Spowiedź Andrzeja Adamiaka

Spotkaliśmy się z założycielem i liderem legendarnej grupy Rezerwat - Andrzejem Adamiakiem. Niezwykle szczerze opowiedział nam o tym, co sądzi o obecnej muzyce. – Są tacy, co lansują się na utworze „Zaopiekuj się mną”. Mam to w nosie. I tak sympatyczne tantiemy lecą do Andrzejka, czyli do mnie – przyznał roześmiany. 

Autor

Andrzej Kus

W 2016 roku wydałeś z zespołem Rezerwat trzecią płytę w 35-letniej historii kapeli. Poprzednia ukazała się w… 1987 roku! Skąd taki przestój?

Zajmowałem się przez ten czas wieloma różnymi rzeczami. Byłem szefem reklamy w pewnej firmie u mojego kolegi, byłem także szefem niewielkiego radia w Łodzi. Zajmowałem się wszystkim, tylko nie zarobkowym robieniem muzyki. Całe szczęście działałem w zaciszu domowym. Miałem gotowych 40 nowych kawałków, na płytę „Dotykaj” wybrałem 11. Wszystkie są mojego autorstwa: słowa i muzyka. Zresztą niemal każdy utwór w historii zespołu był mój, dopisywani do tego byli tylko różni ludzie. Płyta była gotowa już w 2005 roku. Wyszła rzeczywiście po 11 latach. Nie chciałem wydawać jej wcześniej, bo dla kogo? Ci, którzy na nią czekali mogą sobie teraz ją kupić i posłuchać. Staram się być obiektywny. Znam wartość całego materiału, jest wybitny, przebrany, wymęczony, wykombinowany, ale nie przekombinowany. Fajny rockowy materiał z naprawdę dobrymi kawałkami, a przede wszystkim fantastycznymi teksami. Nikt tego nie kwestionuje. Nie piszę jak inni tekstów metodą losowania wyrazów, ani nie nagrywam piosenek, które już raz słyszałem. 

W swojej historii Rezerwat sprzedał ponad milion płyt. Dzisiaj jest to praktycznie wynik nie do osiągnięcia. 

Gdzie tam, sprzedaliśmy tych płyt o wiele więcej! Oficjalnie mówi się tylko o milionie. Pamiętam sytuację z 1983 roku, przy pierwszej płycie. Nie wiem jak było już przy drugiej, później wychodziły jeszcze jakieś składanki. Tego było od cholery. Na samych składankach poszło z milion, nie mówiąc już o albumach. Wracając do pierwszej płyty. Wydała ją nam firma Savitor. W tamtych latach istniały przedsiębiorstwa, które komuniści dopuszczali do niektórych dziedzin życia gospodarczego w naszym kraju. Akurat ona była jedną z nich. Komuniści pobierali wówczas ponad 80 procent podatku od mojego krążka. Żeby firmie się to opłaciło musieli tego sprzedać naprawdę sporo. Oficjalnie podali, że 150 tysięcy sztuk trafiło w ręce słuchaczy. Według mnie było to dwa, a nawet trzy miliony. 

Jesteście wciąż jednak uważani, za kapelę jednego numeru. Rezerwat kojarzy się z utworem „Zaopiekuj się mną”. 

Każdemu mądrali życzę takiej piosenki. Zna ją cała Polska. Równie dobrze można mówić, że Procol Harum czy Omega są takimi kapelami. Mogę podać mnóstwo takich przykładów. 

Nie obawiasz się, że twoja płyta teraz się nie sprzeda? Szukałem jej po wielu sklepach w Szczecinie i nie znalazłem na żadnej półce. Pomoże w tym występ w Opolu? Zagraliście mimo bojkotu festiwalu przez wielu artystów. 

O dystrybucję trzeba zapytać Agencję Muzyczną Polskiego Radia, oni są dystrybutorem. Natomiast jeśli chodzi o ten cały bojkot: uczestniczyłem w prawdziwym bojkocie w stanie wojennym. Jeździły za mną czarne Wołgi, wzywano mnie na dywanik do jakichś sekretarzy partii. Odgrażali się, że wsadzą mnie do więzienia jeśli zrobię na koncercie jakieś nieodpowiednie rzeczy. Po wszystkim wychodziłem na scenę i mówiłem, że pan sekretarz zabronił mi robić: to, to i to. Wymieniałem wszystkie rzeczy. Miałem też kolesi, którzy na mnie donosili. Dopiero niedawno przekonałem się, co mi naprawdę groziło. Byłem jednak młody, radosny. To był prawdziwy bojkot, on był po coś! Nie tak, jak teraz. Jakaś dziewczynka pokłóciła się z jakimś prezesem. Co mnie to obchodzi? Nie będę owczym pędem leciał za tym, że pani jedna czy druga nie chce być puszczana przez polską telewizję. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Tak naprawdę słyszałem, że i tak wszyscy pokłócili się o kasę. Gdy się nie dogadali narobili wielkiego dymu, po czym okazało się, że wszyscy bojkotują festiwal. Ostatecznie i tak w nim wzięła udział ponad setka artystów. 

Uważasz, że obecna muzyka różni się od tej z lat 80?

Tamta była o czymś, obecna jest o niczym. Piosenki tworzone są metodą losowania wyrazów. Czasami wygląda to tak, że mają taką maszynę losującą. Wybiera na chybił trafił wyrazy i w ten sposób powstaje piosenka. 

Nie denerwuje Ciebie, że mimo pomocy tej „maszyny losującej” artyści obecnie sprzedają tyle płyt? Dajmy na to przykład Rafała Brzozowskiego, bożyszcza nastolatek.

Brzoza sprzedaje tyle płyt? Nie jestem tego taki pewien. Z tego co wiem, to Rafał Brzozowski nie skomponował żadnej swojej piosenki i nie napisał żadnego tekstu. Jest artystą, ładnie wygląda, całkiem nieźle śpiewa. Nagrywałem kiedyś bębny dla Rafała Paczkowskiego na płytę Rafała, do piosenki „Tak blisko”. Zresztą współpracuję z Paczkowskim od dawna. Nie mogę jednak źle o nich gadać. Lepiej by grali i śpiewali niż mają wino pod sklepem trąbić. Tak naprawdę to szanuję wszystkich artystów, ważne by byli prawdziwymi artystami. 

W sieci można znaleźć mnóstwo coverów „Zaopiekuj się mną”. Wykonawcy porywają się na ten legendarny kawałek bardzo chętnie. Nie masz nic przeciwko?

Nie. Na przykład grupie Verba sam dałem na to zgodę. Zrobili karierę dzięki mnie, jak szybko przestało być puszczane „Zaopiekuj się mną” w ich wykonaniu, tak szybko chyba tę karierę zakończyli. To sympatyczne, miłe chłopaki. Nawet parę razy wystąpiłem z nimi w jakichś programach telewizyjnych udając, że gram na gitarze i udając, że śpiewam. Covery mnie nie denerwują, bo i tak wszyscy tantiemy płacą dla mnie. 

Artyści pytają o zgodę przy nagrywaniu tego utworu?

Niektórzy tak, niektórzy nie. Po co mam ich za to ścigać, co mi z tego przyjdzie. Zapytała się tylko Natalia Kukulska, jednak również nie osobiście, a przez żonę nieżyjącego Janusza Kondratowicza. On nauczył mnie pisać teksty. Pisał teksty do piosenek Klenczona. To była taka para, że hej! Kukulska poprosiła mnie przez Anię Kondratowicz o zgodę, nawet miała mi wysłać płytę, nie zrobiła tego. Ona jedyna zapytała. Jeszcze jakaś kapela. Nie zrobiło tego całe mnóstwo innych. Niech grają, propagują piosenkę „Zaopiekuj się mną”. To są sympatyczne tantiemy dla Andrzejka, a oprócz tego przypominanie tego utworu jest zacne. To ponadczasowy kawałek, ma już ponad 30 lat.

Nie boisz się, że będzie jak z zespołem Ziyo? Nagrali fantastyczny kawałek „Magiczne słowa”. Teraz wszyscy uważają, że jest to utwór innego wykonawcy, właśnie Brzozowskiego. 

Niepotrzebnie zgodzili się na coś takiego. Po co? Trzeba dawać zgodę tylko niektórym i jednocześnie przy tym myśleć. Chłopaki dali ciała. Okazało się, że jakaś firma płytowa wylansowała inną wersję. Nikt nie wspomina o tym, że oryginał należy do Ziyo. Że ktoś nad tym się napracował, ktoś skomponował, ktoś zaaranżował i brzmiało właśnie dlatego, że właśnie włożył w to mnóstwo wysiłku. Nie jest to dziełem jakiegoś innego producenta, który zrobił sobie inną aranżację. Opierał się przecież na oryginale.

Nie jest tak, że media wprowadzają powoli cenzurę?

Od dawna to robią. Polscy artyści zgodnie z długoletnim planem mają nie być zbyt dobrzy, bo trzeba sprzedawać u nas płyty artystów ogólnoświatowych. Nie może być tak, że polscy artyści są od tej papki lepsi, bo tak by było. Muszą być gorsi. Stąd masz wspominane wcześniej nazwiska. To bardzo słabi ludzie jeśli chodzi o sztukę. Dziewczyny przy mikrofonach tak naprawdę zmieniają tylko kolor włosów. Od czasu do czasu zdarza się tylko rodzynek i trzeba trzymać kciuki by było ich coraz więcej. Media same się wreszcie naprawią… z czasem. Nie wiem czy tego dożyję, ale tak będzie. 

Na zakończenie – podsumuj obecny rynek muzyczny. 

Jest piękny, fantastyczny, tryliard razy lepszy. Uwierzy w to ktoś? Na całym świecie wszyscy przeszli do prostego rzępolenia. Opierają się na producentach, którzy produkują wszystko na jedno kopyto. Jak się komuś uda zrobić coś fajnego, wtedy staje się wykładnikiem dla całej reszty. Nie ma kogoś takiego, jak np. Pink Floyd. Samo sobie tworzyło, w większości przypadków samo nagrywało. Jasne, mieli wybitnych producentów, ale mieli jednocześnie dużo do powiedzenia. Ich twórczość kompozycje, teksty, aranżacje, wykonanie, współprodukcje. Kto taki dzisiaj jest z młodego pokolenia? Może dwóch, trzech artystów i to wszystko. Wartościowa muzyka nie będzie nigdy promowana bo wydaje się dziennikarzom i wydawcom, że młodzież tego nie zrozumie. Kiedyś rozumiała to czemu ma nie zrobić tego teraz? Czy uważają, że młodzież jest głupsza? Może jest trochę gorzej wykształcona muzycznie ale nie uważam, by była głupsza. Pewnie, rodzą się pustaki ale nie mówimy o nich. Mówimy o średnio inteligentnych ludziach, którzy już zaczynają słuchać prawdziwego brzmienia. W sumie i tak, jak się nałoją również słuchają Weekendu i na imprezie śpiewają „Ona tańczy dla mnie”. Podsumowując: jeśli ktoś szuka muzyki do posłuchania to zawsze znajdzie. Niestety nie znajdzie jej w polskich mediach popularnych. A szkoda…

9( 108)
Październik'17