Niedokończony (jeszcze) list…

Autor

Szymon Kaczmarek

Jedynym celem naszego życia jest posłanie. Śpiochy niech się zbyt nie cieszą, chodzi bowiem o niesienie posłania, w sensie wiadomości, a nie ugniatanie pościeli do południa. Naszym zadaniem jest niesienie przez życie listu napisanego przez dziecko, którym byliśmy i dostarczenie go starcowi, którym się stajemy. Wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia, że to nie ja jestem autorem tej interesującej teorii, ale nie chcę o tym rozmawiać. 

 

List ów zapisujemy swoimi marzeniami i planami, czynami, codziennym trudem życia. Jego treść jest zależna wyłącznie od nas samych. Wypełniamy go, strona po stronie, godzina po godzinie. Wiele kartek gubimy po drodze, inne żółkną, pismo staje się wyblakłe i niewyraźne. Dziecięce marzenia w zetknięciu z rzeczywistością kruszą się i odpadają jak klonowa kora na Jasnych Błoniach.

Przecież miałem być inżynierem, a nie przedstawicielem handlowym. Miałam wyjść za mąż przed trzydziestką, miałem podróżować… 

List zmienia się, co widać po charakterze pisma. Te pierwsze plany pisane nieporadnym, dziecinnym pismem, pełne są błędów ortograficznych i kleksów. Cel marzeń wielokrotnie przekreślany i trudno dziś odczyta, które było pierwsze. Z czasem pismo staje się wyraźniejsze, lecz wśród liter przybywa zdumionych znaków zapytania, bezradnych wielokropków, wykrzykników pełnych protestu.

Niektóre listy ozdabiane są rysunkami, obrazami, filmami i nutami. Niektóre fragmenty oprawia się w ramy, okładki, niektóre czytają wspólnie na głos muzycy, lub aktorzy. Są listy znane światu i przez świat podziwiane. Większość jednak to mozolne zapiski codzienności. Lakoniczne, czarno-białe, pozbawione ozdobników. Ot, takie w stylu: wstałem, poszedłem do pracy, wróciłem, zjadłem kolację… Są jeszcze i tych jest zbyt wiele, takie w których nie ma ani pracy, ani domu, ani rodziny. Jest trwoga bez nadziei i obojętność na to, co przyniesie kolejny dzień. Czarne listy pisane czarnym tuszem w czarnych miejscach świata naszego, ogarniętych pożogą wojny, głodem i śmiercią. Listy krótkie i pełne krzyku. 

Najgorsze jednak są listy nudne. Pozbawione iskry zachwytu nad cudem samej możliwości pisania listu. Nie ma w nich żaru, ani barw. Temperatury emocji, ani cienia uśmiechu. Jest rezygnacja i bierność. A przecież treść wciąż od nas zależy!

Dużo piszę. Mam to szczęście, że udaje mi się pisać nie tylko do siebie. Wśród przyjaciół swoich mam również wielu, których listy sprawiają radość innym. Ten uśmiech zainteresowania, pochylenie nad pisanymi przez nas listami, czasem nawet brawa, to najpiękniejsza nagroda, jakiej można oczekiwać. To znak, że nie marnujemy tuszu, że treść wypełniamy najlepiej jak potrafimy. Że, być może, pozostanie po naszym pisaniu jakiś maleńki ślad i w Waszych listach. Świadomość ta sił dodaje i lżej się niesie posłanie dla tego starca, który tuż, tuż.

Wciąż cieszy mnie świadomość, że treść od nas zależy. Wciąż z podziwem i lekką zazdrością patrzę na tych, którzy tę zasadę pojęli w lot. W końcu bycie listonoszem w najważniejszej poczcie naszego żywota, to sprawa wielkiej wagi. I wciąż pamiętać należy, że ten list to nie tweeter, ani mail. Tu nie da się napisać wszystkiego w 140 znakach. Nie ma emotikonów, ani myślowych skrótów. Słowo po słowie, dzień po dniu, rok po roku opisujemy nas by jak najpełniej zrozumieć to co się stało. Niezwykły cud naszej tu bytności.

I dlatego Czytelniku życzę Ci, by ten 2018 rok był najpiękniejszym rozdziałem Twojego listu, który niech będzie dostarczony Ci jak najpóźniej.

1( 111)
Styczeń'18
gajda