Wspomnienia z PRL-u

Kolekcja pana Marcina robi ogromne wrażenie. Przez ostatnie lata „uzbierał” 14 samochodów, które już trudno dzisiaj zauważyć na ulicach. Kolekcjoner zakochany jest w polskich autach z czasów PRL. 

Autor

Andrzej Kus

Marcin Siergiej nie tylko kolekcjonuje samochody, ale też bardzo o nie dba. Sam remontuje, lakieruje, wyszukuje części. Robi to z ogromną pasją, o czym chociażby świadczy stan jego dzisiejszych eksponatów. – Zacząłem przed laty od Syreny, o której zawsze marzyłem. Nie było łatwo, bo gdy tata dowiedział się o moich planach zakupowych powiedział, że akurat tego auta nie chce widzieć na podwórku. Ostatecznie udało się go przekonać i dzisiaj mogę się pochwalić jednym z najstarszych moich eksponatów, z 1972 roku – opowiada pan Marcin.

Najstarszy samochód pochodzi z 1971 roku. Jest nim Warszawa, która trafiła do nas z Dębna. Przez kilkanaście lat stała w garażu i nikt nią nie jeździł. Pan Marcin kupił ją od pierwszego właściciela. Jest w bardzo dobrym stanie, choć przed laty musiała być w całości lakierowana. – W podwoziu natomiast, choć nic nie było robione, nie znajdziemy nawet niewielkiego ogniska rdzy. Nic nie było spawane, wymieniane – cieszy się właściciel. – Samochód robi duże wrażenie i często jest zauważane w mieście. Także przez policję. Pewnego razu, gdy jechałem z narzeczoną zatrzymał nas patrol. Myślałem, że przeprowadzą kontrolę. Ich jednak interesowało… czy wewnątrz nie jest nam za zimno. Innym razem chcieli zrobić sobie zdjęcie. To miłe reakcje. 

Syrena za pół litra

Najciekawsza i najzabawniejsza historia przytrafiła się przy zakupie wspomnianej Syreny. Była w okazyjnej cenie w Widuchowej. Marcin Siergiej znalazł ogłoszenie w jednej z gazet. Zadzwonił, umówił się i wynegocjował jeszcze lepszą stawkę. Pojechał z kolegami po odbiór. – Właściciel wcześniej powiedział, że jak się zdecyduję, mam ze sobą przywieźć pół litra wódki. Wzięliśmy lawetę i pojechaliśmy po auto. Wyciągnąłem na koniec flaszkę i okazało się, że to nie wszystko. Razem mamy ją wypić. Żona oryginalnego handlarza przygotowała jeszcze ogórki i ostatecznie samochód stał się moją własnością – wspomina roześmiany pan Marcin. 

Obecnie kolekcjoner ma 14 eksponatów: Fiaty 126p, Fiaty 125p, Syrenę, Nysę, Poloneza, Warszawę. – Teraz pozostaje mi kwestia utrzymania ich w takim stanie, w jakim są. Wszystkie mam zrobione. Jeżdżę nimi na wystawy, biorę udział w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, chętnie pokazuję. Póki co stopuję z zakupami, bo skończyło się wolne miejsce. Druga sprawa, że już bardzo ciężko znaleźć takie samochody. Te, które mam w większości mają jedną historię. Widziałem je „na mieście” i jechałem za właścicielem do domu. Wtedy była okazja by porozmawiać o zakupie. Na jednego Fiata polowałem aż 3 lata. Opłacało się – podsumowuje Siergiej. 

2( 112)
luty'18