Nożyczkami wycinają wszyscy

Paulina Ratajczak otworzyła w Szczecinie galerię sztuki Tworzę się! której odbiorcami, ale też współtwórcami są najmłodsi. Literacki, Teatralny, Filmowy, Malowany, Przytulny Plac Zabaw, Laboratorium Teatru Cieni – to część projektów, które Paulina Ratajczak realizuje wspólnie z zaprzyjaźnionymi artystami. W międzyczasie spełnia się jako producent filmowy, wspomagając kino animowane, przeznaczone też dla widza dorosłego. 

Autor

Aneta Dolega

Zacznijmy tę rozmowę od filmu. Animowana komedia erotyczna „Sexy laundry” Izabeli Plucińskiej to pierwszy film, jaki wyprodukowałaś. Jak się potoczyły jego losy?

Ta produkcja i „Portret Suzanne” nad którym trwa praca, są to filmy typowo artystyczne, głównie pokazywane na festiwalach. „Sexy laundry” odwiedziło ponad sto takich imprez, wróciło z kilkoma nagrodami, m.in. z najważniejszym trofeum z bardzo prestiżowego festiwalu w Annecy. Poza tym przez rok film był pokazywany w telewizji Arte. 

Musiała ci się spodobać rola producenta po tym pierwszym sukcesie.

Podoba mi się bardzo to, co robi Iza Plucińska, a zrealizowała już kilkanaście takich filmów i to jej trzeba oddać wszystkie hołdy. Jestem fanką jej stylu, estetyki. Iza konsekwentnie buduje swoją markę, w świecie animacji jest bardzo znana. Dla mnie nawet taki drobny udział w tym co robi to ogromna satysfakcja. Z wymiernych korzyści to muszę wspomnieć o udziale Polskiego Instytutu Filmowego, który wspomógł nas finansowo i również przeznaczył fundusz na nowy projekt. Bycie producentem filmowym to nadal dla mnie nowa rola, ale faktycznie otworzyła mi kilka drzwi. Gdybym chciała iść w tym kierunku to uważam, że jest to bardzo dobry start.

Zanim trafiłaś tu gdzie jesteś obecnie, pracowałaś przez lata w korporacji. Ze sztuką zawodowo w ogóle nie byłaś związana. Co się stało?

Nie byłam, ale jak dobrze wiesz, za tą sztuką zawsze się gdzieś błąkałam (śmiech), będąc jej odbiorcą. Hmm… myślę, że postanowiłam sobie stworzyć nowe stanowisko pracy. Pobyt w korporacji nauczył mnie zdobywania pieniędzy. Potrafię złożyć ofertę, potrafię udać się na spotkanie, a teraz nawet potrafię złożyć wniosek o dofinansowanie (śmiech). Doświadczenie jakie zdobyłam pracując w korporacji zabezpieczyło mi tę stronę finansowo-organizacyjną a reszta przyszła naturalnie. Pomiędzy jedną a drugą pracą miałam przerwę związaną z pojawieniem się w moim życiu dziecka. To zmieniło moje myślenie. Zaczęłam się zastanawiać nad swoim życiem, nad tym, co dalej chcę z nim robić, poczułam, że jest to dobry moment na zmiany.

Tworzę się! to galeria sztuki dla dzieci i młodzieży. Wszystko co tu robicie, to jak to miejsce funkcjonuje, przypomina działanie galerii dla dorosłego odbiorcy. Niewiele jest takich instytucji w Polsce.

Zawsze podobała mi się dziecięca spontaniczność, którą z wiekiem zaczynamy tracić. Dzieci działają pod wpływem impulsu, bardzo naturalnie, nie zastanawiają się specjalnie nad tym co robią. Ogromnie mi się to podobało. Pomysł na galerię miał być tego urzeczywistnieniem, ale także eksperymentem, jaki postanowiłam przeprowadzić na sobie. Kiedy Tworzę się! powstawało takich miejsc dla dzieci, przez nie współtworzonych było w Polsce mało. Teraz widzę, że ten rynek się zmienia, ale galerii stricte dedykowanej najmłodszym do tej pory nie było.

Dzieciaki przychodzą do ciebie bawić się, tworzyć, oglądać dzieła innych twórców. Wszystko wygląda jak w świecie sztuki dla dorosłych tylko z przeznaczeniem dla najmłodszych. Gzie w tym wszystkim mają się podziać rodzice, czy są jeszcze potrzebni?

Zależało mi na tym, żeby dorośli mogli także uczestniczyć w tworzeniu i odkrywaniu tego miejsca. W galerii nie ma wieku. Nożyczkami wycinają wszyscy (śmiech), niezależnie od tego czy mają 40, 30, 20, 15 czy 4 lata. Idea jest prosta: pełne partnerstwo dzieci-dorośli i nauka przez zabawę. Widzę, że ci mali odbiorcy sztuki wracają, że często to, czego nauczyli się tutaj, to co zobaczyli kontynuują już w swoich domach. 

Zgromadziłaś wokół siebie bardzo fajną ekipę ludzi, którzy współtworzą projekty wchodzące w skald galerii.

Dobrze mi się współpracuje z 13 Muzami, które udostępniły pomieszczenia. Wcześniej była tu jedna z galerii Akademii Sztuki. Kiedy przeniosła się w mury uczelni, zwolniła się przestrzeń. Byłam już po roku promowania mojego projektu więc spotkałam się z ogromną życzliwością i zainteresowaniem. Pracuję ze świetnymi ludźmi, którzy mają bardzo dobry kontakt z dziećmi, z ich rodzicami. Są kreatywni, są „żywi” jak ja to mówię. Zresztą w ogóle obserwując innych dorosłych, widzę, że zaczęliśmy inaczej traktować dzieci, po partnersku. Te relacje są bardzo fajne, staliśmy się bardziej otwarci, chętniej dajemy się zaprosić do dziecięcego świata. Mój syn podpowiada mi dużo fajnych rzeczy, np. zupełnie nowe słowa, które później wykorzystuję w pracy.

Kto za tym tworzy z tobą to miejsce?

Tematyka, koncepcje ja rozpisuję, papierkowa robota to też mój przywilej (śmiech). Wymyślam też artystów, z którymi pragnę współpracować. Oczywiście często konfrontuje to później już z nimi na miejscu. I tak na przykład bardzo miło wspominam współpracę z Piotrem Paukiem (Lump). Piotrek stworzył wielkie książki, po których można było biegać, schować się między kartkami. Kolejny przykład to Przytulny Plac Zabaw. To był wspólna praca kilku artystów. To było coś w rodzaju przejścia z różnymi stacjami i zadaniami i każdy z twórców wymyślał swoje pomieszczenia. Jedno pomieszczenie było dziełem Kasi Mierzejewskiej, inne Krzysztofa Lubki, ja wspólnie z Filipem (od red. – syn Pauliny) kolejne, a Justyna Koeke pierwsze na trasie. Lubię pracować z ludźmi których znam. Mówimy tym samym językiem. Mam stałą ekipę, zmieniają się artyści. Pracuję ze wspomnianymi: Kasią Mierzejewska, Markiem Mierzejewskim, Krzyśkiem Lubką. Są jeszcze wolontariusze, wspaniali młodzi ludzie.

 

„Portret Suzanne” Izabeli Plucińskiej to dwunastominutowa komedia animowana całkowicie stworzona z plasteliny. Część scenografii powstała w Szczecinie. Akcja filmu dzieje się gdzieś w Polsce, pomiędzy Warszawą a Krakowem. Bohaterem jest samotny mężczyzna, który w wyniku nieporozumienia kupuje za małe buty. Chodzi w nich i po jakimś czasie na jednej ze stóp pojawia się rana. Wdaje się zakażenie, pod wpływem gorączki mężczyzna zaczyna majaczyć. W swoich halucynacjach, w tej ranie zaczyna widzieć swoją dawną miłość – Suzanne. Premiera filmu odbędzie się w połowie przyszłego roku. Będzie to produkcja polsko-niemiecko-francuska. Polskę reprezentuje Paulina Ratajczak.

11( 110)
Grudzień'17