Autor

Michał Stankiewicz

Nie ma coś szczęścia w nowej pracy Warcisław Kunc, wieloletni dyrektor Opery na Zamku. Tym razem chodzi o Operę Bałtycką, której obecnie szefuje. Od kilku lat trwa tam spór o wynagrodzenia. Sprawa jest w sumie trywialna: pracownicy, zrzeszeni w czterech związkach zawodowych uważają, że zarabiają za mało i chcą podwyżek, a dyrekcja próbuje się temu przeciwstawić. Co ciekawe nikt, w tym także dyrekcja nie zaprzecza, że zarobki są naprawdę niskie. Nie ma jednak budżetu, by spełnić słuszne oczekiwania załogi. Spór trwa od lat, z jego powodu pracę stracił poprzedni dyrektor. Kunc, choć rządzi dopiero od 1 września 2016 – też już może ją stracić. Związkowcy od dłuższego czasu, co rusz ogłaszają strajk i go zawieszają. 4 lutego po raz pierwszy nie zdążyli jednak zawiesić, bo dyrektor zareagował szybciej od nich – odwołał Traviattę wskazując jako winnego związki zawodowe.

Sprawa jest trudna. Opera Bałtycka dostaje dotację od marszałka. Resztę musi wypracować sama. Im więcej i lepiej będzie grać tym więcej zarobi. Jak nie będzie grać, nie zarobi nic. Niestety zbyt wysokie obciążenia umów o pracę – powodują, że w Polsce pracodawcy często mają do wyboru – albo umowy o pracę albo utrzymanie firmy. I nie dotyczy to tylko prywatnych firm, ale i instytucji, które też mają ograniczone budżety. Od nowego roku wzrosła płaca minimalna, a co za tym idzie obciążenia fiskalno-zusowskie. Skutki tego już odczuwa wiele firm, ratując się często karkołomnymi optymalizacjami podatkowymi, cichymi umowami z pracownikami albo zwolnieniami. Niestety – w Polsce największymi przeciwnikami umów o pracę, a jednocześnie zwolennikami tzw. umów śmieciowych są politycy PiS i Solidarność. Nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że obniżenie obciążeń fiskalno-zusowskich (a nie samych wynagrodzeń) z pewnością zniosłoby barierę dla powszechnego zawierania takich umów, bo przede wszystkim firmy byłoby na nie stać. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że inne partie nie były tutaj lepsze. Opera Bałtycka jako instytucja publiczna raczej więc nie ma pola do manewru. I choć spór trwa już ponad dwa lata to z pewnością rosnące koszty pracy nie ułatwią jego zakończenia.

No i wreszcie sam Warcisław Kunc. Przez lata kierował Operą na Zamku w Szczecinie. W zasadzie połowę swojego zawodowego życia. I to dwukrotnie. Za jego drugiej kadencji opera rozpoczęła wielką przebudowę. Inwestycja – dzięki unijnej dotacji – była tak rozdmuchana, że na czas remontu zdecydowano, by po drugiej stronie Odry wybudować tymczasową siedzibę opery. Za blisko 70 mln zł opera została całkowicie przebudowana stając się niezwykle nowoczesną instytucją. Jesienią 2015 roku odbyło się jej uroczyste otwarcie, a tymczasowa siedziba została wydzierżawiona jako sala koncertowa.

Zakończenia wielkiej inwestycji nie doczekał jednak sam Kunc, który zrezygnował z kierowania w 2011 roku po tym jak marszałek województwa zarzucił mu nieprawidłowości i opóźnienia w inwestycji. Sprawę skierowano do prokuratury, urzędu kontroli skarbowej i rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Jak się później okazało wszystkie postępowania skończyły się na niczym.

W trakcie swojej pracy Kunc zyskał opinię osoby trudnej i kontrowersyjnej. Mimo to właśnie za jego kadencji opera zmieniła się nowoczesną instytucję. Kunc szukał nowatorskich rozwiązań, ale przede wszystkim wyprowadził operę do publiczności. Na dziedzińcu zamku ruszyły Letnie sezony operowe, a następnie wielki szczeciński hit, czyli Międzynarodowy Turniej Tenorów, który nawiązuje do średniowiecznych turniejów bardów i śpiewaków. Pozycja w regionie i sukcesy na pewno miały wpływ na decyzję, by wydać tak dużo pieniędzy na rozbudowę instytucji, o takim luksusie jak stawianie tymczasowej siedziby nie wspominając. Dzisiaj scena szczecińskiej opery, choć nie tryska innowacyjnymi pomysłami to z lepszym lub gorszym skutkiem kontynuuje idee poprzedników.

Tym bardziej ciekawe jak zakończy się długoletnia wojna w Operze Bałtyckiej. Z jednej strony wykształceni muzycy mają prawo do godziwych zarobków, z drugiej – daleko jej do innych scen, w tym szczecińskiej. Każdego dyrektora można zmienić, tylko co dalej? Pamiętam jak przed laty na ekrany kin wchodził musical Lloyda Webbera „Upiór w Operze”. W Operze na Zamku, którą kierował wtedy Kunc odbyła się lokalna premiera. Może Andrew Lloyd Webber napisze teraz drugą część. Tytuł już jest. „Strajk w Operze”.

3( 102)
luty'17