Matheo : Myślenie antymarketingowe

Matheo jest jednym z najbardziej utalentowanych i rozchwytywanych producentów muzycznych w Polsce. Stoi za artystycznym sukcesem kontrowersyjnego Popka, współpracuje z Kamilem Bednarkiem, a z drugiej strony przyjaźni się z Władysławem Komendarkiem, guru polskiej elektroniki. Bardz o pracowity, nie znosi sztampy i utartych ścieżek w muzyce. Przy herbacie porozmawialiśmy z nim o tym, co to znaczy być producentem muzycznym w Polsce.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Producent muzyczny odpowiada za brzmienie artysty i często stoi za jego sukcesem. Tak jest chociażby za Oceanem Atlantyckim, gdzie takie postacie jak Diplo, Pharell Williams czy Timbaland stoją za utworami, które rządzą na listach przebojów. Na czym polega ten zawód i jak jest traktowany w Polsce?

Pod względem pracy w Polsce jest tak samo jak na świecie. Inaczej sprawa wygląda ze świadomością słuchaczy, w tym przypadku producenci są traktowani trochę jak szare eminencje. Jednak wszystko zależy od gatunku muzyki, w jakim dany artysta się porusza. W hip hopowym świecie producenci są bardziej widoczni, za to w muzyce pop są to znane nazwiska, o ile chce się je znać, poni waż nikt nie zastanawia się nad tym, kto np. zrobił Rihannie nowy kawałek. Sam zaliczany jestem to tych producentów w Polsce, którzy są widoczni w hip hopowym środowisku, gdyż stoi za tym promocja mojej osoby. Na początku byłem częstym gościem, np. w teledyskach artystów, dla których tworzyłem bity, a teraz jestem tą postacią, która sama zaprasza ludzi do udziału w swoich produkcjach. Faktycznie żyjemy w czasach, w których producenci kreują wszystko, bo artyści zaczynają brzmieć tak samo i od tego fajnego bitu często zależy sukces. 

Jak dobierasz sobie ludzi do współpracy? Odmówiłeś komuś?

Więcej razy odmówiłem, niż się zgodziłem (śmiech). Przy wyborze zwracam uwagę na parę rzeczy. Ważna jest osobowość artysty, z którym mam pracować, to czy jest ambitna i nastawiona na ciężką pracę. Nie lubię ludzi, którym zależy na łatwym sukcesie, niesztampowe myślenie jest u mnie w cenie. Dla mnie przyjemnością jest tworzyć z takimi osobami i sam zabiegam o współpracę z nimi. Taśmowe produkowanie przebojów nie jest dla mnie żadnym wyzwaniem i nie sprawia mi satysfakcji. Moje myślenie jest trochę antymarketingowe. Dobrze się z tym czuję i taką wersję siebie chcę realizować.

Czy właśnie taką niesztampową osobą jest Popek, z którym współpracujesz? Musisz przyznać, że jego postać jest kontrowersyjna i trudno obok niego przejść obojętnie.

Popek z bylejakości zrobił jakość, z kiczu zrobił sztukę. Z nim jest ciekawie o tyle, że po pierwsze jest osobowością, a po drugie jest piekielnie ambitny. Stawia na pierwszym miejscu muzykę, a dopiero później całą tę barwną otoczkę, którą się ludzie ekscytują. Jedno, co mogę na pewno powiedzieć o Popku, jest to, że jest naturalny w tym co robi i nie jest to żadna zgrywa czy kreacja, by zadowolić publiczność. Cokolwiek by nie mówić o mojej współpracy z Popkiem, to cyfry i liczby na koncertach mówią za siebie. Żyjemy w czasach, w których opinia o innych kreowana jest przez media, internet, co często nie ma żadnego przełożenia w rzeczywistości. Szczególnie nie szanuję portali plotkarskich, które eskalują nienawiść i ją multiplikują, wchodząc z buciorami w czyjeś życie.

Jednym z wywiadów niezbyt pochlebnie wyraziłeś się o popowych artystach w Polsce, a raczej o mechanizmach, jakimi kieruje się ta część show biznesu.

Często ci artyści nie są artystami tylko produktami i wybierają ten kierunek już na starcie. Duża część tego, co powstaje w Polsce, jest nieudolną kopią zagranicznych produkcji, nikt nie stawia na oryginalność. Pierwszą barierą jest to, że ludzie się boją, że jak zrobią coś swojego, to się nie sprzeda, a drugą barierę stawiają rozgłośnie radiowe. Ogromna szkoda, gdyż w Polsce mamy świetnych producentów muzyki elektronicznej, którzy bez problemu mogliby robić rzeczy takie, jak na świecie robi to Major Lazer, ale radia nie chcą tego grać. Wolą puszczać rzeczy, które przysyłają im wielkie wytwórnie lub zagraniczne kawałki, które są popularne na świecie. Niestety tutaj ludzie ciągle boją się być sobą. Na palcach jednej ręki mógłbym policzyć osoby, z którymi w Polsce chciałbym współpracować. Są to ludzie, których obserwuję i chętnie bym im zaproponował coś innego, co do tej pory robili, bo czuję, że moglibyśmy razem stworzyć nową jakość w muzyce. Nie lubię bezpiecznych schematów i utartych ścieżek.

Żeby zostać producentem muzycznym trzeba skończyć jakąś szkołę czy jest to kwestia tzw. dobrego słuchu?

To kwestia energii kosmicznej (śmiech). Skończyłem szkołę muzyczną pierwszego stopnia, ale to nie było czynnikiem, 

dzięki któremu zacząłem robić muzykę. Wszystko zaczęło się od stacji MTV, gdzie zobaczyłem rzeczy, które mi się spodobały. Muzyka klasyczna, którą miałem w szkole, w mniejszym stopniu mnie zainspirowała. Takim zdarzeniem, które przeważyło o tym kim zostanę w przyszłości, był zakup gazety komputerowej przez mojego ojca, do której dołączona została płyta z różnymi darmowymi programami. Wśród nich z zalazłem program do robienia muzyki. Kiedy zdałem sobie sprawę, że mogę robić muzykę, a nie tylko jej słuchać – zwariowałem (śmiech). Miałem wtedy 13 lat.

Trochę czasu spędziłeś w Nowym Jorku, wielkim tyglu kulturowym i jednym z najważniejszych ośrodków muzycznych na świecie. Jak to miasto wpłynęło na Ciebie jako muzyka?

Tam ludzie posiadają większą świadomość tego co lubią, czego słuchają i co w ogóle robią. Oczywiście, za wszystkim stoją większe pieniądze i jeśli tam ci się uda, to wychodzisz ze swoją twórczością na cały świat. W każdym razie ludzie stamtąd są bardziej inspirujący niż ci w Polsce. Wynika to z tego, że nie mają nałożonej bariery historycznej i narodowego zakompleksienia. Do tego są bardzo zdyscyplinowani i mają bardzo wysoką kulturę pracy. To jest megainspirujące. 

Jaki będzie następny krok w Twojej pracy zawodowej?

Będę chciał bardzo mocno skupić się na sobie. Chcę zrealizować te wszystkie dziwaczne rzeczy, które za mną chodzą. Mam w planie wypuścić kilka stricte autorskich pojedynczych rzeczy i zobaczyć, jak to się sprawdzi w praktyce. W międzyczasie wpadnie mi pewnie jeden czy dwa albumy hip hopowe, ale nie mam na to teraz ciśnienia. W tej chwili chcę zrealizować swoje muzyczne wizje.

5( 104)
Maj'17