Sytuacje rodzinne

Sytuacje rodzinne  Teatr Współczesny w Szczecinie Malina Prześluga, „Pustostan”, reż. Paweł Paszta

To pozornie zwyczajny dramat rodzinny. Tradycyjna polska wigilia – choinka, karpik, stół, matka, ojciec, syn, córka, jest też – obowiązkowo – babcia i pies. Wszyscy czekają na emisję kultowego filmu „Kevin sam w domu”. Sztuczne uśmiechy i konwenanse szybko ustępują awanturze, wypominaniu i wreszcie wzajemnemu obrażaniu. Obserwujemy rozpad rodzinnych więzi, u którego podstaw leży… język. Nagle pojawia się niezapowiedziany gość.

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Głównym bohaterem tego przedstawienia jest język. Pozwala na wiele, ale jednocześnie wielce ogranicza, albo niszczy. Autorka dramatu, Malina Prześluga (polska prapremiera) żongluje nim, przestawia szyki, bawi się słowami, tworzy ich zdumiewające hybrydy, zmienia ich znaczenia i brzmienia. Tworzy dynamiczną melodię, ale czasami zdarza się jej zafałszować – niektóre ze słownych sekwencji wydawały się sztuczne i nieco przeszarżowane. To jednak niuanse, bo faktycznie utwór to wirtuozerski, także pod względem fabularnym. „Pustostan” to petarda humoru i dystansu, a przy tym celna diagnoza rodzinnych relacji. To, co zobaczymy w pierwszej części, okaże się jednak mirażem. Tytułowy „Pustostan” zrozumiemy (!) dopiero w finale. Poczujemy, że tak prozaiczna i podstawowa potrzeba posiadania bliskich, determinuje nasze życie, nawet jeśli to toksyczne relacje. Ten dramaturgiczny zabieg pozwala przyjrzeć się… sobie. Zaskakujący finał opowieści, pozostawia bez wyjątku każdego, ze swego rodzaju wyrzutami sumienia. Jeśli dodamy do tego wątek religijny i oczekiwania związane z przyjściem Pana, a tym samym miłosiernym zbawieniem, mamy do czynienia z kompleksowym, nie pozbawionym szyderstwa, obrazem współczesności.

Reżyserowi, Pawłowi Paszcie, udało się w pełni oddać intencje autorki – wydobył językowe zmagania na pierwszy plan, zaproponował aktorom stworzenie wyrazistych postaci, które nakreślił ostrymi i konsekwentnymi w każdym detalu gestami i charakterami. Aktorzy z zadania wywiązali się bezbłędnie – przekonująca, zbuntowana i lekko wyuzdana nastoletnia Córka w wykonaniu Barbary Lewandowskiej, próbujący nie dać się sprowokować (nieskutecznie) Ojciec Roberta Gondka, kreatywnie „wycofany” Pies Konrada Bety, ze świetnym pomysłem użycia języka migowego (jakim językiem mówią psy?), czy wymownie milczący, ale mrożący zimnym spojrzeniem Gość – Paweł Niczewski. Znakomity jest Adam Kuzycz–Berezowski, który w oczach (dosłownie) zmienia się w kilkuletniego chłopca. Zachwyca konsekwencja spojrzenia – takiego ciekawskiego każdej nowości, takiego wzroku naiwnego dziecka, zadziwionego całym światem. Jednak ten spektakl należy do dwóch Pań – Marii Dąbrowskiej, jako Matki i Anny Januszewskiej – Babci. Rola tej pierwszej to absolutne mistrzostwo, do czego zresztą aktorka zdążyła już przyzwyczaić. Tym razem wręcz kipi energią oraz emocjami, i to skrajnymi. Anna Januszewska stworzyła postać do bólu przejmującą. Jej cierpiąca twarz i tęsknota oplatająca całe ciało, kontrastuje z zadziwiającą sprawnością fizyczną.

Ciekawie rozwiązana jest przestrzeń przedstawienia – to wbudowany w przestrzeń Malarni pokój, bez tzw. „czwartej ściany” (wszak też jesteśmy w gościach). By do niego się dostać trzeba przejść przez meandrujący wąski korytarzyk i pokonać niewygodne stopnie. To wymowna praca Aleksandry Sempruch, odpowiedzialnej w produkcji także za kostiumy, w których fantazyjnie dominuje wełna, a w przypadku stroju postaci Matki, przerwy między ściegami. Świetnie wpisuje się w spektakl muzyka oraz dźwiękowe efekty Tomasz Jakub Opałka, urzeka też wykorzystanie pianina.

„Pustostan” to mądra i wciągająca gra. Prestiżowe pięć gwiazdek, na sześć możliwych.

3( 102)
luty'17