PRL sprzedaje się świetnie

Dla wielu meble z czasów PRL to niepotrzebne, obciachowe graty. Szczecinianie – Michał Szarko oraz Przybyrad Paszyn – dostrzegli w nich jednak coś, czego my nigdy nie widzieliśmy. Ogromny potencjał. Produkują je ponownie i sprzedają… w Niemczech. Co ciekawe – rzeczy te cieszą się ogromną popularnością. 

Autor

Andrzej Kus

Polacy odrzucili po 1989 roku niemal wszystko, co kojarzyło się z poprzednią epoką, a meble nie stanowiły tutaj wyjątku. To był moment, w którym postawiliśmy sobie jasny cel: przywrócimy do życia najlepsze polskie projekty i odbudujemy ten zapomniany kawałek naszej historii i tożsamości – opowiada Michał Szarko, szczecinianin, który w Berlinie wraz z Przybyradem Paszynem otworzył showroom, gdzie wystawiają swoje produkty. 

Wspólnicy pochodzą ze Szczecina, znają się jeszcze z czasów liceum. Po studiach wyjechali do pracy. Michał zajął się marketingiem eventowym w Berlinie, Przybyrad podjął pracę w Archiwum Państwowym w Poznaniu. Dla jednego i drugiego praca nie była spełnieniem marzeń. Trzeba było poszukać innego zajęcia. I wtedy zrodził się ten niecodzienny pomysł. 

– Jako że w Berlinie miałem okazję obserwować ogromną popularność mebli pochodzących z lat 50, 60 i 70 – szczególnie duńskich, szwedzkich i amerykańskich, zainteresowałem się bliżej tematyką wzornictwa XX wieku. Niemcy przykładają wielką wagę do rzeczy unikatowych, posiadających duszę, a na tzw. Flohmarktach handlują wyjątkowymi okazami. Ponadto mieszczą się tam liczne galerie z tzw. wzornictwem „mid-century”, czyli projektami drugiej połowy XX wieku. Zauważyłem, że każdy sprzedawany mebel miał swoją historię, swojego twórcę. Można było dowiedzieć się więcej o projektach, które niegdyś wypełniały mieszkania w Europie Zachodniej, a przy okazji... kupić owe klasyki za naprawdę duże pieniądze. Byłem zły, że nie ma tam żadnego polskiego nazwiska. 

Dzisiaj szczecinianie przywracają do życia zapomniane klasyki polskiego wzornictwa, które nie miały szansy trafić do masowej produkcji lub zostały zapomniane po przemianach systemowych. Produkują głównie fotele i krzesła, ale także stoliki i sofy z drugiej połowy XX wieku. Efekt końcowy wystawiają w showroomie w Berlinie. Warsztat, pracownię i magazyn mają w Poznaniu. Tam właśnie, w oparciu o współpracę z zakładami stolarskimi i tapicerskimi, powstają prototypy. W Poznaniu niebawem Michał i Przybyrad zamierzają otworzyć kolejną galerię wzornictwa. 

– Otworzyliśmy siedzibę w Berlinie, bo Szczecin jest, niestety, zbyt za mały na tego typu działalność. Mimo że powstają tutaj ciekawe projekty, nowe miejsca i wybitne budynki. Miasto zmierza w dobrym kierunku, więc marzy się nam otwarcie salonu w rodzinnych stronach. W stolicy Niemiec potrzeba indywidualności i poszukiwanie niespotykanych produktów uzupełnia się tutaj z zasobnością portfela i świadomością w dziedzinie dizajnu. To świetny grunt na promocję polskiego wzornictwa. Koncentrujemy się póki co na tym miejscu, bo to okno na świat. 

Ich meble kupują głównie ludzie między 30. a 50. rokiem życia. Nie wybierają okazów wyłącznie pod kątem funkcjonalności, a często takie, które służą jako ożywienie mieszkań czy biur. 

– Wszystkie nasze produkty spotykają się z pozytywną opinią, jednak najwięcej zapytań otrzymujemy w przypadku krzesła H106 autorstwa Edmunda Homy i krzesła LOTOS autorstwa Romualda Ferensa. Są to projekty bardzo charakterystyczne i jednocześnie niespotykane nigdzie indziej – przyznaje Szarko. 

Wspomniane krzesło, które jest meblem balkonowym, tarasowym i wypoczynkowym zaprojektowane zostało w 1980 roku. Mebel zdobył wówczas główną nagrodę podczas Targów Meblowych w Bazylei (Szwajcaria). Zwycięstwo Polaka w prestiżowym konkursie było w tamtych czasach ogromną sensacją w Europie Zachodniej, która niestety odbiła się bez echa w naszym kraju. LOTOS nigdy nie wszedł do produkcji seryjnej. Na początku 2017 roku POLITURA po raz pierwszy wprowadziła krzesło na rynek. Kosztuje od 990 do 1290 zł w zależności od materiału i wykończenia.

Szczecinianie mają ambitne plany. W najbliższych miesiącach zamierzają otworzyć nie tylko placówkę w Poznaniu, ale również rozbudować sieć sprzedaży w innych miejscach. Pracują także nad wdrożeniem kolejnych mebli z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Chcą zbudować rozpoznawalną polską markę, która będzie konkurowała z zachodnimi firmami. 

Patrząc na zaangażowanie i determinację w dążeniu do celu, trudno się spodziewać, że im się to nie uda. Produkując meble, zawsze poznają ich historię, co oczywiście nie jest dzisiaj łatwe. Jeżdżą po Polsce, odwiedzają archiwa, biblioteki, dawne zakłady. Rozmawiają również z ludźmi, którzy pamiętają tamte czasy i wydarzenia. Uzyskują niezbędne informacje, dzięki czemu doskonale odwzorowują to, co dawniej było niezauważalne.

4( 103)
Kwiecień'17