Suzanne Vega: Kocham to, co robię!

Do Suzanne zadzwoniliśmy o godzinę za wcześnie, wyrywając ją ze snu. A wszystko przez zmianę czasu na letni. Pomimo tego artystka odniosła się do całej sytuacji ze śmiechem i obiecała, że nie wpłynie to negatywnie na jej opinie o szczecińskich dziennikarzach. Z poranną herbatą w ręku chętnie i szczegółowo odpowiadała na nasze pytania. Wzięliśmy ją „na spytki” ponieważ Suzanne Vega odwiedzi Szczecin już po raz drugi! Jej koncert odbędzie się 19 czerwca w Filharmonii. 

Autor

Aleksandra Magiera

galeria

Pierwszy raz odwiedziła pani Szczecin latem 2008 roku. Jak pani wspomina tamten pobyt? 

Moje wspomnienia związane ze Szczecinem ogniskują się wokół wody. Pamiętam, że jeździliśmy tam i z powrotem i ciągle towarzyszyła nam… rzeka. To co pamiętam z poprzedniej trasy to stan dróg, które poznaliśmy dość dogłębnie (śmiech). Muszę przyznać, że ich kondycja uległa znacznej poprawie, jest to duży plus przy trasie koncertowej.

Czy tym razem będzie miała pani więcej czasu na zwiedzanie?

Mam taką nadzieję, tym razem zabieram ze sobą męża, ponieważ ma urodziny 15 czerwca, a zawsze w takich chwilach jeździmy razem na koncerty. On ma polskie korzenie więc wizyta w Polsce jest dla niego tym większą atrakcją. Zwiedzanie w trasie koncertowej jest prawie niemożliwe, ale mam nadzieje, że ta trasa koncertowa będzie przyjemna i uda nam się trochę zrelaksować. Lubię przyjeżdżać do Polski i lubię Polaków. Ćwiczę swój polski i naprawdę doceniam, że ludzie rozumieją co do nich mówię.

Uczucie jest odwzajemnione, ponieważ my również uwielbiamy, kiedy przyjeżdża pani do nas.

Dziękuje!

Zmieniając trochę temat… zarówno w Polsce jak i USA aktualnie dużo mówi się o polityce. Czy jako artystka stara się pani trzymać z dala od tych tematów, czy bierze pani aktywny udział w politycznej dyskusji?

Jako obywatelka jestem bardzo zaangażowana w sprawy polityczne. Nie jest to żadną tajemnicą, że nie głosowałam na Trumpa. Mam poglądy, które można nazwać liberalno-demokratycznymi. Dorastałam w Nowym Jorku, chodziłam do szkół państwowych i dzięki nim osiągnęłam coś, co mogę dziś nazwać dobrym życiem. Ludzi, którzy teraz są u władzy nie mogę nazwać swoimi przyjaciółmi, odnoszę wrażenie, że nie wyznają tych samych wartości co ja. Chodzę na marsze i wzywam swoich reprezentantów w rządzie do protestów. Nie przenoszę poglądów politycznych na scenę, ponieważ nierzadko okazuje się, że wśród moich fanów są również osoby, które głosowały na Trumpa. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że on wygrał, ale wiem, że niektórzy z jego elektoratu są pośród mojej widowni. Tak więc nie rozmawiam o polityce ze sceny ale to nie oznacza, że mnie ona nie interesuje.

W Polsce również borykamy się z podobnymi podziałami, także doskonale wiem co ma pani na myśli, ale wróćmy do wartości, które pani wyznaje…

To co stanowi dla mnie prawdziwą wartość to edukacja. Mój przybrany ojciec wychował mnie tak, aby wierzyć w edukację i sztukę. Nie mieliśmy praktycznie pieniędzy, tak więc za każdym razem kiedy rząd proponował pomoc, niezależnie od tego czy była to akcja lunch za darmo, program darmowych śniadań czy wspieranie młodych talentów zawsze nas zapisywał. Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Nie korzystaliśmy nigdy z zasiłków ale z wszelkiego rodzaju pomocy jakie dawał nasz rząd, bo dzieci było dużo a pieniędzy zawsze za mało. I wszystkim nam się udało - moi bracia i siostry ukończyli świetne szkoły, moja siostra jest po Harvardzie, mój brat poszedł na Yale, ja także ukończyłam uniwersytet. Wychowywałam się w dzielnicy gdzie było dużo imigrantów. Rosłam pośród ludzi z Puerto Rico, Niemiec, Polski w zasadzie moją dzielnicę zamieszkiwali ludzie z całego świata. Upper West Side była mieszanką wszelkich kultur, kuchni, języków, muzyki i narodowości.

Teraz nietrudno zrozumieć dlaczego nie głosowała pani na Trumpa.

Trump należał do ludzi uprzywilejowanych. Co prawda twierdzi, że dojeżdżał pociągiem do szkoły ale po tylu latach trudno jest stwierdzić czy mówi prawdę! (śmiech) 

Gdyby ułożyć przewodnik „Nowy Jork według Suzanne Vega”, to co by się w nim znalazło?

Miejscem, które niedawno odkryłam, choć może zabrzmi to zaskakująco, jest Central Park. Teraz jest to piękne i wyjątkowe miejsce ale kiedy byłam nastolatką było to miejsce, którego należało unikać.

Dlaczego?

W latach 70. Central Park był opuszczoną przez wszystkich, niebezpieczną ruiną. Przepiękny zamek, który się tam znajduje – Belvedere Castle był cały pokryty graffiti, trawniki były zarośnięte, koczowało tam pełno narkomanów i handlarzy narkotyków. To było naprawdę przerażające miejsce, w którym napadano na ludzi. W 1980 roku utworzyła się grupa Central Park Conservancy, byli to ludzie, którzy mieszkali blisko parku, byli zamożni i po prostu chcieli wyprowadzać tam swoje psy na spacer. Zawiązali organizację, zebrali fundusze i od ostatnich 30 lat opiekują się tym miejscem. Central Park jest teraz przepiękny. Razem z mężem i naszym psem - Molly chodzimy tam codziennie na ponad półtoragodzinne spacery, miałam więc okazję poznać to miejsce bardzo dobrze. Także na pierwszym miejscu poradziłabym każdemu odwiedzającemu NY żeby odwiedził park niezależnie od sezonu i pogody.

Nowy Jork to także mekka artystów i miejsce z mnóstwem fajnych kawiarni...

Jeżeli chcesz się wybrać do świetnej kawiarni, jest jedno wyjątkowe miejsce – Cornelia Street Cafe, zaczęłam tam chodzić jeszcze na studiach, a ostatnio byłam tam wczoraj. Ćwiczyłam monolog ze swojej sztuki „Lover Beloved – an Evening with Carson McCullers”, która pojawi się na scenie w styczniu 2018. Ostatni album, który się ukazał zawiera piosenki z tej sztuki.

Z pani biografii dowiedziałam się, że zaczęła pani pisać wiersze w wieku 9 lat, a komponować muzykę kiedy skończyła Pani 14. Skąd w tak młodziutkiej osobie zainteresowanie poezją?

Zawsze uwielbiałam słuchać muzyki i czytać, również poezję. Interesowały mnie historie dzieci, sierot, które musiały już w bardzo młodym wieku zmierzyć się z dorosłym życiem. Utożsamiałam się z nimi - byłam jednym z nich. Również zmagałam się z życiem i starałam się znaleźć swoją drogę. Na pewno środowisko w którym się wychowywałam sprawiło, że chciałam opowiedzieć nie tylko swoją historię ale również losy ludzi wokół mnie.

Pani życie mogłoby posłużyć za inspirację dla sztuki, albo do scenariusza filmowego. Czy nie chciałaby pani odsłaniać aż tyle ze swojego życia?

Sadzę, że w pewnym momencie mojego życia chciałabym napisać książkę. Oczywiście pozostaje kwestia prywatności ale wiem, że zawsze znajdzie się sposób na opowiedzenie historii z zachowaniem pewnego osobistego marginesu. Koniec końców to właśnie historia się liczy a nie to czy podałam wszystkie szczegóły ze swojego życia. (śmiech) To właśnie sprawia, że książka jest dobra. Tak, napisanie książki to dobra myśl.

Lata 80. ubiegłego wieku były chyba najlepszym czasem dla muzyki pop. Kiedy usłyszałam w radiu Pani przebój „Luka” nie miałam pojęcia, że jest pani artystką folkową. A po latach nagle dowiaduję się, że stawiała pani pierwsze kroki w tym samym klubie co Bob Dylan. Łatwo było się przebić do mainstreamu, czy była to kwestia szczęścia?

Nie powiedziałabym, że była to tylko kwestia szczęścia, było tu dużo pracy ze strony producentów. Praca nad „Luką” producentom i menadżerom zajęła ponad dwa lata. Chcieliśmy żeby ten utwór był grany w radiu, dlatego musiał być perfekcyjny. Stworzenie i wypromowanie tej piosenki wymagało niemalże inżynieryjnego podejścia. Naszym celem było to, by utwór mógł być grany niezależnie od okoliczności i miejsca oraz przede wszystkim by brzmiał świetnie w eterze. I to podejście się sprawdziło już od pierwszych chwil kiedy nasz utwór został wyemitowany. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku „Tom’s Diner”, nie była to moja produkcja ale ekipa, która się nią zajmowała i remiksowała utwór wpadła na świetny pomysł odnośnie refrenu i tak jak w przypadku „Luki” utwór okazał się hitem. To właśnie produkcja tych dwóch utworów sprawiła, że świetnie nadawały się do radia.

Czy lubi pani wracać myślami do przeszłości, czy woli pani koncentrować się na dniu dzisiejszym?

Kocham to, co robię w chwili obecnej, mam bardzo udane życie, ponieważ ludzie znają mnie z imienia i z mojego głosu, ale nie wiedzą tak naprawdę jak wyglądam, nie są tego do końca pewni. Także cieszę się prawie niczym niezakłócona prywatnością, dzięki temu wiodę świetne życie w Nowym Jorku. Mam dużo wolności, a gram zarówno kameralne jak i duże koncerty, gram dla każdego kto się pojawi i nie narzekam na samotność. Ciągle czuję się składową społeczeństwa, mogę swobodnie poruszać się po mieście i być sobą.

Do pani fanów należy amerykański reżyser Quentin Tarantino. W „Pulp Fiction” miała się ukazać scena (finalnie wycięta), w której bohater grany przez Johna Travoltę wyjaśnia skąd pochodzi jego nazwisko – Vega. W rozmowie tłumaczy, że jego kuzynką jest Suzanne Vega. I co Pani na to?

To bardzo zabawne, jeżeli kiedykolwiek spotkam Tarantino zapytam go dlaczego umieścił mnie w scenariuszu, to było bardzo miłe, czułam się zaszczycona

Tarantino w jednym z wywiadów powiedział „Jeżeli chcesz poznać duszę kobiety, posłuchaj Suzanne Vegi”. Zgadza się Pani z nim?

Czytałam o tym i sądzę, że jest to ciekawe co powiedział choć nie do końca się z nim zgadzam, ponieważ nie zawsze piszę z kobiecej perspektywy. Staram się być neutralna w swoich tekstach ale bardzo doceniam to co powiedział i nie zamierzam się z nim spierać.

Może sprawiła pani, że zrozumiał lepiej kobiety?

Tak, jest to miła myśl, doceniam to!

W połowie czerwca zaśpiewa Pani ponownie w Szczecinie. Czego możemy się spodziewać?

Na pewno wykonam kilka utworów, które pojawiają się w mojej sztuce. Na scenie będę tylko ja i świetny gitarzysta Gerry Leonard. Z tego co pamiętam poprzednim razem byłam w Szczecinie z większym składem. Gerry jest swoistym magikiem gitary i wystarczy za cały zespół, kiedyś grał z Davidem Bowie. Także będziemy we dwoje wykonywać zarówno te dobrze znane utwory takie jak „Luka” i „Tom’s Diner” ale również piosenki z nowego albumu. A jeżeli starczy mi czasu to może zdążę przygotować zupełnie nowy utwór na gitarę ale niech na razie pozostanie to naszą tajemnicą – nie chce nikogo rozczarować, gdy nie zdążę na czas.

 

Dziękuję za fantastyczną rozmowę i raz jeszcze przepraszam za poranną pobudkę!

Nie ma problemu, cieszę się, że mogłyśmy porozmawiać. Czekam z niecierpliwością na koncert w Szczecinie, czuję, że będzie wyjątkowy!

6( 105)
Czerwiec'17