Autor

Dariusz Staniewski

Bełczańskie zupy: piwna z chlebem i dodatkiem śledzia, piwna na mleku i piwo na ciepło z żytnim chlebem, trafiły na listę produktów tradycyjnych z województwa zachodniopomorskiego. A nie są to jakieś wynalazki ostatnich lat. Bo zupa piwna w naszym regionie ma bogate tradycje sięgające XVII wieku, kiedy piwo było bazą wielu posiłków ludzi przede wszystkich uboższego stanu. I jako zupę powszechnie jadano je na śniadanie. Teraz wielu mieszkańców Szczecina oraz regionu czeka z niecierpliwością na listę barów mlecznych w stolicy Pomorza Zachodniego oraz większych miejscowościach województwa, w których piwne polewki znajdą się w menu i będą serwowane na śniadanie. Zgodnie z odwiecznym hasłem: „piwo z rana jak śmietana”.

 

Kilka lat temu światem wstrząsnęła sensacyjna wiadomość - podczas prac archeologicznych na terenie Kwartału Dominikańskiego w Kamieniu Pomorskim znaleziono szkielet „wampira”! Szczątki tego osobnika trafiły w ręce naukowców z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Ustalono, że jego pochówek odbył się prawdopodobnie w XVI lub XVII wieku. A praktyki antywampiryczne jakie zastosowano przeprowadzono wiele lat po jego śmierci. Teraz szkielet przejdzie przeróżne badania mające ustalić jego pochodzenie oraz dlaczego nieboszczykowi przebito kończyny i wetknięto w usta cegłę - podobno typowe zachowania dla pochówku antywampirycznego. Podobno jakiś scenarzysta filmowy ukuł teorie, że był to jakiś nieuczciwy developer, który obiecał wybudować ekskluzywne osiedle mieszkaniowe apartamentowców z widokiem na Zalew Kamieński, zebrał zaliczki i próbował uciec z kasą. Ale chyba dopadła go grupa rozczarowanych klientów i szybko załatwili sprawę kuszą, mieczami albo innym toporem. Ten zaczął ich niepokoić po śmierci, więc mu rozkopali grób i żeby więcej ich nie nachodził przebili kończyny. A żeby było wiadomo jaką się profesją parał włożyli mu do ust cegłę. Ale dla Hollywood, to i tak za słabe.

 

Władze Kołobrzegu zapowiedziały, że miasto kupi 300 nowych koszy na śmieci. Będą to specjalne pojemniki odporne na działania mew, które wygrzebują resztki ze śmietników. Kosze mają posiadać specjalne daszki, które zapobiegną wydłubywaniu odpadków przez mewy. Koszt inwestycji - 300 tys. złotych. Ale kołobrzescy ornitolodzy donoszą, że w mieście nagle zaczęło przybywać mew. Widać je wszędzie - na plażach, drzewach, skwerach, chodnikach, parapetach budynków. I jest ich coraz więcej i więcej. Ornitolodzy nie potrafią wyjaśnić tej zagadki. Ale według nieoficjalnych informacji podobno przekazanych przez gwarki, które potrafią przemówić ludzkim głosem, to nie jest przypadek. To jest zorganizowana akcja, która nie wiadomo czym się zakończy! Kinomani przypominają pewien film Alfreda Hitchcocka pt. „Ptaki”. Tam też się zaczęło od tego, że nagle w mieście zaczęło przybywać ptaków. Były wszędzie - na plażach, drzewach, skwerach, chodnikach, parapetach budynków. Co się potem wydarzyło, każdy kto widział film, przypomina sobie z dreszczykiem grozy. Taki mały apel do władz Kołobrzegu – może lepiej obejrzyjcie jeszcze raz film i lepiej się dogadać z ptactwem?

 

W maju tego roku doszło do katastrofy budowlanej na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie - zapadła się kolumna w Piwnicy przy Krypcie, pociągając za sobą fragmenty stropów na trzech poziomach. Od tej pory skrzydło północne Zamku jest wyłączone z eksploatacji. Ciągle trwają przygotowania do remontu. Ale chyba trochę zbyt powoli. Bo już pojawiły się relacje naocznych świadków, którzy twierdzili, że pewnej nocy po zamkowych dziedzińcach krążyła jakaś dziwna postać. Ani chybi - duch któregoś z władców! Coś wykrzykiwał o zemście, machał pięścią, złorzeczył i pomstował a w końcu gdzieś zniknął. Podobno zagadka wyjaśniła się rano, kiedy robotnicy odkryli na jednej z ławek ustawionych na dziedzińcu pewnego obywatela smacznie śpiącego i czule przytulonego do prawie opróżnionej butelczyny. Obudzony, co prawda wyglądał jak duch. Ale ani z wyglądu, ani z manier, ani ze słownictwa, ani z zapachu nie przypominał któregoś z byłych rządzących Zamkiem. Okazało się, że przysnęło mu się po spożyciu pewnej dawki spirytualiów. A kiedy się obudził, to wszystkie bramy Zamkowe były pozamykane. Dzięki temu, że miał prawie pełną butelkę jakoś przetrwał noc. Nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli remont Zamku nie ruszy, to kto wie… Może którejś nocy rzeczywiście na dziedzińcu albo na wieży pojawi się jakaś zjawa do złudzenia przypominająca któregoś z książąt i wcale nie będą to „Wakacje z duchami cz.2”.

7( 106)
Lipiec'17