Kronika z Lasu Samobójców

Japonia poprzez swoją odmienność i egzotykę jest idealnym materiałem dla fotografów. Znakomity fotograf Tomasz Lazar wybrał to miejsce jako jeden z tematów swojej pracy naukowej. Żeby zrealizować swój projekt potrzebował wsparcia finansowego. Pomogła mu dyrekcja japońskiej korporacji Fujifilm Japan. Dzięki temu wykonał fascynujący materiał o świecie o jakim nawet się nam nie śniło. Kluby dla fetyszystów w nocnym Tokio i Las Samobójców – w te miejsca zabrał nas bohater naszej rozmowy.

Autor

Aneta Dolega

Japonia jest dość daleko, ale fascynuje wielu ludzi. Skąd u Ciebie zainteresowanie tym rejonem świata? I dlaczego nocne życie w Tokio?

Kulturą Japonii interesuję się niemal od dziecka. Najpierw był to  świat związany z anime i mangą, później zaczęły pojawiać się kolejne elementy życia współczesnych Japończyków. Zjawisko życia nocnego w Tokio to kolejny etap moich badań, wynikający również z moich zainteresowań psychologią i filozofią. Życie mieszkańców Tokio w ciągu dnia podlega określonym regułom: wstajemy, idziemy do pracy, pracujemy bardzo długo na 150 procent swoich możliwości. Potem następuje upust całej tej pary, która zgromadziła się w trakcie dnia. Objawia się on w piciu alkoholu, bawieniu się w różnych lokalach, przebieraniu się i robieniu, dla nas Europejczyków, mocno dyskusyjnych rzeczy.

W takim razie jak wygląda nocne życie w jednej z największych stolic świata i co masz na myśli mówiąc, że jest ono „dyskusyjne”?

Przez ostatnie dwa miesiące pobytu w Tokio, zrobiłem jakieś 800 km dzięki pomocy znajomych, przemierzając miasto głównie w nocy i eksplorując przeróżne miejsca takie jak kluby, lokale i całe dzielnice. Trafiłem do tych najbardziej znanych jak Roppongi, Shinjuku, Shibuya oraz typowych japońskich jak Asakusa. Ciekawym miejscem jest położony niedaleko dzielnicy Shinjuku Department H – klub, który się otwiera raz w miesiącu, w którym dzieją się różne dziwne i ciekawe rzeczy. Dawniej było to lokal dla osób transseksualnych, który z czasem przekształcił się w klub dla fetyszystów. Impreza w nim trwa od godz. 20 do 6 rano. Przychodzą do niego ludzie poprzebierani za różne postacie, za zwierzęta, za żywe lalki. Jest podwieszanie na hakach, pełno erotycznych gadżetów, lalki przypominające ludzi. Raz się trafił klient lokalu, który wkładał wykałaczki w swoją cewkę moczową… tego typu rzeczy. Bardzo fajny materiał fotograficzny o tego typu miejscach w Tokio zrobił Paweł Jaszczuk w swoim projekcie „Kinky city”. Spędził w Japonii kilka dobrych lat i miał okazję trafić w miejsca jeszcze bardziej zakamuflowane, gdzie np. pary grupowo uprawiają seks. Wcześniej w Department H również działy się podobne rzeczy, ale lokal zaczął wprowadzać coraz więcej obostrzeń. Przed moim przyjazdem w klubie doszło do wypadku: podczas podwieszania na hakach, oberwał się sufit razem z delikwentem. Tokio jest pełen lokali i hoteli o profilu BDSM (od red. - skrót z ang. od słów Bondage, Domination, Sadism, Masochism), ale potrzeba czasu i znajomości by się do nich dostać. Kiedy jednak już tam trafimy, to przed nami otwiera się zupełnie nowy świat. Dla nas ludzi z Europy nawet nie tyle egzotyczny co szokujący.

To bardzo skrajne zachowanie. Japończycy są uważani za jeden z najbardziej pracowitych i zdyscyplinowanych narodów na świecie, a z drugiej strony przekraczają obyczajowe granice. To ich sposób na życie?

W pewnym sensie jest to ich sposób radzenia sobie ze stresem, ale żaden Japończyk tego nie powie wprost. Mieszkańcy Japonii nigdy nie mówią tego co myślą naprawdę, nie chcą przypadkiem urazić swojego rozmówcy. W ich języku nie ma też pojęcia „nie”. Wolą w rozmowie krążyć wokół tematu, tak by nie powiedzieć niczego wprost. Dla nich „nie” jest po prostu niemiłe. Wracając do stresu u mieszkańców Japonii to z jednej strony faktycznie te przekraczanie granic daje ujście stresowi, ale z drugiej strony w Japonii wzrasta poziom zachorowań na depresję. Co ciekawe jeszcze do niedawna depresja nie była w Japonii uznawana za chorobę, tylko za coś co sobie ludzie wymyślili. Jednak wzrost samobójstw dał władzom mocno do myślenia i zdefiniowano w końcu depresję jako chorobę. Przykładem tego, jakie spustoszenie depresja robi wśród mieszkańców Tokio, jest głośna historia dziewczyny, która skoczyła z dachu wieżowca. Pracowała jako asystentka prezesa w jednej z korporacji około 60-70 godzin tygodniowo i psychicznie tego nie wytrzymała. Po przeciętnym Japończyku nie widać, że coś się z nim dzieje, do momentu, kiedy nie wskoczy pod nadjeżdżające metro. Dwóch moich japońskich znajomych, którzy byli moimi przewodnikami po Lesie Samobójców, było tego przykładem: jeden z nich rozważał samobójstwo, bo pracował w korporacji i już nie dawał rady, a drugi właśnie przechodził hikikomori, czyli japoński wirus samotności i wyobcowania. Przejawia się on w tym, że młodzi mężczyźni, rzadziej kobiety, zamykają się w domach i nie wychodzą z pokoju. Nie utrzymają żadnych społecznych relacji, nie pracują, nie chodzą do szkoły, nie mają kontaktów z innymi ludźmi. Zamykają się w swoim świecie, często grają na komputerze i czasem zawierają wirtualne relacje. Drugim podobnym zjawiskiem są mężczyźni, którzy w ogóle nie uprawiają seksu. Jest to świadomy wybór wynikający z braku czasu. Niektórzy panowie kupują sobie poduszki z wizerunkami kobiet, inni nazywają kobiecymi imionami kwiaty, popularne są również dmuchane lalki, które w wyglądzie i dotyku przypominają prawdziwą kobietę.

Wspomniałeś Las Samobójców, drugi temat twojego fotoreportażu. To miejsce jest owiane złą sławą. Faktycznie to miejsce, do którego ludzie przychodzą by odebrać sobie życie?

Podczas jednego z moich pobytów naliczyłem w nim dwanaście szubienic…

Gdzie to miejsce się znajduje dokładnie i co się tam właściwe dzieje?

Las Samobójców jest położony 100 km od Tokio. Jego oficjalna nazwa to Aokigahara używana zamiennie z Jukai, co oznacza Morze Drzew. Las powstał tysiąc lat u podnóża góry Fudżi na podłożu z zastygniętej magmy, która wydostała się w czasie erupcji wulkanu. Cały las jest płaski, ma 35 km2 i naprawdę wygląda dziwnie. Jest to miejsce gdzie regularnie ludzie przychodzą odebrać sobie życie. Pierwszy raz, gdy przyjechaliśmy do lasu, policja akurat otwierała porzucone auto. Na parkingu jest zamontowana kamera i jeżeli jakiś samochód stoi tam długo zaparkowany i nikt z niego nie wychodzi to znaczy, że znajduje się w nim potencjalny samobójca. Rząd japoński w 2003 roku zaprzestał publikacji odnośnie statystyk samobójstw w tym lesie, ponieważ ostatnia informacja podała, że życie w lesie odebrało sobie 105 osób. Władze doszły do wniosku, że jak zaprzestaną informować o tym, co się dzieje w lesie, to brak informacji utnie tę spiralę śmierci. Niewiele to jednak dało, ponieważ obecność śmierci w lesie jest cały czas widoczna. Panuje w nim przytłaczająca atmosfera i klimat ogromnego smutku. Najbardziej wstrząsający widok jest nie samych ciał, chociaż na żadne się nie natknąłem, tylko samego miejsca śmierci i rzeczy pozostawionych przez osoby, który zdecydowały się na ten krok. 

To smutne. Japończycy chyba nie są najszczęśliwszym narodem…

Na pewno nie są otwartym społeczeństwem na ludzi z zewnątrz. W momencie kiedy gaijin, czyli cudzoziemiec, przyjeżdża do  Japonii, otrzymuje od nich pewnego rodzaju immunitet. Ma pozwolenie na dużo więcej niż przyzwoliłoby się danej osobie. Błędy w etykiecie, podczas jedzenia, witania się – Japończycy przymykają na to oko, ponieważ wiedzą, że ta osoba nie zna ich kultury i wybaczają te gafy. Jednak im dłużej jest się w Japonii, tym wymagania stają coraz wyższe. Na przykład, kiedy przenosisz się do Japonii na stałe, spadasz na sam dół drabiny społecznej. Trzeba wiedzieć, jak się zachowywać.

Słyszałam o tym. Belgijska pisarka Amelie Nothomb w książce „Z pokorą i uniżeniem” wspomina swoją pracę tłumacza w jednej z tokijskich korporacji. Jej zajęcie na samym początku polegało na przesuwaniu okienka w biurowych kalendarzach, choć zatrudniona była na stanowisku tłumacza… Chyba aż tak źle nie jest?

Japończycy posiadają coś, co kultura zachodu zatraciła na rzecz pogoni za pieniądzem i rozwojem materialnym. Tym czymś jest poczucie honoru. Są bardzo słowni, na ich zdaniu można zawsze polegać. Nie spóźniają się. Na przykład Tokio ma najbardziej punktualną komunikację miejską na świecie. W całym tym scyfrowanym, szybkim świecie duchowość ma dla nich nadal ogromne znaczenie.

Wiem, że uczysz się japońskiego i chcesz jeszcze tam wrócić. Czyli pierwsze doświadczenia Ciebie nie zniechęciły?

Przez miesiące mojego pobytu w Japonii przestałem na ich kulturę patrzeć krytycznym okiem. To jest ich kultura i należy ją szanować. To jest coś innego, coś ogromnie ciekawego… coś, co mnie cały czas fascynuje.

 

Dziękuję za rozmowę.

7( 106)
Lipiec'17