Lord Jim. Ćwiczenia z czytania powieści Josepha Conrada

Reżyseria: Maciej Podstawny, Teatr Współczesny w Szczecinie oraz Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego  w Wałbrzychu 

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Przed premierą twórcy spektaklu zapowiadali, że „zrobimy lekturę tak, by Państwo na nowo zapragnęli ją czytać”. Jednocześnie przekornie pytali: „O czym to jest i kim jest tytułowy bohater, i dlaczego jest lub może być taki ważny?” Faktycznie, lektura jednej z najważniejszych powieści Josepha Conrada, z uwagi na skomplikowaną narrację sprawia kłopot i tym samym trudność w odpowiedzi na przytoczone pytania. Teatralna interpretacja duetu pilgrim/majewski to brawurowe odczytanie tekstu Conrada, a właściwie napisanie go na nowo. Dramaturdzy by „rozjaśnić” niektóre treści sięgnęli po czytelniejsze czy dobitniejsze „kody kulturowe” – jest coś z „Króla Ubu” Jarry’ego, „Zbrodni i kary” Dostojewskiego, są nawiązania do historii – choćby mitologicznego znaczenia powieści dla odważnych Powstańców Warszawskich. Nie zabrakło nawet muzyki The Doors, ilustrującej „Czas apokalipsy”, czyli filmowej adaptacji „Jądra ciemności”, kolejnego ikonicznego dzieła Conrada. Mało tego, wdają się w dialog z aktualną sytuacją polityczną czy pojmowaniem patriotyzmu. By pomóc zrozumieć pewne „dylematy” sięgają do współczesnych „substytutów” – na przykład wypadku wycieczkowca „Costa Concordia”. Egzotyczny Patusan, zamienili na Costa Guano (wspomniane nawiązanie do „Króla Ubu”), czyli wyspy leżące tuż obok Costa Cafe, na co wskazuje papierowy kubek znanej kawiarnianej sieciówki. 

 

Pierwszy akt wyraźnie nawiązuje do trudnej literackiej formy oryginału – narracja w trzeciej osobie. Tłem dla niej jest zachwycająca misternością i realizmem „operacja”, oraz „animacja” elementów scenografii (wielkie uznanie dla pracy Mirka Kaczmarka!). Na uwagę zasługuje świetnie zaaranżowana scena wygłoszenia, a właściwie wyśpiewania, wyroku sadowego. Po antrakcie przenosimy się w rajski świat Costa Guano. Ta część jest znacznie lżejsza, także językowo. Zdaje się, że to ubarwiona opowieść, jedynie wzorowana na powieści Conrada, na co też wskazują pewne niezgodności z oryginałem. Na początek dostajemy potężną porcję świetnych piosenek, a potem pyszne teatralne fajerwerki – kolejne pomysłowe wykorzystanie elementów scenografii (żołnierzyki!) i światła, niezwykłą dynamikę i sporą dawkę humoru. Połączone siły aktorskie dwóch teatrów (szczecińskiego i wałbrzyskiego) tworzą zgrany zespół. Reżyser równomiernie rozdzielił zadania, postaci i brawurowo poprowadził aktorów. Znakomity jest Piotr Tokarz, który stworzył postać wielce tajemniczą, pełną jednocześnie wyjątkowego spokoju i skrajnie przeciwstawnego mu buntu. Świetnie wypadli Maciej Litkowski, Michał Kosela i Piotr Mokrzycki, tworząc wielopostaciowe, a zatem różnorodne role. Narratorską kompetencją i pięknym spojrzeniem czarowała Karolina Krawiec. Aktorsko i wokalnie zachwyciły szczecinianki – Maria Dąbrowska, Grażyna Madej i Barbara Lewandowska (scena wyroku!). 

 

Produkcja szczecińskiego Współczesnego i Wałbrzyskiego Dramatycznego, mimo kreatywnego rozpisania, to nadal sugestywna opowieść o honorze i sumieniu. Czytelna, zrozumiała, a przy tym świetnie zrealizowana. To przykład, jak współcześnie interpretować klasykę! Szkoda tylko, że w finale otrzymujemy naiwne „podsumowanie” w postaci interakcyjnego monologu. To nachalne odarcie opowieści Conrada z pewnej tajemnicy czy niedopowiedzenia. Mimo to, albo właśnie dlatego, chcę wrócić do lektury oryginału. 

1( 111)
Styczeń'18
gajda