Mikołaj z nadwagą

Autor

Krzysztof Bobala

Grudzień. Uwielbiam ten czas. W telewizji kolejna powtórka „Listów do M”, z radia sączy się nieśmiertelne ”Last Christmans” grupy Wham, a na ulicach coraz więcej świecących wystaw. Cudownie. Rodzina już planuje wyjazd na słynny berliński Weihnachtsmarkt problemem jest tylko wybór wśród bogatej oferty świątecznych jarmarków u naszych zachodnich sąsiadów. Kocham w tym czasie przeglądać reklamy w kolorowych magazynach i oglądać telewizyjne spoty, które wręcz pachną piernikiem i makowcem, z mikołajami, choinkami i padającym śniegiem w rolach głównych, a z których wręcz wylewają się propozycje prezentów pod świąteczne drzewka. Zabawki, kosmetyki, ubrania i sprzęt AGD. Nagle w oczy rzuca mi się coś, w co aż trudno uwierzyć.

W jednej z gazet, jako świąteczny prezent proponują program dietetyczny. Nie karnet na siłownie dla zdrowia obdarowanego, nie zegarek dla aktywnych, taki co mierzy puls, spalanie kalorii i jeszcze podaje godzinę, nie rakietę do squasha, który sportem dynamicznym jest, tylko dietę. Wyobraziłem sobie zaraz, jakbym się poczuł dostając taki voucher na schudnięcie. Tym bardziej, że z nadwagą walczę jak miliony mi podobnych i ciągle wynik tej walki jest bliski remisu. A jeszcze prezenty w mojej rodzinie, jak pewnie w większości rodzin w naszym kraju, rozpakowujemy po kolacji wigilijnej, podczas której właśnie, objadłem się wspaniałym karpiem w sosie śmietanowo-chrzanowym, wcześniej zjadając talerz zupy grzybowej z lanymi kluskami, poprawiając pierogami z kapustą i grzybami i śledziami przygotowywanymi na dziesięć sposobów. I taki najedzony i zadowolony otwieram prezent, który z wyglądu opakowania przypomina jakąś płytę lub książkę, i już się cieszę na duchową ucztę, a tu niestety voucher, z którego aż krzyczy – jesteś gruby, schudnij!. Cudowny prezent. I reszta Bożego Narodzenia jest już jakaś inna niż zawsze. Rodzina się zbiera, tradycyjny wspólny obiad, na stole kaczuszka z modrą kapustą, a ja sięgam jedynie po sałatę i brokuła. Dobrze, że są buraczki z chrzanem – to przynajmniej jakiś zdecydowany smak. Rodzina zadowolona, wszyscy chwalą, że kaczka była miękka, a zarazem chrupiąca, pytają o przepis, a ja smutny żuję kolejny kęs brokuła. I nagle mój wzrok sięga na kominek, gdzie siedzi sobie zabawkowy Mikołaj. Ot, taka ozdoba. kojarząca się ze świętami, prezentami, generalnie z samymi pozytywami. A jaki jest Mikołaj? Gruby. Z brzuszkiem, ale prawie zawsze sympatyczny. A skrzaty? Też często mniej lub bardziej zaokrąglone. A przecież wszyscy kochamy Mikołaja i lubimy skrzaty pomimo ich nadwagi. Dlatego Drogi Czytelniku Prestiżu, na te nadchodzące święta Bożego Narodzenia, życzę Ci, abyś nigdy nie dostał diety pod choinkę. A nawet jak dostaniesz, to nic sobie z tego nie rób. Barszcz z uszkami, grzybową z lanymi kluskami czy karpia w jakiejkolwiek postaci najczęściej jemy tylko raz w roku, właśnie w Wigilię, w ten jedyny i szczególny dzień, dietę zostawmy sobie na kolejne dwanaście miesięcy. Niech to będzie, jak co roku, jedno z najważniejszych noworocznych postanowień. Przyjmijcie najserdeczniejsze życzenia Wesołych i Smacznych Świąt. 

 
11( 110)
Grudzień'17
gajda