Nakręca mnie praca

Szczecińska Koryzna Clinic specjalizuje się w implantologii. Wyposażona w najlepszy sprzęt, w tym nowoczesny system CEREC wykorzystywany w protetyce 3D, gwarantuje swoim pacjentom zdrowy uśmiech i dobre samopoczucie. Tą medyczną placówką kieruje dr n. med. Kacper Koryzna, który posiada prestiżowy tytuł Master Of Science in Oral Implantology.

Autor

Aneta Dolega

galeria

To najwyższy stopień naukowy w dziedzinie implantologii. Doktor otrzymał go na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie nad Menem. Na niemieckiej uczelni studiują lekarze z całego świata. Tytuł otrzymują najlepsi z najlepszych. Kacper Koryzna należy do tego elitarnego grona, a tytuł doktora otrzymał mając zaledwie 28 lat. Takich jak on lekarzy jest niewielu. Oprócz tego współpracuje z pochodzącą z Korei Południowej i cenioną na świecie firmą medyczną Osstem, jest jej głównym konsultantem na zachodnią część Polski.

Z takim resume mógłby Pan spokojnie pracować za granicą. Mimo to pozostał Pan w Polsce.

Po uzyskaniu tytułu Master Of Science in Oral Implantology, który jest najwyższy w dziedzinie jaką się zajmuję, faktycznie otrzymałem dwie bardzo lukratywne propozycje z zagranicy: jedną z Hong-Kongu a drugą ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale odrzuciłem je. Budowałem swoją firmę przez lata, nie jest tak łatwo i szybko pozyskać zaufanie pacjentów. Pieniądze nie są najważniejsze, tylko satysfakcja jaką daje mi moja praca. Jestem lokalnym patriotą i gdziekolwiek wyjadę, czy to na konferencje, czy na szkolenia, zawsze podkreślam to skąd pochodzę i kim jestem.

Co trzeba zrobić by zajść tak wysoko?

Wytrwałość i dużo wiary w siebie. To dwie bardzo ważne cechy, które mi pomogły. Aby uzyskać ten tytuł musiałem mieć już doświadczenie w implantologii. Ta droga nie zawsze była usłana różami, ciężko na to zapracowałem, ale robiłem to też z przyjemnością. Na studiach miałem kolegów z całego świata: od Szwajcarii, Niemiec, Danii po Izrael, Singapur czy Kostarykę. Nie wszyscy wytrwali do końca.

Wiele osób boi się wizyty u stomatologa. W Pana gabinecie w ogóle tego nie czuć.

Ja oraz cały personel traktujemy pacjentów po partnersku. Śmiejemy się, rozmawiamy, stwarzamy bezstresową atmosferę. Do tego gabinet jest kameralnym miejscem. Nasi pacjenci przez to czują się bezpiecznie i spokojnie.

To w połączeniu z Pana talentem i wiedzą powoduje, że Pana gabinet odwiedzają pacjenci z całego świata.

Nawet czasem nie mam pojęcia skąd oni wszyscy są (śmiech). Wiąże się z tym anegdota. Jednym z moich pacjentów był rzecznik prasowy NATO. Kiedy siedział w poczekalni zawsze zagadywał innych pacjentów. Któregoś razu przyniósł ze sobą gwóźdź, młotek i tablicę na której były flagi różnych państw oraz napis „our patients”. Okazało się, że to moi pacjenci. Tablica zawisła na ścianie. Także jak na nią spojrzymy to zobaczymy m.in. flagę: Luksemburga, Norwegii, Niemiec, USA, Kanady, Wysp Owczych, Brazylii, Rosji, Ukrainy, Filipin, Arabii Saudyjskiej. Także myślę, że nie muszę, nigdzie wyjeżdżać by leczyć osoby z innych krajów.

Co Pana napędza w pracy?

Jestem osobą optymistycznie nastawioną do życia. Nie uśmiecham się tylko wtedy kiedy śpię. Takie też mam podejście do swojej pracy. A to co mnie w niej napędza, to być może zabrzmi makabrycznie, ale jest to… krew (śmiech). Akurat moja profesja jest trochę… krwawa. Uwielbiam ten metaliczny zapach krwi. Inaczej sprawa ma się z krwią, w moim prywatnym życiu. Wystarczy, że się skaleczę w palec i nawet jedna niewinna kropla powoduje u mnie strach i na jej widok robi mi się słabo. Druga rzecz, która daje mi kopa to adrenalina. Potrafię pracować pod presją, wręcz lubię skomplikowane sytuacje, które wymagają szybkiej reakcji. To mnie nakręca, ale też przypomina, za co tak kocham swój zawód.

Dorastał Pan w medycznej rodzinie. Rodzice mieli wpływ na wybór przez Pana przyszłego zawodu?

Zarówno moja mama jak i ojciec pracowali w środowisku medycznym. Mój tato był stomatologiem. Pamiętam kiedy zafascynowany pracą ojca, znalazłem w domu metalowe instrumenty dentystyczne i włożyłem je do… kontaktu. Z czystej ciekawości oczywiście (śmiech). Mi się na szczęście nic nie stało, ale jak ojciec wrócił z pracy to była niezła awantura. A tak mówiąc poważnie, wychowując się w domu stomatologa – pasjonata, przesiąkłem tą atmosferą i wybór studiów był dla mnie oczywisty, chociaż tato był pewien że wybiorę studia stricte lekarskie i pójdę w tym kierunku. Obserwując go jednak przy pracy, czułem że to moje powołanie.

Ojciec był dla Pana mentorem?

Zdecydowanie. Bardzo przeżyłem jego śmierć. Okres ochronny się skończył, w wieku 18 lat musiałem szybko dorosnąć i przejąć męskie obowiązki domowe. Ojciec był moim idolem, człowiekiem który prowadził mnie przez życie. Wiele się od niego nauczyłem.

Po latach pracy i zbierania doświadczeń w zawodzie, co mógłby Pan przekazać innym?

Steve Jobs powiedział „Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go żyjąc cudzym życiem” i „Jedynym sposobem na robienie wielkich rzeczy jest robienie czegoś, co się kocha.” Uważam, że należy korzystać z życia, czerpać z niego ile się da. Błogosławieństwem jest wykonywanie pracy którą się lubi. Ja mam to szczęście.

Czy może Pan o sobie powiedzieć, że jest Pan szczęściarzem?

Tak jestem. Jestem zdrowy, mam zdrowe ręce, dzięki którym robię to co kocham. Mam wokół siebie przychylnych mi ludzi, ale i los. Ponadto myślę, że mam taką umiejętność maksymalnego wykorzystywania okoliczności, a zwłaszcza szczęścia. Myślę, że to nie sukces daje szczęście, ale szczęście jest sukcesem.

Co znaczy dla Pana odnieść sukces?

„Odnieść sukces” to nic innego, jak doczekać się ostatecznego wypełnienia ciężkiej pracy w połączeniu z podejmowaniem ryzykownych decyzji. Sukces to jest ciążka praca, konsekwencja, długa droga na której są także trudności. Bez wiary w siebie, że los mi sprzyja, że mam wszystko to co jest mi potrzebne do jego osiągnięcia, przy najdrobniejszej trudności człowiek zrezygnowałby z dążenia do wcześniej wyznaczonych celów. Implantologia to dziedzina która się ciągle rozwija i wymaga ciągłej edukacji. Pogłębianie wiedzy też pomaga w osiągnięciu wyznaczonych celów. Warto się cały czas rozwijać intelektualnie. Do tego dawka kreatywności. I to co zawsze powtarzam: jak się kocha to co robi to połowa sukcesu za nami, reszta to ciężka praca. Odnieść sukces oznacza również to, że należy być sobą i cieszyć się dosłownie każdą chwilą. Tak jak powiedział Louis Tomlinson ,,Bądź sobą, bo każdy inny jest już zajęty”.

Jest Pan optymistą?

Zdecydowanie tak. Myślę, że każda osoba, która prowadzi swoje przedsiębiorstwo bez optymizmu nie osiągnęłaby sukcesu i zamierzonych celów.

To jakby Pan określił siebie?

Mark Twain zrobił to za mnie mówiąc, że: „Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu”. Lubię zmiany, ryzykowne decyzje, czasami bardzo ryzykowne. Myślę, że ten cytat pasuje do mnie.

Dziękuję za rozmowę.

Koryzna Clinic
Sienna 4/1
Szczecin

tel. +48 91 812 15 41, 607 236 896
gabinet@klinikakoryzna.pl
www.klinikakoryzna.pl

11( 110)
Grudzień'17
gajda