Drugie życie Sorrento

Po ponad półwieku wraca jedna z najsłynniejszych szczecińskich legend. U zbiegu alei Wojska Polskiego i ulicy Adama Mickiewicza, w zabytkowej zielonej willi swoje podwoje otwiera kultowa Restauracja Sorrento. Wraz z nowym lokalem wraca też legenda „Chłopców z Sorrento”, czyli łobuziaków, którzy pokochali muzykę. Właściciele Sorrento chcą nie tylko powoływać się na legendę, ale przede wszystkim tworzyć nową… także muzyczną. Do współpracy zaprosili słynnych sorrenciaków – dziś już dostojnych i statecznych. 

Autor

Daniel żródlewski

galeria

Opowieść o młodych chłopakach z pobliskich kamienic, którzy na przełomie lat ’50 i ’60 spotykali się w kawiarni Sorrento, ma wiele wersji. Niektórzy mówią o mafii, inni o przestępcach, a sami zainteresowani, że… byli po prostu zwykłymi łobuzami. Kiedy coś się działo wzywali siebie gwiżdżąc motyw z „O sole mio”. 

– Rozróby? Nieeeee… Ot prawa młodości. To były niewinne mordobicia, ale z zasadami! Ale jak już była jakaś bijatyka, to tylko do „pierwszej krwi”. Honorowo. Nie to, co dziś. Dałeś komuś po mordzie, poszła krew i podawaliście sobie rękę. A potem szło się do Sorrento na piwko. To byli prawdziwi chłopcy z Sorrento; ładnie ubrani, zawsze razem, każdy mógł liczyć na drugiego, słuchaliśmy dobrej muzyki, chodziliśmy razem na koncerty. No dobra, czasami ktoś tam dostał po uszach, ale musiał sobie na to zasłużyć (śmiech). Faktycznie, nie mogli tu przyjść ci z Niebuszewa, bo oni mieli tam swoją kawiarnię – z wyraźnym rozbawieniem opowiada „Bitels”, czyli Zbyszek Włodarczyk. 

Na swoją rzekomo „przestępczą” legendę patrzą z przymrużeniem oka i za najważniejszą w tej historii uważają muzykę. Założyli zespół „Nieznani”. Grali przeboje Beatlesów i Rolling Stonesów. 

– Na debiutanckim koncercie w „Promieniu”, kiedy tylko zapaliło się światło na estradzie, ktoś krzyknął „Przecież to chłopcy z Sorrento”. No i tak zostało – wspomina muzyczne początki siostra Zbyszka „Bitelsówa”, czyli Barbara Włodarczyk.  

Największą karierę z dawnej ekipy z Sorrento zrobił, zmarły w 1998 roku Henryk Fabian. Był gitarzystą i wokalistą w legendarnym zespole Czerwono-Czarni. W muzykę poszedł też Zbyszek Włodarczyk, dziś określany „dinozaurem szczecińskiego big-beatu”. Grał z Czerwono-Czarnymi, a później w zespołach Zjawy, Dixielanders i Bez Atu. W ślady brata poszła także Basia Włodarczyk, śpiewa do dziś. Muzyka stała się też życiem Wojtka Rapy, który uważa się za sorrneciaka z drugiego rzutu. Dziś wszyscy znów spotykają się w Sorrento. Minęło pięćdziesiąt lat. 

– Pamiętam, jak byłem dziennikarzem w telewizji „Bryza” to robiłem ze Zbyszkiem wywiad, i on wtedy powiedział: „Słuchaj, my tam jeszcze zagramy”. I jego słowa po niemal ćwierć wieku okazały się prawdziwe – mówi Wojciech Rapa. Faktycznie muzycy zagrali podczas inauguracyjnego wieczoru. Wzruszeń i wspomnień nie było końca. 

– Emocje działają. Strasznie… mi brak słów. Tu spędziło się całe nasze młode życie, tu się wszystko zaczęło. Obok była Estrada Szczecińska, tam przyjeżdżali kultowi artyści i w przerwach tu przychodzili. No jak zobaczyłem Niemena na schodach to mi buty spadły, włos mi się zjeżył… Poznakowski obok mnie siedział i pisał tam jakieś nuty – dodaje Rapa.

Nowe Sorrento to na razie tylko letni ogródek przed oryginalną drewnianą willą. Jest bar, grill, atlanty oraz gustowna mała architektura. 

– Tutaj miał powstać dom medyczny, ale kiedy właściciele poznali przeszłość tego miejsca, szybko zmienili plany. Zdecydowali o reaktywacji kultowej restauracji Sorrento, a swoje zamierzenia zrealizują na zapleczu posesji, stawiając tam nowy obiekt – zdradza plany Eliza Ostrowska, menadżerka lokalu. 

W menu restauracji zgodnie z nazwą królować będzie kuchnia włoska, ale pojawią się także legendarne pozycje sprzed półwieku; będzie bułgarskie wino i jajko po wiedeńsku. To dla ciała, bo oryginalna oferta dla ducha ma być wyróżnikiem nowego Sorrento. Na muzyków starszego i młodszego pokolenia zawsze będzie otwarta scena, będą też czekać na nich instrumenty; gitara i pianino, tak by każdy mógł pokazać, co mu w duszy gra. 

– Mam nadzieję, że będą tu przychodzić ci, którzy przez lata spotykali się w Klubie 13 Muz czy Piwnicy przy Krypcie, kiedy jeszcze działał tam bar – mówi Bogdan Krzywicki, który będzie dbać o artystyczną część działalności Sorrento. – Chcę by dzisiejsze Sorrento nawiązywało do dawnych lat nie tylko wyglądem czy nazwą, ale przede wszystkim artystyczną atmosferą.

7( 106)
Lipiec'17