Robert Migdał PAMELO, ŻEGNAJ Wydawnictwo: Marina

Autor

Rafał Podraza

Bardzo lubię książki traktujące o polskiej muzyce rozrywkowej. Jako autor kilku z nich, staram się być na bieżąco, co tam w wydawniczej trawie piszczy. Nic więc dziwnego, że kiedy dowiedziałem się o wspomnieniach przygotowanych przez liderkę „Tercetu Egzotycznego”, natychmiast chciałem je mieć. Jeden mail (ukłon do wydawcy) i książka znalazła się na moim biurku. Czytając wywiad rzekę z Izabellą Skrybant-Dziewiątkowską stwierdzam, że książka jest… arcyciekawa. Mnóstwo zdjęć (uwielbiany przeze mnie, dynamiczny skład), anegdot, plotek, historii, niewątpliwie budują koloryt tej publikacji. Tak naprawdę dopiero teraz poznałem artystkę, o której miałem dotąd niezbyt pochlebne zdanie. Widać propaganda o której wspomina pani Izabella zrobiła swoje. „Tercetu” nigdy, bowiem nie brałem na poważnie. Od zawsze pachniał mi kiczem i przerysowanym obrazem, zaś rzewne piosenki zupełnie do mnie nie przemawiały, a największy przebój „Pamelo żegnaj”, totalnie wykluczał ten zespół z mojej orbity zainteresowań. Po lekturze zmieniłem jednak zdanie. Może nie pobiegnę do sklepu kupić sobie jednej z dwudziestu kilku płyt „Tercetu”, ale na pewno, na spokojnie, w całości posłucham kilku piosenek.

Książka skonstruowana standardowo. Ewidentnie, to pani Izabella zbudowała ten wywiad i dlatego uważam, z całym szacunkiem dla autora, że to jej nazwisko winno na okładce widnieć jako autorki, a nie pana redaktora…  

„Pamelo, żegnaj” czyta się na jednym oddechu, kolejne zdania cudownie przenoszą w czasie. Ma się wrażenie, że piosenkarka nie ubarwia swojego życia. Szczerość w temacie problemów zdrowotnych córki, dziwnych zachowań „branży”, problemów małżeńskich, operacji plastycznych, problemów z życiem po śmierci Zbigniewa Dziewiątkowskiego, powoduje, że nie da się pani Izabelli nie lubić. Ciepła, bardzo serdeczna i niestety mocno doświadczona przez życie, to pierwszy obraz, jaki się nasuwa czytając książkę. Drugi: wielka artystka i profesjonalistka w każdym calu. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym trochę nie ponarzekał… Zabrakło mi w książce kulisów powstawania największych przebojów „Tercetu”, ale to może temat na drugą część?… Reasumując: serdecznie polecam książkę. Czytając jej kolejne rozdziały będą się Państwo wzruszali, śmiali, ale i pogrążali w zadumie. Więcej takich wspomnień!

Niestety, jak artystka dała z siebie wszystko, tak – moim zdaniem – Robert Migdał był słabo przygotowany... Błędy rzeczowe u kogoś, kto szczyci się tytułem „Dziennikarza Roku” czy nominacją do Grand Press-u to wstyd! Panie autorze, Anna Jantar nie zginęła w 1987 roku, a siedem lat wcześniej i w dobie Internetu naprawdę bardzo łatwo to sprawdzić, bo tak jak rozmówca ma prawo do przesunięć w czasie, tak dziennikarz, mieniący się autorem, ma obowiązek przed publikacją to dokładnie sprawdzić! Oto mój główny zarzut dla tej książki, niestety w mojej skali bardzo, ale to bardzo mocny. Osiem punktów na dziesięć, tyle daję „Pameli” i robię to tylko z sympatii, jakiej nabrałem do bohaterki (mam nadzieję, że będzie mi dane panią Izabellę poznać osobiście), pan autor bowiem – jak dla mnie – się nie popisał.

8( 107)
Wrzesień'17