Belly dance w każdym wieku

Czy taniec brzucha to zajęcie wyłącznie dla młodych, wysportowanych dziewczyn, które chcą zaimponować swoim mężczyznom? Nic z tych rzeczy. To odskocznia od rzeczywistości, coś magicznego i niepowtarzalnego. Dla kobiet w każdym wieku. 

Autor

prestiz

Taniec brzucha – pasja czy ucieczka od codzienności?

Dziewczyny bardzo się od siebie różnią, a jednocześnie łączy je coś wyjątkowego. I chyba nie chodzi tu tylko o samo ruszanie się w rytm muzyki. Szczególnie wśród dojrzałych osób zauważa się coś więcej. Niektóre z nich są bardzo młode, inne dużo starsze. Każda z nich na swój sposób jest jednak wyjątkowa. W zasadzie wszystkie mają barwne chusty, mieniące się spódnice, kolczyki i bransoletki. Nie ma w tym przesady, ani przepychu. To ewidentnie budzi w nich zachwyt. Oglądają się, podziwiają. W powietrzu czuć magię. I tak się wszystko zaczyna.

Tańczą nawet panie po 70-tce

Kamila Zimińska od sześciu lat jest instruktorką. Jako nastolatka trenowała taniec współczesny, by później na wiele lat przerwać przygodę z parkietem. Do tańca wróciła już jako dorosła, pracująca zawodowo osoba. Teraz dzieli swój czas pomiędzy firmę, dzieci, męża, występy i prowadzenie zajęć w Szczecinie i Policach. Nie wyobraża sobie życia bez belly dance, tak samo jak jej kursantki.

– Tańczyć może każdy. Uważam, że nawet powinien. Zajęcia prowadzę od sześciu lat i widzę, że przychodzą trenować kobiety w różnym wieku – opowiada instruktorka. – Pojawiały się dziewczynki, nastolatki, ale też kobiety bardzo doświadczone, w wieku późnym. Na Uniwersytecie Trzeciego Wieku są na przykład panie po 70-tce. One tańczą i czerpią z tego dużo radości. Jest to niezależne od wieku, statusu materialnego, doświadczenia, pozycji społecznej. Jest grupa kobiet, która stwierdza, że taniec jest tym, czego im w życiu brakowało. Dla części z nich jest to swego rodzaju sztuka, rodzaj artyzmu, którego nie miały w życiu. Dla innych jest to odskocznia od rzeczywistości i coś, co mają w reszcie tylko dla siebie. Nie dla pieniędzy, nie dla rodziny. Tylko dla siebie – dodaje.

Ale czy na pewno? Dziewczyny nie są chętne na robienie zdjęć w trakcie zajęć. Mówią, że to, co dzieje się na sali jest tylko dla nich. Przyjście tutaj określają, jako azyl, coś prywatnego. Treningi są dla nich i nie chcą się nimi dzielić. Dla publiczności są występy.

– To jest jedna z najlepszych rzeczy, które mnie spotkały. Kręci mnie to. Zawsze lubiłam aerobik czy inne ćwiczenia, ale one okazały się takie bezsensowne, bezcelowe. Tutaj jest klimat, jest fajna muzyka, stroje – mówi 56-letnia Małgorzata Stypka, przedsiębiorca. – Taniec brzucha bardzo mnie zmienił, bardzo! Stałam się łagodna, kobieca, mam w sobie grację i 120 procent kobiety. Czuję i widzę to tutaj, bo na co dzień okazać tego nie mogę. Jest też poczucie akceptacji, zbiorowości, dzielenia się – podsumowuje. 

Pani psychoterapeutka, która ze względu na rodzaj wykonywanej pracy i potrzebę anonimowości prosi o nie podawanie nazwiska, dodaje: – Na co dzień chodzę ubrana zwyczajnie, klasycznie, bardzo prosto, a tutaj mogę się wyżyć kolorystycznie, mogę ubrać niezliczone ilości świecidełek. Wreszcie można poszaleć..

Ewa Kołodziej, która jako geodetka pracuje z samymi mężczyznami, uważa: – Dzięki belly dance mogę poczuć się kobieco, wyjątkowo.

Dzieci z domu, pora na trening

Mają życie zawodowe, rodzinę, problemy dnia codziennego, a jednak znajdują czas na treningi. Przychodzą dwa razy w tygodniu spotkać się i tańczyć. Gosia ma swoją firmę, uczy się i chce otworzyć dodatkowo aptekę. Na wszystko ma czas. 

– Wystarczy odrobina logistyki. Można zaplanować sobie wszystko. Już jestem w takim wieku, że robię to, na co mam ochotę – przyznaje z błyskiem w oku. – Nie muszę się martwić, że mąż albo dziecko nie zjedzą obiadu. Myślę więcej o sobie i moich potrzebach. Życie jest jedno, jest krótkie i trzeba z niego korzystać. Kto nie ma hobby i żyje samą pracą jest ubogi w doświadczenia. Szkoda mi takich ludzi. W pracy i w życiu jest różnie, są gorsze i lepsze momenty, a na takie zajęcia człowiek wychodzi i jest w innym świecie. Zawsze jest fajnie, jest nastrój, psychiczne odcięcie i relaks. Zbliżam się do sześćdziesiątki i nie wyobrażam sobie teraz, że miałabym nie tańczyć.

Większość z tancerek czekała na realizację swoich pasji do momentu, kiedy nie była już potrzebna intensywna opieka nad dziećmi. Skończyły odwożenie pociech na zajęcia pozalekcyjne i mogły wreszcie zająć się sobą. 49-letnia geodetka Ewa Kołodziej opowiada nawet, że to zajęcia córki pobudziły w niej chęć do tańca.

– Zawsze było tak, że trzeba było wozić dziecko na zajęcia. Siedziałam pod jej salą, słuchałam muzyki, sama tupałam tylko nogą i wkurzałam się, że to nie ja! Właśnie wtedy stwierdziłam, że dla tych oczekujących rodziców też coś powinno być! Wreszcie, jak już nie musiałam jej odwozić i odbierać, to nabrałam jeszcze większej ochoty na taniec – wspomina. 

Nieco inaczej było u Marzeny Waszczyńskiej, która ma 44 lata i nie pracuje zawodowo, ale zajmuje się swoją niepełnosprawną córką i domem.

– Zaczęłam tańczyć, bo tak jak dziewczyny, zawsze chciałam zrobić coś dla siebie. Wcześniej nie było czasu na przyjemności, córka była na pierwszym miejscu. Oczywiście jest nadal ale teraz i ja potrzebuję chwili relaksu. Tutaj odreagowuję, zostawiam problemy. Zamartwianie się o dziecko zostawiam w domu. Każdy musi mieć coś dla siebie, to daje dużo radości i pewności siebie. Teraz wiem jak bardzo to potrzebne – opowiada szczerze. 

Strach paraliżuje i motywuje

Część z tancerek bardzo przejmuje się występami i tym, co powiedzą inni. Dla Marzeny strach przed wyjściem na scenę jest paraliżujący, ale także ją motywuje i otwiera na świat. Ewa kompletnie nie przejmuje się tym, co powiedzą inni. Z drugiej jednak strony czuje się lekko skrępowana, ponieważ taniec wymaga często odsłoniętego brzucha. Ania nie lubi tego jak belly dance traktują niektórzy mężczyźni. Każda podaje inny negatywny element, a jednak wszystkie ciągnie do blasku reflektorów i występów przed publicznością. Stroje, rekwizyty, makijaże są dla nich ogromną przyjemnością, dają satysfakcję, podziw, uznanie oraz zazdrość rodziny i znajomych.

– Umiem coś, czego inni nie potrafią i super jest to, że mogę to pokazać. Występy dają mi dużo pewności siebie, motywację żeby ćwiczyć, żeby się ruszać i wyjść z domu, doskonalić się – mówi Gosia. – Ludzie podziwiają, że tańczę. Gratulują mi odwagi, chociaż są lekko zaskoczeni, że w moim wieku można się zajmować tańcem tak na poważnie. Mąż na początku patrzył na mnie z przekąsem i niedowierzaniem, ale teraz jest inaczej. Jest ze mnie dumny, kibicuje mi, podwozi. Jakby mógł to by bagaże za mną nosił! On też się zmienił – dodaje z uśmiechem.

Co w występach przeszkadza psychoterapeutce?: – Jedynie to, że ze względu na pracę muszę bardzo pilnować swojej anonimowości. Z tego powodu długo nie decydowałam się na jakiekolwiek pokazy – mówi. – Wtedy, kiedy ta anonimowość jest zapewniona, tańczymy na przykład w Niemczech, albo na wewnętrznych bankietach. Gdzieś trzeba się wyszaleć. Do tego właśnie jest dla mnie scena i wtedy właśnie jestem prawdziwa.

Taniec brzucha – remedium na zmartwienie

Czy belly dance to sposób na poprawienie samooceny, kółko wzajemnej adoracji i akceptacji, ucieczka od codzienności? Pewnie wszystkiego po trochę. Jeżeli przychodzimy na zajęcia, żeby się pobawić czy poprawić swoją sylwetkę, to nie ma barier wiekowych czy ruchowych. Nie ma znaczenia także brak czasu, bo jak przekonują wszystkie rozmówczynie – wystarczy chcieć. A może to pewne remedium na zmartwienia?

– Problemy zostawiamy przed drzwiami, ale z drugiej strony takie zajęcia to zawsze strefa zaufania. Dziewczyny wiedzą, że w razie czego ich sprawy nie zostaną wyszydzone, ocenione czy odrzucone. Wśród innych kobiet często znajdujemy zrozumienie, bo okazuje się, że zawsze znajdzie się ktoś, kto przeszedł w swoim życiu coś podobnego. To nawet nie chodzi o to, żeby służyć radą, ale czasami zwyczajnie wysłuchać. Czasami wystarczy jak ktoś powie „wiem, rozumiem…” Bywa tak, że ktoś wchodzi z tym, co się stało w ciągu dnia na salę i wychodzi już bez tego. Zajęcia z tańca pozwalają pozbyć się niepotrzebnego bagażu w naszej głowie – mówi Kamila Zimińska, instruktorka.

– To jest zupełnie inna część mojego życia, swobodna…Te kobiety, z którymi tu jestem – każda jest z innej bajki, każda ma inny zawód, jest wyjątkowa. Jesteśmy takie różne, a jednak coś nas łączy. Cenię to sobie – dopowiada jedna z tancerek.

Wychodzi więc na to, że można być matką, żoną, pracownikiem, właścicielem firmy, psychoterapeutką, geodetką i jednocześnie mieć niezależnie od wieku pasję. Dziewczyny przekonują nawet, że trzeba ją mieć, bo bez niej życie jest puste. Ta grupa proponuje taniec, ale może być to równie dobrze malarstwo, bieganie czy pisanie książek. Chodzi o coś wyłącznie dla siebie.

5( 104)
Maj'17