Coś mi w środku zagadało

Autor

Szymon Kaczmarek

Co łączy Usaina Bolta, szanownego jubilata, starą góralkę i niżej podpisanego? Otóż dla nas wszystkich niezwykle ważna jest setka. Bolt musi ją przebiec jak najszybciej. Im szybciej będzie przebierał nogami, tym więcej dolarów wpłynie na jego konto. Taka nożna fabryczka niezłych, ale zasłużonych pieniędzy. Jubilat, ilu by lat nie miał, musi wysłuchać chóralnego „sto lat” i to bez względu na jego chęć lub niechęć wobec tej wyraźnej groźby życia w niedołężnym, starczym otępieniu. Góralka najstarsza, z gorliwością równą tej podczas niedzielnej mszy, zapewnia ceprów, że „te skarpyty to sto procentów cysta łowca wełna panocku”. A że ta wata się trochę kłaczy, to nic takiego wielkiego. A ja? Setka w moim ciekawym życiu rolę pełni niebagatelną. Otoczona powinna być bogatą w mięso galaretą, z przepisowymi marchewką, jajem i zieloną pietruszką. Koniecznie z octem, a sama setka rozlana na dwie pięćdziestki, bo co to ja rusek jaki, żeby szklankami pić? Tak więc sto ma swoją wagę i moc. W wielu potwierdzonych naukowo przypadkach.

Z magii liczby sto wyłamują się jedynie dalmatyńczyki, których jak wiadomo było o sztukę więcej, oraz czołg czterech pancernych, ale to pewnie sprawa naszych ówczesnych sojuszników.

Okrągłe jubileusze, początki nowego roku, a czasami zupełnie nieistotne dla przyszłości ludzkości okoliczności przyrody bywają znakomitym pretekstem dla postanowień. Ja to nawet bardzo bym chciał coś postanowić, jednak zbyt wiele trudności obiektywnych powstrzymuje mnie od rzucania słów na wiatr. Trudności owe spostrzegłem na drodze ryzykownego eksperymentu. Otóż postanowiłem z początkiem nowego roku nie robić tego, czego robić nie powinienem… I tu na samym początku realizacji tego karkołomnego przedsięwzięcia, przeszkoda nie do przeskoczenia. Przecież gdy zacznę owo postanowienie wdrażać w czyn, nie pozostanie mi ani chwila czasu na robienie tego, co zrobić powinienem! „Nicnierobienie” to bardzo czasochłonne zajęcie. Rozwiązanie tego zasadniczego dla mojej najbliższej przyszłości problemu przyszło samo, niespodziewanie, wraz z pierwszym porannym papierosem. Skoro mimo przeciwności losu, wydarzeń na scenie politycznej kraju i rozmieszczeniu kiosków „Ruchu” na Ziemi Rzeszowskiej udało mi się przetrwać rok ubiegły, to na jaką cholerę to zmieniać? Popatrz Kaczmarek – powiedziałem do siebie w trwającym wciąż swoim wnętrzu – przetrwałeś, na pohybel wielu, na przekór i wbrew. Taki, jaki jesteś. Ze wszystkim co ci wadzi, złości cię i wkurza. Z wadami swoimi i charakterem dla wielu uciążliwym. Skoro więc się udało, wchodź śmiało w nowy rok trwania swojego, w formie niezmienionej. Z miną bezczelnie zadowoloną, z uśmiechem, jakbyś posiadł mądrości świata naszego. Ot, taki Mona Liz z Pomorzan. Jeśli raz się udało, uda się i drugi.

Mów co myślisz, pisz co mówisz. Kochaj, których kochasz, śmiej się z tych, którzy ci nieprzychylni. Jedz co smakuje, pij w dobrym towarzystwie… 

Tak mi w środku zagadało. Do mnie we mnie. Jakże nie posłuchać?

W styczniu ważniejsza od setki jest dla mnie sześćdziesiątka. Jeszcze niedawno myślałem, że ludziska aż tak długo nie marudzą, a tu nagle… No, trudno, zmierzę się i z tym. Ale w związku z różnymi jubileuszowymi pretekstami chcę złożyć życzenia Wam, szanowni Czytelnicy „Prestiżu”: W tym roku kochajcie tych, których kochacie, jeszcze mocniej! To się naprawdę opłaca. Z pozycji sześćdziesięcioletniego staruszka namawiam Was do miłości, bowiem jak dotychczas nikt, nic lepszego nie wymyślił. Najszczęśliwsi są ci rozwiąźli, którzy tak po prostu, kochają WSZYSTKICH ludzi. Ta miłość przecież wraca. Prędzej czy później, ale wraca, powodując szczęście i uśmiech. Ten nadchodzący rok może okazać się dla miłości bardzo trudny. Tym większa niech będzie nasza miłość…

1( 100)
Styczeń'17