Szczecin wchodzi w klasę Micro

Mała, ale wariat – tak o łódkach klasy Micro mówią żeglarze. Ich długość wynosi 5,5 metra. Waga waha się od 450 kg do 560 kg. Żeglowanie na takich jachtach znakomicie opanowali szczecinianie, Bartosz Piotrowski, Adam Szymborski oraz Wojciech Moczkowski pochodzący z Łodzi.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

3-osobowa klasa Micro znana jest w Europie od ponad 30 lat, wtedy też, we Francji zbudowano pierwsze jachty tego typu. Założeniem konstruktorów było to, że łódka ma być mała, z możliwością jej transportowania samochodem, ponieważ najczęściej jadąc na regaty zawodnicy przewożą sprzęt na lawecie. Klasa Micro dzieli się na 3 dywizje, w zależności od wagi i materiałów z których łódka jest wykonana: Proto, Racer i Cruiser. Łodzie mają 18,5 metra kwadratowego ożaglowania podstawowego i 18,5 spinakera.

Zakochani w żeglarstwie

Dla Bartosza i Adama żeglowanie jest pasją od dawna. – Zacząłem żeglować mając 16 lat, gdy w prezencie od rodziców dostałem wyjazd na obóz wakacyjny – wspomina Szymborski. – Zakochałem się w żeglarstwie od początku. Po powrocie z obozu od razu pojechałem szukać swojego miejsca na którejś ze szczecińskich przystani. Trafiłem do AZS i zostałem na długie lata, pływając na jachtach morskich – dodaje. Później przez kilka lat pływał na 4-osobowym jachcie typu Mantra 7000.

Przygoda Bartosza zaczęła się na jeziorze Pątnowskim koło Konina, skąd pochodzi. Na początku pływał w klasie Omega, a pasja żeglarska przywiodła go na studia w Akademii Morskiej w Szczecinie. – Trudno, żebym wybrał jakiś inny kierunek niż nawigację – mówi Bartosz Piotrowski. – Swoją pasję realizowałem pływając najczęściej w regatach śródlądowych.

Przed dwoma laty, przy okazji wspólnego startu w jednej z imprez przyszedł im do głowy nowy pomysł. – Ciągnęło nas w stronę jeszcze bardziej sportowej rywalizacji, z możliwością zmierzenia się z żeglarzami z zagranicy – opowiada Adam. – Taką możliwość dawała nam klasa Micro. Konstrukcje polskich łódek są najlepsze w Europie i wygrywają większość regat międzynarodowych. Na polskich akwenach wszyscy ścigamy się zazwyczaj na takich samych łódkach, co jest wielka zaletą, bo o wynikach nie decyduje sprzęt, ale umiejętności żeglarzy.

Łódka za 15 tysięcy euro

Nie pozostało im nic innego jak wysupłać z własnej kieszeni trochę grosza, a dokładnie 15 tysięcy euro, bo właśnie za tyle kupili używaną, 2-letnią łódkę przeznaczoną do ścigania w dywizji Racer. Samo kupno łódki nie załatwiało sprawy, bo żeglarstwo jest drogim sportem. – Żeby czuć się bezpiecznie finansowo przed nowym sezonem, potrzebujemy 60-70 tysięcy złotych – zdradza Adam. – Pieniądze te są potrzebne głównie na zestaw nowych żagli, sprzęt uzupełniający, a także paliwo do samochodu i noclegi w miejscach regat.

Całe szczęście udało im się znaleźć sponsora: firmę Volvo. – Współpraca układa się dobrze, z korzyścią dla obu stron – mówi Adam. – Chcieliśmy mieć sponsora związanego z żeglarstwem, a firma ta angażuje się w jedne z największych regat na świecie Volvo Ocean Race. Jesteśmy trochę jak żywa reklama naszego sponsora, bo często ludzie posiadający łódki podobne do naszej, nie wiedzą jak je transportować. Wówczas dzielimy się naszym doświadczeniem i wiedzą, jak przewozić albo wodować łódkę – dodaje Szymborski. 

Obaj panowie pływają w klasie Micro, ale… mikrusami nie są. – Sporo czasu spędzamy na siłowni, a moją drugą pasją są rowery MTB i ściganie się w maratonach – mówi Bartosz, chłop na schwał, mierzący 190 cm i ważący 90 kg. – Siła nóg jest bardzo ważna bo długo, przynajmniej dwie godziny, wisimy za burtą podczas regat.

Adam (181 cm/83 kg) dodaje: – W czasie jednego dnia (zwykle regaty trwają 2-3 dni – przyp. red.) i przebywaniu przez dziewięć godzin na wodzie, z czego sześciu na ściganiu, spalamy po sześć tysięcy kalorii. To tak, jakbyśmy cztery razy w ciągu dnia ćwiczyli na siłowni!

Pierwszy rok ich wspólnych startów był bardzo udany, zajęli 2 miejsce w klasyfikacji łącznej Pucharu Europy. W tym sezonie liczą na jeszcze więcej.

Najpierw Szczecin, później Francja

Już 28 lipca rozpoczną się w Szczecinie Międzynarodowe Mistrzostwa Polski. – To jedna z najważniejszych imprez w tym roku, z udziałem najlepszych żeglarzy z Polski, Niemiec, Łotwy, Rosji i Słowacji – zapowiada Bartosz. – Chcemy ustawić trasę w okolicach Centrum Żeglarskiego blisko kei, żeby widzowie mogli zobaczyć o co chodzi w tym sporcie. A warto dodać, że przy dobrych wiatrach łódki mkną po wodzie z prędkością 17 węzłów.

Niespełna miesiąc później wystartują w mistrzostwach świata we Francji na malowniczo położonym jeziorze Annecy w Alpach. – Lubimy akweny, gdzie wiatr kręci, a tak właśnie jest we Francji. Odnajdujemy się w takich warunkach – mówi Adam, niemogący się już doczekać najbliższych startów.

Ze względu na mocno międzynarodowy charakter klasy Micro, swój projekt żeglarski nazwali Labesto (bestia w tłumaczeniu z jęz. Esperanto – przyp. red) . Logo widniejące na żaglu ich łódki jest karykaturą diabła tasmańskiego, ale w biało-czerwonych barwach. I wszyscy trzej są właśnie takimi bestiami, głodnymi startów i sukcesów. Dlatego też dzięki nim Polska otrzymała organizację kolejnych mistrzostw świata w klasie Micro, które odbędą się za rok w Świnoujściu.

7( 106)
Lipiec'17