Feinweinblein. W starym radiu diabeł pali

Reżyseria Katarzyna Szyngiera, Teatr Współczesny w Szczecini

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Siłą spektaklu Katarzyny Szyngiery jest tekst Weroniki Murek, laureatki prestiżowej gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Dotychczas dramat opracowany został w Teatrze Polskiego Radia (w reżyserii Pawła Łyska), odbyły się także liczne czytania utworu. Realizacja w szczecińskim Teatrze Współczesnym jest pierwszą adaptacją sceniczną dramatu. 

Rzecz dzieje się w Polsce, na Śląsku, zaraz po wojnie, w latach 50-tych ubiegłego wieku. Bohaterami dramatu Murek są niewykształceni i zakompleksieni mieszkańcy polskiej prowincji, niepotrafiący otrząsnąć się po wojennej traumie. Jedyną radość sprawia im słuchanie radia – to namiastka normalności i dostęp do lepszego, innego świata. Dzwonią do radia, gdzie na antenie, w specjalnej audycji otrzymują odpowiedzi na nawet najbardziej absurdalne pytania. Z odbiornikiem radiowym, związana jest też przedstawiona w spektaklu wstrząsająca historia: wymiana chorego dziecka na radio. To przejmujące, ale uniwersalne, studium ludzkich postaw i problemów. Postaci tęsknią do przeszłości, nawet do wojny, która nadawała ich życiu sens i tożsamość. Autorka, a z nią reżyser pytają: Jakie skutki mają winy z przeszłości? Co kształtuje nas dziś, jako ludzi, obywateli jednego kraju, wspólnotę? Czym może być dla nas wojna i jak ją pamiętamy?
Jak zwykle świetnie spisał się zespół aktorski Teatru Współczesnego. W role spikerów radiowych, momentami zabawnych, ale przede wszystkim formalnie konsekwentnych, wcielili się Wojciech Sandach, Michał Lewandowski i Adam Krzycz-Berezowski. Konsekwentna w swym rozemocjonowaniu była, dzwoniąca do nich Joanna Matuszak. Poruszające postaci małżeństwa Knauerów, stworzyli Magdalena Myszkiewicz oraz Robert Gondek. Świetny był Arkadiusz Buszko jako Świetlicowy, ale na szczególną uwagę zasługuje Magdalena Wrani-Stachowska jako jego żona, Świetlicowa. Aktorka stworzyła bardzo wyrazistą postać, szczególnie w finale przedstawienia... Osobne brawa dla najmłodszego w zespole (!) Tomasza Piątkowskiego. Mimo świetnych kreacji, przedstawienie jest propozycją dla wprawionego widza.  

Wymowna jest oprawa muzyczna – Jacek Sotomski zaproponował swoistą listę patriotycznych szlagierów, ale podał je w zniekształconej, wręcz kakofonicznej formie. Symboliczna jest także scenografia Agaty Baumgart, która przygotowała umowne, proste, jakby wycięte z tektury obrysy budynków.  

Poruszający, ważny, ale trudny w odbiorze spektakl.

5( 104)
Maj'17