Mania skakania

Autor

Krzysztof Bobala

I oto nastała w Polsce piękna zima. Trochę więcej śniegu i mrozu. Częściej niż w latach poprzednich sięgamy po ciepłe rękawiczki, wełniane czapki i szale. Sanki i rozmaite sprzęty do zjeżdżania po białym puchu, jak choćby popularne „jabłuszka”, sprzedają się niczym ciepłe bułeczki. Hurtownicy sięgają w najdalsze zakątki handlowych magazynów, gdzie kilka lat temu wrzucili je z myślą, że przy tak ciepłych zimach nigdy nie będą już potrzebne. W wielu ogródkach stanęły, dawno nie widziane bałwany, a na podwórkach trwają bitwy na śnieżki. Dzieci wreszcie mają radochę z tej pięknej przecież pory roku. Ale zima, to w tym roku, także radość dla nas dorosłych. A wszystko za sprawą sportowców, którzy zaprzeczają prawom fizyki.

Wszak człowiek do latania nijak przygotowany przez naturę nie jest. Brakuje nam jakichkolwiek atrybutów ułatwiających, jak pióra i skrzydła (z wyłączeniem niektórych pań, które twierdzą z pełną stanowczością, że są prawdziwymi aniołami). Nasi bohaterowie jednak fruwają. Drobni, filigranowi, potrafiący w powietrzu pokonać nawet i z dwieście metrów. A nam przed telewizorami, czy kibicującym na skoczni pozostało tylko wykrzykiwać różne ochy i achy, które mają zachwyt nad ich dokonaniami wyrażać. Jeszcze do niedawna był tylko on – Adam Małysz. Skromny wąsacz z Wisły, który wlewał w nasze serca tyle radości pokonując rywali na wszystkich skoczniach świata. Pamiętamy bułki z bananem, niezapomniane, żywiołowe komentarze Tomasza Zimocha. W końcu małyszomania trochę osłabła, a my kibice skoków narciarskich, już martwiliśmy się, że zimą przyjdzie kibicować skoczkom z Czech, albo oczekiwać sukcesów na przykład w kombinacji norweskiej. I wtedy wystrzelił on – Kamil Stoch. Wcześniej trochę w cieniu Adama, z każdym konkursem coraz lepszy. Pierwsze zwycięstwa, potem kolejne i kolejne. W końcu sukces, dany sportowcom wybitnym – dwa złote medale olimpijskie. Do tego jeszcze tytuł mistrza świata i Kryształowa Kula dla najlepszego skoczka w sezonie. I nagle coś się wypaliło, coś nie zagrało i nastały dwa lata chudsze, pełne prób powrotu, ale i frustracji, nerwów. I nagle jak za działaniem czarodziejskiej różdżki, dzierżonej w ręku cudownego trenera Stefana Horngachera, Kamil jest znowu wielki, bije kolejne rekordy zwycięstw i bardzo szybko zbliża się osiągnięciami do największych gwiazd w historii tej dyscypliny. A jeszcze na początku roku wlał w nas ogromną dawkę optymizmu wygrywając prawdziwy Wielki Szlem w skokach narciarskich – Turniej Czterech Skoczni, jedno z nielicznych trofeum, którego mu brakowało.

Postawa Kamila, ale i naszych pozostałych zawodników spowodowała, że skoki po kilku latach posuchy stały się na powrót naszym sportem narodowym. Żyła, Kot, Kubacki i Mistrz Kamil Stoch to w tej chwili faworyci do miejsc na podium każdego z konkursów. To doskonały team, który walczy o najwyższe cele zarówno indywidualnie jak i drużynowo, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. Publiczność szaleje na skoczniach, zawodnicy w powietrzu. Stochomania, żyłomania czy kotomania, a może po prostu mania skakania? Kochamy sukcesy, wzruszamy się przy Mazurku Dąbrowskiego. Niech ten stan trwa jak najdłużej. Wygodnie siadam przed telewizorem. Za chwilę kolejny konkurs.

2( 101)
luty'17