Lekkostrawne święta

Większość z nas chociaż raz zmagała się z bólem brzucha, wzdęciem lub zgagą. Te nieprzyjemne dolegliwości stają się już chorobą cywilizacyjną, a ani jakość ani ilość spożywanych przez nas potraw nie ułatwia żołądkowi trawienia. Jak przetrwać święta przy suto zastawionym stole i na co dzień uniknąć problemów przewodu pokarmowego opowiada dr Tomasz Bodnarczuk, lekarz internista, specjalista gastroenterolog.

Autor

Hanna Promień

Zbliżają się święta i na stole będzie na nas czekało mnóstwo pyszności, 12 potraw do spróbowania. Nasze oczy już się cieszą, a brzuchy?

No z tymi brzuchami to jest właśnie różnie, szczególnie w okresie świąt. Powinniśmy najczęściej jak to możliwe wracać do podstaw, bo nasz układ pokarmowy został stworzony, aby trawić i wchłaniać produkty proste, nieprzetworzone. Teraz, niestety, są takie czasy, że nawet gdybyśmy chcieli przyrządzać wszystko sami w domu, to i tak nie mamy pewności, co w naszych daniach będzie. Możemy się zatem spodziewać, że po posiłkach mogą wystąpić zaburzenia przewodu pokarmowego, niekoniecznie wynikające z nadmiaru spożytych potraw, ale z ich składu.

Ale pierożki zrobi babcia, barszczyk przyniesie ciocia. Nie będzie niczego z torebki, żadnych substancji konserwujących, ani polepszaczy smaku i zapachu. Czyli możemy sobie zafundować świąteczny mix potraw?

Dzisiaj jesteśmy w stanie z genów odczytać, jakie substancje nasz organizm będzie najlepiej przyswajać i które będą najlepszym źródłem energii. Ta nauka to nutrigenetyka. Wiemy także, że nie wszystko do siebie pasuje, na przykład nie powinniśmy łączyć nadmiaru węglowodanów z tłuszczami. Takie miksy też nie są dobre. Nie wolno nam jeść naraz dużo. Powinniśmy wyrobić w sobie nawyk dzielenia posiłków na mniejsze części i dokładnego gryzienia pokarmów. Pamiętajmy, że żołądek nie ma zębów, to co my zębami rozdrobnimy w sekundy, żołądek będzie obrabiał dziesiątki minut. On jak betoniarka mieli ten pokarm, formuje w papkę i dopiero ta papka przesuwa się dalej. Jak widać z wielu względów, świąteczny mix i obżarstwo nam nie służy.

Wszyscy wiemy, że żołądek to nie San Francisco, ale co zrobić jeśli już wrzucimy do niego wiele rzeczy naraz?

Wtedy mogą wystąpić problemy przewodu pokarmowego – wzdęcia, bóle brzucha, zgaga, wynikające często z nadmiaru masy pokarmowej wypełniającej światło przewodu pokarmowego, ale także z różnych nietolerancji lub alergii pokarmowych, o których istnieniu czasami nie mamy nawet pojęcia. Ale poza zjedzeniem za dużo, winowajcą naszego samopoczucia będą też wspomniane wcześniej konserwanty, którymi na co dzień bombardujemy nasze organizmy. W dzisiejszych czasach obserwujemy w gastroskopii wiele przypadków przewlekłego zapalenia błony śluzowej żołądka, których przyczyną pomijając oczywiście infekcję Helicobacter pylori, są nieprawidłowe nawyki żywieniowe oraz sztuczne dodatki do żywności. Duży wpływ na funkcjonowanie naszego przewodu pokarmowego ma także wszechobecny stres, który przyczynia się wielu dysfunkcji tego układu. 

No stresu i konserwantów to akurat w dzisiejszych czasach nie unikniemy.

Stres jest bardzo rozległym tematem. Przewód pokarmowy jest bardzo wrażliwy na negatywne impulsy nerwowe, chłonie je niczym gąbka. W związku z tym na tle stresu mamy do czynienia ze wzdęciami, zaparciami, biegunkami, bólami brzucha oraz objawami refluksu żołądkowo-przełykowego. W temacie problemów z brzuchem trzeba słuchać swojego organizmu. On sam nam wysyła pewne sygnały, co mu pasuje, a co nie. Wartym polecenia jest obserwacja siebie, reakcji na poszczególne składniki diety. Lekarz podczas wywiadu często pyta, co pacjentowi szkodzi, co powoduje u niego np. biegunki czy zaparcia. Po kilku tygodniach obserwacji tego co jemy, jesteśmy sobie w stanie sami odpowiedzieć na pytanie, co jest dla naszego przewodu pokarmowego dobre, a co niespecjalnie. Między innymi na podstawie takiej eliminacji stawia się w gastroenterologii konkretne rozpoznania.

Czyli możemy sami skojarzyć co powoduje na przykład wzdęcia?

Temat wzdęć to akurat rozległy problem. Wielu pacjentów się z nim boryka, a u ich podłoża zazwyczaj nie leży tylko jedna przyczyna. Oczywiście ważna tutaj jest dieta, bo na przykład jedzenie warzyw strączkowych czy zbyt duża ilość owoców i dosładzanych syropem glukozowo-fruktozowym soków, których cukier jest pożywką dla bakterii, może być przyczyną wzdęć. Tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii – nieprawidłowej flory bakteryjnej, bo ona jest ciągle modyfikowana przez nasze środowisko, dietę, leki, antybiotyki. Inną przyczyną wzdęć może być na przykład nietolerancja laktozy czy glutenu.

 

A czy otyłość ma znaczenie?

Oczywiście. Kiedy dużo jemy, siedzimy przy stole i mało się ruszamy, to nasz organizm musi coś zrobić z nadmiarem energii. Jeżeli w krótkim czasie nie spożytkujemy energii dostarczonej w zjedzonych pokarmach, to organizm zmagazynuje ją w najbardziej energetycznym materiale, czyli w tłuszczu, a w jego 1 gramie jesteśmy w stanie zgromadzić 8-9 kcal. Organizm zawsze będzie się starał ekonomicznie w jak najmniejszej objętości tą energię sobie skumulować. Jeśli mamy nadmiar tkanki tłuszczowej, szczególnie tej w środku jamy brzusznej (trzewnej), to jest ona przyczyną otłuszczenia narządów, zespołu ciasnoty wewnątrzbrzusznej, a tym samym zwolnienia perystaltyki jelit i znów wracamy do tematu wzdęć.

A jeżeli czujemy takie dolegliwości, możemy sobie jakoś pomóc?

Możemy sobie pomóc, ale także zaszkodzić. Popularna na przykład mięta będzie działała rozkurczowo na żołądek i jelita, natomiast jednocześnie jeśli ktoś ma tendencję do refluksu żołądkowo-przełykowego, to może mieć po niej zgagę. Ziele dziurawca działa żółciotwórczo, żółciopędnie, a żółć jest nam potrzebna do trawienia tłuszczy. Wyciąg z ziela dziurawca lub herbatka może pomóc w trawieniu pokarmów ciężkostrawnych, ale to zioło też nie będzie rozwiązaniem na wszystkie problemy gastryczne. Nie powinno się proponować rozwiązań w ciemno. Samodzielne eksperymentowanie nie jest dobre, popularne leki mogą działać doraźnie, ale mogą także uśpić czujność lub pewne symptomy. Jako lekarz zalecałbym jednak unikanie sytuacji, w których możemy doprowadzić do problemów związanych z trawieniem, a w przypadku uciążliwych dolegliwości zgłosić się do specjalisty. 

To kiedy mamy się wybrać do lekarza? Jednorazowy przypadek po biesiadzie przy stole to już sygnał?

Dobrze wiedzieć co nam szkodzi i unikać tych produktów, jeśli są na stole. Wszystko co w nadmiarze zazwyczaj nie przyczynia się do dobrego funkcjonowania naszego organizmu. Dla przykładu, ból w nadbrzuszu po spożyciu tłustego, ciężkostrawnego pokarmu może być błahym objawem dyspepsji lub rozpoczynającym się ostrym zapaleniem trzustki, szczególnie jeśli biesiada jest suto zakrapiana alkoholem. Wszystko zależy od ewentualnych objawów towarzyszących, czasu trwania i szeregu innych cech, jak na przykład wymiotów z domieszką krwi, uporczywych wzdęć z zaburzeniem oddawania gazów czy gorączki, które to sugerują już poważniejsze tło. Stąd nie chciałbym usypiać czujności potencjalnego czytelnika podając uniwersalne rozwiązania. Tak naprawdę, dobrze byłoby także jak najczęściej wstawać od stołu, udać się z rodziną na spacer, bo sprzyja to lepszej mechanice przewodu pokarmowego i poprawia trawienie. Reasumując, jeśli po posiłku coś nas boli, wstrzymanie się od jedzenia i picia przez kilka godzin nie pomaga, lek rozkurczowy, ciepła kąpiel ani ruch także nie przynoszą ulgi; pojawiają się silne wzdęcia, wymioty dziwną treścią, gorączka czy zaburzenia połykania, wtedy koniecznie trzeba zgłosić się do specjalisty. 

Czy różne dolegliwości przewodu pokarmowego to choroba cywilizacyjna, tych przypadków będzie coraz więcej?

Myślę, że niestety tak. To przerażające, ale tak właśnie będzie to wyglądało. Musimy baczniej obserwować siebie, ale także myśleć o tym, co jemy. Zwracajmy uwagę na etykiety, czytajmy uważnie skład pokarmów, unikajmy jedzenia przetworzonego, pełnego konserwantów i substancji rodem z tablicy Mendelejewa. Pamiętajmy, że do wystąpienia około 1/3 nowotworów przyczynia się nieprawidłowa dieta, w tym nadwaga i otyłość jako niezależne czynniki. Mamy na dzień dzisiejszy coraz więcej nietolerancji pokarmowych i alergii. Wcześniej wymienione problemy trawienne jak wzdęcia, czy zgaga, otyłość to niestety znak naszych czasów.

A można się przed tym jakoś uchronić?

Już od najmłodszych lat powinniśmy nasze dzieci uczyć prawidłowego stylu życia, w tym prawidłowych nawyków żywieniowych, umiejętności wybierania wartościowych produktów żywnościowych. Wedle powiedzenia – „jesteś tym co jesz”. Niebagatelne znaczenie ma także zaszczepienie u potomstwa od najmłodszych lat aktywności fizycznej i sportu. Tu znowu można przytoczyć maksymę – „Żaden lek nie zastąpi ruchu fizycznego, ruch jest w stanie zastąpić wszystkie leki”. To zaowocuje w przyszłości, a nasz organizm odwdzięczy się nam prawidłowym funkcjonowaniem. Na część z chorób, czy dolegliwości, o których rozmawialiśmy pracuje się latami. Musimy uświadomić sobie i przekazać najmłodszym, że to co i jak jemy ma ogromny wpływ na naszą przyszłość. Ale pamiętajmy, że samą dietą się niczego nie osiągnie, samym ruchem także nie. Dopiero połączenie tych dwóch elementów da efekty. 

Czyli, żeby nie spotkać się z gastrologiem warto umówić się z dietetykiem?

Myślę, że nie jest to najgorszy pomysł. Każdy z nas popełnia jakieś błędy w diecie. Specjalista podpowie nam co powinniśmy spożywać, a czego nie. Sprawdzi, jakie są proporcje tłuszczu i mięśni w naszym ciele. Nawet na pozór szczupła osoba może mieć w organizmie zaburzone te proporcje, co może przyczynić się w przyszłości do wystąpienia na przykład chorób układu krążenia. Jak wcześniej wspomniałem, otyłość w naszym społeczeństwie jest ogromnym i wciąż narastającym problemem, szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Polska jest krajem, w którym przyrost osób z nadwagą i otyłością jest jednym z największych w Europie. Pracujemy na to już od najmłodszych lat. Jeżeli przekarmiamy małe dziecko, to przyczyniamy się do hiperplazji komórek tłuszczowych, to znaczy do ich namnażania się ilościowego w tkance tłuszczowej trzewnej i podskórnej. Będzie ona na przyszłość pulą komórek tłuszczowych, które mogą się napełniać jak sakiewki lipidami lub z nich opróżniać, lecz ich ilość pozostaje stała. W ten sposób utrzymuje się tendencja do gromadzenia nadmiaru energii w wymienionych komórkach tłuszczowych, a otyłość staje się problemem, na który musimy zwracać uwagę już do końca życia. Stąd ważne jest nie fundowanie tego problemu naszym dzieciom i zwracanie uwagi na problemy nadwagi oraz walkę z nią już od najmłodszych lat.  

Czyli idziemy drogą jednokierunkową?

Niekoniecznie. Trzeba wziąć pod uwagę kilka rzeczy i czasami zmienić pewne nawyki. Pamiętajmy, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem i daje nam energię na cały rozpoczynający się dzień. Nie najadajmy się na noc – przewód pokarmowy też chce kiedyś odpocząć. Jedzmy jednorazowo mniej, a częściej, pamiętajmy o dobrym gryzieniu i żuciu pokarmów, unikajmy potraw przetworzonych z dodatkowymi substancjami konserwującymi, ruszajmy się jak najwięcej i słuchajmy własnego organizmu. To recepta na lepsze zdrowie.

dr Tomasz Bodnarczuk,

lekarz internista, specjalista gastroenterolog.

11( 110)
Grudzień'17
gajda