tkwi chyba tylko w samym historycznym smaku, choć od niego wszystko się zaczęło. W naszym mieście tak niewiele jest produktów i elementów ściśle kojarzących się ze Szczecinem, że za wszelką cenę chcemy pielęgnować to, co jednak się znalazło. Nasze miasto wbrew obiegowym opiniom nie leży nad morzem, nie ma słynnego zamku ani starówki. Właśnie dlatego poszukujemy czegoś charakterystycznego. Lokalni patrioci, będący jednocześnie przedsiębiorcami, zarabiają na elemencie, który jest już marką samą w sobie. Nie ma w tym nic złego, że korzysta się z tego, co otrzymaliśmy w spadku, ale warto pamiętać od czego wszystko się zaczęło. Niezależnie od tego, czy sukces paprykarza zawdzięcza się przyprawie z Afryki, czy przymiotnikowi „szczeciński”.

2( 6)
Sierpień'17