Piotr Bumaj – jestem niepoprawnym romantykiem

Od siedmiu lat oglądamy go na deskach szczecińskiego Teatru Polskiego w Szczecinie, gdzie grywając nawet epizody, przebija się na pierwszy plan. Jego ostatnia z ról, w znakomitych „Mieszczanach”, została doceniona przez Kapitułę Nagrody „Bursztynowych Pierścieni” – Piotr Bumaj otrzymał nominację w kategorii „najlepszy aktor”* oraz prestiżową nagrodę „Srebrnej Ostrogi”.

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

Jesteś związany ze Szczecinem już od 2011 roku, więc zdziwiła Cię trochę Srebrna Ostroga, czyli nagroda dla „młodych aktorów”…

Kiedy przewodniczący Kapituły „Bursztynowych Pierścieni”   – Artur Daniel Liskowacki, wyczytał moje nazwisko, faktycznie byłem nieco zdziwiony. Podszedłem do mikrofonu, zażartowałem, że stary ze mnie już debiutant i w tym momencie usłyszałem uzasadnienie: „za dojrzałe zwieńczenie scenicznej młodości”. Zrobiło się jaśniej w głowie, a uczucie konsternacji uleciało pod sufit (śmiech).

Może to zuchwale przewidywalne pytanie, ale co znaczy dla Ciebie ta nagroda? 

Żadna nagroda nie czyni Cię lepszym w twoim fachu, nie zwiększa twoich umiejętności i kompetencji. Nie czyni Ciebie lepszym aktorem, artystą, lekarzem, naukowcem itd. Przede wszystkim nie czyni Ciebie lepszym człowiekiem, bo przecież nadal potrafisz tyle, ile potrafisz… Nagrody są miłym dodatkiem do tego, co robisz i dobrze jeśli się pojawiają, ale nie są najważniejszą częścią mojego zawodu. Nie mniej jest mi bardzo, bardzo, bardzo miło.

Brawurowa rola Piotra w „Mieszczanach” należy do najważniejszych w Twojej dotychczasowej karierze. Jak wspominasz pracę z Antonem Malikovem? 

Podczas mojego pobytu w Szczecinie dwie role najbardziej zapadły mi w sercu – Pampuchy w „Ciurkowie” i właśnie Piotr w „Mieszczanach”. I co ciekawe są to odpowiednio pierwsza i ostatnia rola w okresie wspomnianej już mojej,, scenicznej młodości”. A praca z Antonem była ogromną przyjemnością – wymagająca, pełna pasji i pod każdym względem profesjonalna. Właśnie z takimi reżyserami marzy mi się pracować.

Zawód aktora to zawód wędrowny… Nie jesteś szczecinianinem, lecz pochodzisz z Kotliny Kłodzkiej, jak tu się znalazłeś, pamiętasz swoje myśli kiedy usłyszałeś, że Szczecin będzie Twoim domem?

Nie oszukujmy się, często do tej wędrówki jesteśmy zmuszeni. Szkół teatralnych jest kilka, co roku pojawia się ponad setka absolwentów, a teatrów państwowych nie liczy się w takich ilościach, co dyskonty spożywcze Biedronka. Zadzwoniłem do kilku teatrów, powysyłałem CV i kiedy zadzwoniłem na Swarożyca, usłyszałem, żebym przyjechał na rozmowę. W tym samym czasie dostałem się do Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu. Z takich a nie innych powodów wybrałem mój obecny teatr, więc to ja w dużej mierze zdecydowałem się na to miasto.

Jak się tu odnajdujesz po tylu latach bez gór, Parku Zdrojowego i źródlanych wód?

Bardzo lubię to miasto, choć na początku byłem trochę załamany. W zderzeniu z moim studenckim miastem, Wrocławiem mało się tu działo. Na szczęście poznałem sporą grupę przewspaniałych ludzi, a Szczecin bardzo się rozwinął... Jest mi tu dobrze pod wieloma względami.

Masz dwie pasje towarzyszące aktorskiej przygodzie. Pierwszą z nich jest śpiew… Jesteś ważnym ogniwem (głosem) Czarnego Kota Rudego i wszelkich muzycznych produkcji macierzystego Teatru Polskiego.  

Uważam, że Czarny Kot Rudy posiada w swoich szeregach o wiele ważniejsze, jak to nazwałeś „ogniwa”. Nie proś mnie, żebym wymieniał kogo mam na myśli (śmiech). Ryzykowne jest kogoś nie wymienić, ale w myślach mam tak zwaną „Starą gwardię”. Co do przedstawień muzycznych myślę, że w raz z moimi rówieśnikami wprowadzamy dużo świeżości i młodej energii.

Skromniacha… Drugą twoja miłością, co udowodniłeś choćby w pysznym epizodzie w „Panu Geldhabie” – jest taniec. 

Uwielbiam ten rodzaj ekspresji, ale to co kocham najbardziej w tej dziedzinie sztuki nie znajdzie się raczej na deskach teatru dramatycznego. Wspomniałem już, że miałem możliwość być w zespole Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu, wybrałem jednak scenę dramatyczną. Ale wciąż z każdego momentu, choćby epizodu, w którym mogę wykorzystać te moje taneczno-ruchowe umiejętności, bardzo się cieszę. 

Co Cię w tym zawodzie „kręci”? Co nie pozwala na rutynę, albo przeciwnie – co przydaje Tobie energii i nieustannej kreatywności? Właśnie taniec i muzyka? 

W dalszym ciągu drzemie we mnie niepoprawny romantyk i idealista. Teraz będę stąpał po kruchym lodzie, zwanym banał, wypowiadając te słowa, ale miej na względzie pierwsze zdanie tej wypowiedzi. Uważam, że jeśli na widowni znajdzie się chociaż jedna duszyczka, która wzruszy się, albo szczerze zaśmieje, to ta praca ma sens. 

Jakie jest twoje emploi, albo jak się Tobie wydaje? Wolisz rolę „po warunkach” czy te wbrew im?

Zawsze ciągnęło mnie do silnych postaci, buntowników i idealistów walczących w słusznej sprawie. Postacie, które mają pod prąd, takie, które idą do przodu, wbrew wszystkiemu i wszystkim. Taki właśnie jest Piotr w „Mieszczanach” i taki w dużej mierze jestem ja. Nie lubię tych bujających w obłokach, słodkich, ociekających w emocjonalny lukier. Co do warunków, wiadomo, że dobrze jest dostawać te wbrew. Jednak w teatrze najczęściej dostajesz to w czym sprawdzasz się najlepiej.

Które z scenicznych przeobrażeń cenisz sobie najbardziej? A których ról żałujesz?

Największą satysfakcje miałem przy poszukiwaniach Pampuchy i Piotra. Co do żałowania, myślę, że większość moich kolegów odpowiedziałby tak samo. Każde doświadczenie jest dobre, bo właśnie na błędach najwięcej się uczysz (śmiech). To nieodzowny element tej pracy.

Przed Tobą rola w nowej produkcji Teatru Polskiego „Pensjonat Pana Bielańskiego”, czego możemy się spodziewać, zaskoczysz?

Nie mam zamiaru zaskakiwać, chcę wykonać swoją pracę, najlepiej jak tylko potrafię. Nie łatwe wyzwanie przede mną, ale mam nadzieję, że sprostam zadaniu. Największy dramat, a zarazem komizm mojej postaci polega na tym, że jak mówi sam reżyser, młody człowiek chce zostać gruszką, podczas gdy jest jabłkiem. Młody mężczyzna chce zostać aktorem, ma jednak zasadniczy problem, zamiast „l” mówi „p”. I tak w jego wydaniu – problem!

Pytanie od naszych czytelniczek: jakiego stanu jest Piotr Bumaj? 

Niech zostanie to słodką tajemnicą (śmiech)

* Jury wskazało Sylwię Różycką za rolę Tatiany w „Mieszczanach”, publiczność przyznała tytuł najpopularniejszej aktorki operowej divie Joannie Tylkowskiej-Drożdż za kreację w „Pajacach”

 
1( 111)
Styczeń'18