Od naczelnej

Autor

Izabela Magiera

„Teatr uczy nas żyć, życie nas uczy udawać”. 

Tak śpiewał Zbigniew Wodecki na premierze fenomenalnej operetki „Żołnierz królowej Madagaskaru” w Operze na Zamku. Było to jakieś dwadzieścia parę lat temu. Czy wtedy porwała mnie magia opery?  A może wtedy, gdy zobaczyłam Ewę Filipowicz-Kosińską w niezapomnianej roli Carmen? Byłam także wielbicielką musicalu „Rent”, nie policzę ile razy go oglądałam…                                                                                                                                                                                                    

Pretekst do tych wspomnień jest nie byle jaki, bowiem w tym roku Opera na Zamku obchodzi 60-lecie swojego istnienia. Ale zacznijmy od początku. Ojcem całego sukcesu był nieżyjący już Jacek Nieżychowski. W 1957 roku powrócił do rodzinnego Szczecina, by utworzyć operetkę. Zaczął kompletować zespół, nie tylko artystów ale i przyjaciół. Od samego początku związana z nim była Irena Brodzińska – śpiewaczka, aktorka i tancerka, mama primadonny Grażyny Brodzińskiej. Okrzyknięta pierwszą damą w historii szczecińskiej operetki. 

Początki były trudne. Skromny lokal w sali gimnastycznej dała… Milicja Obywatelska. 25 stycznia 1957 roku odbyła się pierwsza premiera muzycznego przedstawienia. Była to „Kraina uśmiechu” Franza Lehara. – Doskonale pamiętam tę premierę – wspomina Irena Brodzińska. – Zima, przeraźliwy ziąb, między sceną a widownią w suficie była dziura. My w eleganckich, wydekoltowanych sukniach, widzowie siedzieli w futrach, a z dachu sypał autentyczny śnieg! Miała to być tymczasowa lokalizacja. To „tymczasem” trwało ćwierć wieku. – Kochaliśmy naszą publiczność i ona tę miłość odwzajemniała. Teatr był naszym życiem! 

Ważną postacią w biografii szczecińskiej opery jest Warcisław Kunc. Gdy był dyrektorem na dziedzińcu zamku ruszyły Letnie sezony operowe, a następnie hit, czyli Międzynarodowy Turniej Tenorów. Oprócz klasycznego repertuaru oglądać można było nowatorskie musicale i spektakle z udziałem i w reżyserii polskich gwiazd. Za czasów Kunca opera rozpoczęła też wielką przebudowę. Inwestycja była takrozległa, że na czas remontu zdecydowano, by wybudować tymczasową siedzibę.

Dzisiaj scena szczecińskiej opery kontynuuje idee poprzedników. Jacek Jekiel, obecny dyrektor swoją funkcję pełni od 2014 roku. Trafił tutaj w bardzo trudnym momencie. Remont siedziby, utknął wówczas w martwym punkcie. Dotrzymanie terminu wyznaczonego na 2015 rok było mocno zagrożone. Jednak dzięki determinacji i ciężkiej pracy całego zespołu udało się. Po sześciu latach „emigracji” wrócili do mainstreamu artystycznego. 

– Nasze produkcje potwierdzają, że remont się opłacał. Wystarczy poczytać recenzje przedstawień. Są najczęściej wręcz entuzjastyczne i jasno wynika z nich, że to, co robi Opera to najważniejsze wydarzenia nie tylko w Polsce, ale nawet w Europie. Pokazujemy tym samym, jak dobrą pozycję ma Szczecin – mówi Jacek Jekiel. 

Opera na Zamku, zachwyca wyglądem i przyciąga wartościowymi wydarzeniami. Przyznam, że z dużym zainteresowaniem czekam na premierę „Crazy for You”. Jacek Jekiel zapewnia, że będzie to spektakularny musical, stworzony w hołdzie tym, którzy 60 lat temu dokonali cudu i stworzyli nam Operę, z której jesteśmy dumni.

 

Miłej lektury!

 
3( 102)
luty'17