Autor

Dariusz Staniewski

W tegorocznym Wielkim Tygodniu na katolików, którzy w tym czasie robią rachunek sumienia, spadła, jak grom z nieba, wstrząsająca wiadomość – Kościół rozszerzył listę ciężkich grzechów, z których trzeba się wyspowiadać. I płacz wielki się rozlał po Rzeczpospolitej i zadrżały konfesjonały. Posadzki w kościołach wypełniły się grzesznikami czyniącymi pokutę, leżąc krzyżem (choć niektórym trzeba było zwracać uwagę, że leży się na brzuchu, a nie na plecach), a kruchty świątyń wypełniły się głuchym odgłosem uderzeń w piersi. Bo wśród grzesznych nowinek znalazły się m.in. wyścig szczurów, czyli po trupach do sukcesu zawodowego, oglądanie filmów pornograficznych w internecie oraz hejt i sprzedawanie cnoty w sieci, zabiegi in vitro (a nawet ich popieranie), zatruwanie środowiska, zażywanie narkotyków (nawet w małych ilościach), używanie antykoncepcji hormonalnej, dręczenie zwierząt i seks z nimi, używanie wibratorów i dmuchanych lalek, mobbing pracowników i produkcja niezdrowej żywności. Listę nowych grzechów opublikował jeden z regionalnych dzienników. Potem przedrukowało ją pewne katolickie czasopismo. Aż w końcu pojawiły się informacje, że czegoś takiego, jak nowa lista grzechów, po prostu nie ma! Na razie. Bo przecież co stoi na przeszkodzie, żeby taką listę stworzyć? W końcu i tak wcześniej czy później do tego dojdzie. Można byłoby ją uzupełnić o np. plucie na ulicy, siorbanie i mlaskanie przy jedzeniu, niemycie się, nieużywanie kosmetyków i środków higieny osobistej, niezmienianie bielizny, obgryzanie paznokci, dłubanie w nosie stojąc „na światłach”, bójki między kierowcami na drodze, opowiadanie głupot w Sejmie i Senacie oraz stacjach telewizyjnych, noszenie skarpet do sandałów, oglądanie telenoweli i polskich komedii romantycznych, głośne rozmowy przez komórki w środkach masowego transportu oraz picie wódki bez zagrychy.   

Członkowie grup rekonstrukcyjnych już zacierają ręce z radości. Na ich mapie pojawi się następny adres. Bo w Zachodniopomorskiem powstaje kolejna, po Wolinie, wioska Wikingów. Tym razem w Pyszce, miejscowości położonej 15 km od Kołobrzegu. Dowody wskazują jednoznacznie, że na tych terenach przebywali Wikingowie. W zrekonstruowanej wiosce znajdzie się 10 chat, w których będą m. in. kowale, piekarze i cieśle. Nie zabraknie prezentacji i inscenizacji walk oraz rejsu łodzią Wikingów. Całość ma zostać otwarta pod koniec czerwca. I w ten sposób rekonstruktorzy w regionie będą trzaskać się z Wikingami w Wolinie i pod Kołobrzegiem, pod Cedynią pogonią Niemców, sforsują Odrę w Siekierkach i dowalą hitlerowcom, dokonają zaślubin z morzem w Kołobrzegu, wylądują na spadochronach pod Arnhem, czyli na moście w Gryfinie, zdobędą plaże Normandii, czyli chyba gdzieś w Świnoujściu, a w Rosówku pokażą jak Ruscy Szczecin zdobywali. Cały rok gdzieś w regionie odbywa się jakaś nawalanka historyczna. Aż się chce zapytać: kiedy ci rekonstruktorzy liżą rany?

Jakiś czas temu burmistrz Darłowa zaproponował podzielenie plaży na część dla zwolenników i część dla przeciwników parawanów, czyli tzw. parawaningu (nową polską tradycję rozbijania nad morzem parawanów, nawet o 5 rano, ale nie w celu ochrony przed wiatrem, tylko wygrodzenia terytorium). A na koniec ubiegłorocznego sezonu w tej nadmorskiej miejscowości zorganizowano sportową olimpiadę „Darłowo - de Parawanejro”. Wśród rozgrywanych konkurencji znalazło się m.in. rzucanie zwiniętym parawanem oraz slalom między parawanami. I okazuje się, że 31 marca za tę imprezę miasto dostało pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie Tourism Trends Awards 2017. Włodarze nadmorskich osad - bierzcie przykład z Darłowa! Stop parawanowemu terrorowi! A ten, kto parawanem wojuje, niech od parawanu zginie! 

Architekci z całego świata są więcej niż bardzo zainteresowani szczecińską Łasztownią. Do konkursu na projekt zabudowy nadodrzańskiej części miasta zgłosiło się ponad 240 pracowni, m.in. z Hiszpanii, Japonii, Stanów Zjednoczonych czy Szwajcarii. Te zagraniczne mogą być jednak dość przewidywalne. No bo co mogą zaproponować Hiszpanie? Jakąś wielką arenę do corridy. Japończycy usypią drugą Fuji Yamę i pod nią będzie miejsce do walk sumo i popełniania zbiorowego harakiri, Amerykanie oczywiście zaproponują kolejny Disneyland, a Szwajcarzy tak zagospodarują teren, że będzie w nim pełno dziur. Jak w żółtym serze.

5( 104)
Maj'17