Autor

Szymon Kaczmarek

To były naprawdę udane wakacje. Moja macierzysta Firma, w trosce o swego ulubionego pracownika, dała mi trzy miesiące wolnego, a ja spotkałem Człowieka!

Takiego normalnego. Z kolorem oczu, z włosami rozwiewanymi wiatrem, z dotykiem dłoni i pogodnym wyrazem twarzy. Z Jego zapachem, gestami i dźwiękami. Mówiącego pełnymi zdaniami, albo tylko mimiką oblicza komentującego moje słowa. Człowieka obserwującego świat bez optycznych narzędzi rejestrujących rzeczywistość. Obecnego ciałem i duchem wśród drzew, domów, wiatru i deszczu. Widziałem Go naprawdę! Chciałem zrobić Mu zdjęcie i wysłać na fejsa, ale…Jakaś myśl niespokojna kazała mi się powstrzymać. A może by tak zrobić eksperyment? Może pozostawić tylko dla naszej wiadomości fakt naszego spotkania? Treść naszej rozmowy, to co widzieliśmy, co czuliśmy, co wspólnie zjedliśmy i wypiliśmy? Człek ów życzliwym był. Przysiadł na pieńku, papierosa wspólnego zapaliliśmy. Popatrzyliśmy na świat, pomilczeliśmy, gdy trzeba było. Pogadaliśmy.

Tak, też byłem nad Odrą podczas tegorocznego zlotu żaglowców. Przycupnąłem przy moście pontonowym, rozpocząłem liczenie. Na sto osób przechodzących na Łasztownię, sześćdziesiąt trzy miały w ręku telefon!!! Ale na szczęście, byli też i tacy, którzy patrzyli na to wszystko własnymi oczami. Na przekór radnej „niezależnej”, Szczecin ponownie dał radę. Jeszcze raz daliśmy dowód na to, że nasze miasto jest atrakcyjne, gościnne i warto tu zawitać. Na przekór powszechnej „ajfonizacji” świata naszego, było też wielu, którzy chcieli przeżywać święto żeglarstwa własnymi zmysłami. To fakt krzepiący. Podobnie jak inne, wakacyjne spotkania z ludźmi, którzy nie każde śniadanie fotografowali z myślą o umieszczeniu zdjęcia na fejsbuku.

Czy życie bez portali społecznościowych jest możliwe? Pewnie tak. Czy popularne? Coraz mniej. Na nadmuchanym własnymi, wątłymi siłami pontonie spędziłem w czasie wakacji wiele godzin. Czy to powód by publikować mapkę z przebytą trasą? A w życiu! Jeszcze się inni dowiedzą gdzie łapię te swoje szczupaki i okonie. Bywało, spożywałem dary boże popijając je trunkami szlachetnymi, bo zrobionymi własnoręcznie, ale czy warto się tym chwalić na instagramie? Za żadną cenę! Zdradziłbym miejsce i autora producenta, to grzech, nad grzechy. Nie wszystko jest na sprzedaż. Gdy mam zamiar umknąć w dzicz, nie podaję adresu. Nawet www.

Obawiam się, iż bliski jest czas, gdy w przychodni spotkają się chorzy na otwarte złamanie hasła, chroniczny brak dostępu, lub zapalenie aplikacji. Ci z wirusami będą na zakaźnym. Niewielki pryszcz na kciuku może być przyczyną zaniku przepływu informacji. No, bo jak tu rozmawiać bez kciuka?

Przypomina mi się piękny czas szczecińskiego blackoutu. Tysiące pozbawionych prądu szczecinian podniosło nagle głowy i spostrzegło obok drugiego człowieka. Ciekawostką jest fakt, że w mniej więcej dziewięć miesięcy później, nasze porodówki zanotowały znaczny przyrost procentowy narodzin nowych obywateli. Cóż, może to lepszy pomysł na wyż demograficzny, niż nieszczęsne 500+?

Nie, nie jestem przeciwnikiem rozwoju technologii i nowoczesnych narzędzi pracy, pod jednym wszak warunkiem: niech te narzędzia nimi pozostaną. Niech nie zastępują tego, co mamy najdroższego. Ciebie. Drugiego Człowieka.

A może by tak na zakończenie eksperyment niewielki? Przybliż swoją twarz Czytelniku miły do tekstu. Jeszcze bliżej. Bliziutko. Powąchaj. Jeśli pachnie szkłem, toś już Homo Iphonecus, jeśli zaś wysokiej jakości papierem i nieskazitelnym drukiem drukarni KaDruk, to wciąż jeszcze Homo Sapiens, czego życzę serdecznie i prosto z serca.

8( 107)
Wrzesień'17