Dwanaście miesięcy

Autor

Krzysztof Bobala

Och jak ja lubię te wszystkie plebiscyty publikowane na przełomie roku. Najlepszy sportowiec, najpopularniejsza piosenka, czy też muzyczne odkrycie roku. Można spojrzeć w tył i raz jeszcze przypomnieć sobie co też się działo w tych minionych dwunastu miesiącach. Dyskusje przy świątecznych stołach, „mądre głowy” tłumaczące swoje wybory z ekranów telewizyjnych czy komputerowych portali informacyjnych. Prestiż być gorszy nie może. I dlatego, jak co roku, pozwoliłem sobie przygotować własne podsumowanie - Jaki był ten 2016 rok w sporcie? 

Chyba jednak nie najlepszy, bo przecież oczekiwania były ogromne. Skończyło się średnio. Sporty zimowe to całkowita klapa. To był jeden z najgorszych sezonów naszych skoczków, biegaczy i przedstawicieli biathlonu czy łyżew od lat. Miejsca pod koniec drugiej dziesiątki nikogo z kibiców nie usatysfakcjonują. Pamiętamy przecież zupełnie niedawne triumfy Stocha, Kowalczyk czy Bródki. Coś poszło nie tak w przygotowaniach i aż żal było oglądać ich starty. Na śniegu i lodzie nie poszło to zajrzyjmy do hal. 

Na początku roku ostrzyliśmy sobie zęby na sukces naszej reprezentacji w ręczną podczas mistrzostw kontynentu. Bo przecież byliśmy gospodarzami. Bo hale wypełniały się do ostatniego krzesełka wspaniałymi polskimi kibicami. I wreszcie nasi gladiatorzy, którzy przez lata przyzwyczaili nas do horrorów na boisku, walki do ostatniej sekundy i wygranych zaledwie jedną bramką. W styczniu, niestety coś się popsuło i mistrzostwa skończyliśmy dopiero na siódmym miejscu. Apetyty były dużo większe. 

Wiosna to kilka sukcesów kolarzy i lekkoatletów i słabe wyniki tenisistów. Dla polskiego tenisa ten rok był naprawdę słaby. Spadliśmy do niższych grup w rywalizacjach drużynowych zarówno pań – Fed Cup, jak i panów – Puchar Davisa. Słaby występ na olimpiadzie i w turniejach wielkoszlemowych. Trochę więcej uśmiechu zapewniła nam niezawodna Isia pod koniec sezonu triumfując w prestiżowym China Open i dochodząc do półfinału finału WTA w Singapurze i młode polskie tenisistki, które wygrały juniorski Fed Cup. Ale generalnie – tenis na minus. 

I wreszcie olimpiada w Rio. Ile to miało być tych medali? Minimum worek. Zapowiadali to działacze, trenerzy i częściowo także sami zawodnicy. Było jak było. Podobnie jak w Londynie, cztery lata wcześniej. Kilku faworytów zawiodło, kilku nie trafiło z formą i do tego jeszcze afera dopingowa wśród naszych ciężarowców. Może nie klapa, ale bez rewelacji. Ale na szczęście były też perełki. Niezawodna Maja Włoszczowska, Piotr Małachowski, kajakarki, złote wioślarki Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj czy kolarz Rafał Majka. Ale prawdziwą gwiazdą igrzysk i całego 2016 roku jest dla mnie Anita Włodarczyk. Nieprawdopodobny sportowiec i człowiek. To co robiła w swojej konkurencji przez cały rok, było niesamowite. Czterokrotnie biła rekordświata, wygrywała wszędzie, gdzie się pojawiła i w przepięknym stylu zdobyła złoto w Rio. Absolutna dominatorka. 

Na koniec zostawiłem sobie jeszcze jeden pozytyw minionego roku. Bo przecież, my kibice, nie możemy tylko narzekać. To przedstawiciele piłki nożnej. Sam jestem w szoku, że to piszę, ale to właśnie reprezentanci piłki nożnej (za którą przecież specjalnie nie przepadam) są dla mnie, obok Anity Włodarczyk, bohaterami 2016 roku. Doskonały Robert Lewandowski, który nie tylko zachwyca grą na boisku, ale stał się wraz z żoną prawdziwą ikoną popkultury. Reprezentacja Polski i trener Nawałka, którzy pokazali, że można walczyć z najlepszymi jak równy z równym i dostarczyli nam mnóstwa emocji zarówno podczas Euro we Francji jak i meczów eliminacyjnych. I wreszcie naprawdę zupełnie niespodziewana postawa warszawskiej Legii i jej historyczne zwycięstwa w Lidze Mistrzów i awans do Ligi Europy. I niech tak zostanie, niech trwa. A za rok, mam nadzieję, będę wspominał sukcesy nie tylko piłkarzy, nie tylko lekkoatletów, ale także przedstawicieli mojego ukochanego tenisa.

1( 100)
Styczeń'17