Autor

Dariusz Staniewski

W Polsce pojawiła się nowa moda, nowy obyczaj, albo nowa – świecka tradycja. Jak zwał, tak zwał. Nazywa się to „siekierezada” (od tytułu modnej przed laty powieści Edwarda Stachury). Polacy, dzięki nowym przepisom  chwycili za piły oraz siekiery i tną drzewa, lasy, zagajniki oraz puszcze na potęgę. Od rana do nocy słychać warkot pił spalinowych i głuchy odgłos siekier. Stało się to tak powszechne i masowe, że Polski Komitet Olimpijski zastanawia się czy nie zgłosić do programu kolejnych letnich albo zimowych igrzysk nowej dyscypliny pt. „cięcie drzewa” na czas. Ulubionym hasłem stało się „drzewa cięcie super zajęcie”. Trenerki i trenerzy fitness już opracowali specjalne zestawy ćwiczeń jakie można wykonywać przy okazji unicestwiania kolejnego drzewa, pojawiły się specjalne diety dla drwali a styliści proponują nowe kolekcje ubrań. Pojawiła się na rynku specjalna wódka „Drwalówka”, która w większych ilościach ścina z nóg, piwo mocne „Drwalowe” z hasłem reklamowym „polskiego drwala tylko ono powala”  oraz drink pt. „piła spalinowa” – spirytus z sokiem z brzozy zagryzany trocinami. W radio najczęściej słuchacze proszę o nagrania punkowego zespołu sprzed lat – „Siekiera” a w tv mają powtarzać co tydzień sztukę pt. „Rozmowy przy wycinaniu lasu”. Hymnem drwali stała się natomiast przeróbka pewnej „zakazanej piosenki” z czasów okupacji. Brzmi ona teraz tak: „siekiera, motyka, bimber, szklanka w dzień i w nocy wycinanka, siekiera, motyka, piłka, nóż, nowe drzewo leży już”.

Przez lata kiedy szczecinianie wracali ze Śląska lub Krakowa wzdychali głośno: „u nas dzięki Bogu nie ma smogu!” I stojąc na jednym z czterech peronów Dworca PKP Szczecin Główny wdychali pełną piersią powietrze pełne wiatru od Bałtyku i nadmorskiego jodu. Bo takie niby miało być w mieście. Aż tu nagle okazuje się, że to wszystko kłamstwo. Bo gruchnęła wieść – w Szczecinie mamy smog! I to taki jak cholera! Furorę zaczęła robić aplikacja na „komórkę” pokazujące w których rejonach miasta i o ile procent są przekroczone normy zanieczyszczenia. I wyraźnie widać było, że najgorzej jest na ulicy Piłsudskiego. Takie było nasilenie pyłów, że aż dziw, że jeszcze tam ktokolwiek żyje! Potem swoje opinie zaczęli wydawać specjaliści. I jak to zwykle bywa gdzie dwóch Polaków, tam trzy różne zdania na ten sam temat. Jedni twierdzili, że w Szczecinie mieliśmy przez ostatnie dni do czynienia z zanieczyszczonym powietrzem. I smogu nie było. Inni, że prawie otarliśmy się o zagładę. I tak np. według Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska „gdybyśmy mieli smog, to myślę, że przezroczystość powietrza nie pozwalałaby nam przy Wałach Chrobrego zobaczyć np. rzeki Odry. Myślę, że tu również jest to pewnego rodzaju mgła” – stwierdził inspektor dla jednego z lokalnych mediów. Tylko od razu ciśnie się na usta pytanie: a jaka to mgła była? Może taka jak z powieści Stephena Kinga? O matko! I już człowieka coś dusi! Bo innego zdania jest np. naukowiec z Uniwersytetu Szczecińskiego, według którego mgła połączona z zanieczyszczeniami, to właśnie smog. No i bądź tu mądry człowieku. Komu uwierzyć? Maskę przeciwpyłową na twarz zakładać czy nie? Narażać się na legitymowanie lub zatrzymanie przez policję i tłumaczenie, że nie wybieram się na „skok” na bankomat albo jakiś dyskont spożywczy, tylko dbam o płuca? Czy może zapalić papierosa, który podobno momentami był zdrowszy niż to czym oddychaliśmy w Szczecinie? Rosjanie w takich sytuacjach mówią: bez wódki nie razbieriosz.

Niedawno informowaliśmy o tajemniczym procederze porywania bydła z zachodniopomorskich pastwisk. Ale złoczyńcy wpadli miesiąc temu i teraz czeka ich kara. Ze źródeł zbliżonych do wymiaru sprawiedliwość uzyskaliśmy informacje, że oprócz więzienia do lat pięciu rozważana jest także dodatkowa represja – mieliby doić przez rok porwane bydło. Ale teraz opiniotwórczy, niemiecki „Der Spiegel” donosi na swych łamach, że zaczęło ginąc bydło z pól Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Łupem porywaczy miały paść m.in. byki-reproduktory o wartości 20 tysięcy euro w spółdzielni rolniczej w Neissenmünde. Według gazety złodzieje nie pozostawili po sobie śladu. Policja jest bezradna, nie może namierzyć porywaczy. Przypuszcza jednak, że  bydło jest transportowane dalej na Wschód, ot, choćby na Ukrainę. I choć podobno nic nie wskazuje na to, że złodzieje pochodzą z Polski, to przecież znamy naszych. Co to dla nich np. „rąbnąć” ekskluzywną brykę gdzieś w Niemczech a potem przerzucić ją na Wschód. Podobnie może być z bydłem. Dlatego chyba niemieckie biura podróży w Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego powinny wprowadzić do swej oferty nową propozycję dla tamtejszych rolników: „Jedź na Wschód. Twój byk i krowa już tam są!”.

3( 102)
luty'17