Złamane serce i wielki finał

Autor

Jerzy Chwałek

Finałem finałów określili dziennikarze i znawcy tenisa pojedynek Francuza Richarda Gasqueta z Niemcem Florianem Mayerem, kończący tegoroczny turniej Pekao Szczecin Open. Trudno znaleźć w pamięci lepszy finał naszego challengera, skoro o rozstrzygnięciu obu setów musiał decydować tie-break, trzymający wszystkich w napięciu, a pod wrażeniem gry Francuza był oglądający mecze z trybun, Wojciech Fibak.

Gasquet imponował spokojem, profesjonalizmem na korcie i poza nim. Jeszcze przed pierwszym meczem powiedział, że chciałby wygrać turniej, a później robił wszystko na korcie – z obroną piłki meczowej w ćwierćfinale włącznie – żeby osiągnąć cel. Nasz niepokorny, czyli Jerzy Janowicz po przejściu I rundy powiedział, że zadowoli go tylko zwycięstwo w całym turnieju, ale na słowach się skończyło. Za porażkę w ćwierćfinale z Mayerem obciążył... specjalistę od naciągania rakiet, i niezbyt chętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy o swoją formę. Cóż, cały Jerzyk…

W czasie turniejowego tygodnia jest dużo pięknego tenisa, ale są też mniejsze czy większe dramaty zawodników. Dla Ekwadorczyka Ivana Endero wszystko było – jak mi powiedział – „amazing” (niesamowite i zdumiewające). Zarówno korty, publiczność, jedzenie, nawet brzydka i wietrzna pogoda, a nawet... kawa, w co trudno uwierzyć, bo dla wielu nie ma lepszej na świecie od ekwadorskiej. Mimo tych świetnych warunków i oprawy Endero nie zdziałał nic na korcie, bo 5 dni przed turniejem... rzuciła go dziewczyna. Chyba emocjonalny charakter południowca sprawił, że musiał się wygadać z osobistej porażki i ciosu zadanego w serce, nie bacząc nawet na to, że rozmawia z dziennikarzem. Okazuje się, że łatwiej zmienić złamaną rakietę na korcie, niż szybko wyleczyć złamane serce.

Podziwiając profesjonalizm Gasqueta, współczując Ekwadorczykowi i mając nadzieję na lepsze mecze Polaków w przyszłości, żegnamy się ze znakomicie zorganizowanym turniejem, na rok. Szkoda, że na tak długo...

9( 108)
Październik'17