Autor

Szymon Kaczmarek

Są dusze w świecie naszym, a każda swój kolor posiada. Jedne mienią się niczym klejnoty, inne w ich blasku się grzeją. Grek jeden, stary Sokrat, powiada, że dusza właściwym człekiem jest, co odróżnia nas od zwierza, ale ja go nie słucham i wina z nim już od kłótni ostatniej nie pijam. Bliżej mi z Platonem, który duszę uważa za esencję osoby, cząstkę, która decyduje o naszym zachowaniu. Ale Platon znów mało pijący jest, w domu wysiaduje nad pergaminami zetlałymi, mało co z ludźmi gada. Żadna tam z nim rozmowa. Lecz my wróćmy do koloru onych dusz.

Dziecięce są białe, tą bielą, co sumą wszystkich kolorów świata jest. Pełną nadziei na rozkwit w kierunkach pożytecznych. Z bieli bowiem rodzi się wszelka barwa o charakterze decydująca.

Większość dusz znaczna w odcieniach szarości przez swoje życie całe pozostaje. Od popielu, przez mysi i gołębi, z rzadka w stal przechodząc. Dusze te, często na ramieniu przebywając, powszechne są i niewiele znaczące są z pozoru jeno. Ot, byt ich krótki, niezauważalny, choć dla trwania świata naszego nader istotny. To one bowiem w mozole, swym codziennym trudem inne kolory karmią, liczebnością swoją silne i wiecznie trwające. To z nich wyrastają ponad inne, dusze jaskrawe, blask rozsiewające. Ale i te mroczne, w czerń smolistą obleczone, jak u grabieżców gniazd wiosennych, poborców podatkowych, zabójców poetów i władców głuchych na jęk ludu.

Czerwieniami wszelkimi, od krwistej do makowej, mienią się dusze mężnych wojów, młodzieńców smoki ubijających i ministrów obrony. Niespokojne i ruchliwe. Nieustanne w poszukiwaniu celów i lepiej je szerokim łukiem omija.

Piękne są dusze w kolorach jesieni. Umbra, ugier, sjena palona i herbata, to kolory rzemieślników o dłoniach zgrabnych i światłym rozumie. Budowniczych maszyn i snycerzy. Szewców, malarzy, powroźników, zdunów i wędrownych bardów. Ze swą duszą herbacianą do grupy onej zaliczają się także opowiadacze bajek, kucharze i rybacy. Ci ostatni mają czasem duszę w odcieniu niebieskości. Podobnie jak i żeglarze z duszami lapis-lazuli. Z oczami w tym samym kolorze wypatrzonym z horyzontów zamglonych. Poznałem jednego - Mistrza Jana, skrzypka i żeglarza, więc mam dowód na to niezbity.

Znowu grzybiarze, pasterze i bartnicy, są posiadaczami dusz zielonych, od marengo po zieleń Veronese’a. Te drżą na wietrze wiosennym i balsamem są dla oczu naszych. Zielony bowiem kojarzy się z latem, ciepłem, lasem, łąką i miłymi chwilami, dzięki czemu przywołuje na myśl same pozytywne zdarzenia i wyzwala dobre emocje regulując siły witalne. Chciałbym mieć zieloną duszę. Może nawet mam?

Najpiękniejszymi zaś, zdają się być kolory duszy ludzi dobrych. Migoczą wokół nich blaskiem czystego złota. To w ich blasku możemy się ogrzać i odetchnąć. Ci ze złotymi duszami serca mają wielkie, poza ciało wystające. Nad dzieckiem i ptakiem zazwyczaj pochyleni. Znajdą czas i siły by zranione kolano opatrzyć, chłodną dłoń na czoło rozgorączkowane położyć. Dla siebie niewiele dbający, oddają co w nich najlepsze tym, którzy w potrzebie wszelkiej.  Niewielu takich, więc i złoto w cenie jest wielkiej jak oni.

Są też ludzie z duszami bez barwy. Zagubieni wśród naszego świata, bezradni. Przeźroczyści i niezauważalni. Niewiele o nich wiadomo i badaczom i spisom powszechnym, więc i głosu nie zabieram wiele.

Są też ludzie bezduszni. Ale o nich nie chce mi się gadać. 

Gdy w listopadowy wieczór będziesz szedł Czytelniku, liśćmi szurając suchymi na alei cmentarza, zmruż oczy na chwilę ulotną. Spójrz tuż ponad migoczące płomienie lampek i zniczy. Przyjrzyj się kolorom dusz naszych bliskich. Zobaczysz kolor naszego żywota.

10( 109)
Listopad'17