Ryzykuje życie i pomaga dzieciom

Michał Leksiński zamierza wspiąć się na wszystkie najwyższe szczyty Ziemi. Mont Blanc, Elbrus oraz Kilimandżaro już za nim. W najbliższych dniach podejmie próbę dostania się na Aconcaguę w Ameryce Południowej. Góra znajduje się na wysokości 6962m. – Dzięki tym wspinaczkom jestem w stanie pomóc potrzebującym dzieciom z Fundacji Happy Kids – mówi 29-latek.

Autor

Andrzej Kus

Michał Leksiński porywa się na rzeczy, które dla wielu z nas są niewyobrażalne. Wspina się na najwyższe szczyty świata, podejmuje się także innych ekstremalnie niebezpiecznych wyzwań. Nie robi tego wyłącznie z myślą o sobie. Szczególnie dzięki wspinaczkom pozyskuje fundusze, które później przeznacza na pomoc potrzebującym dzieciom. Przyznaje, że podróże „kręciły” go niemal od zawsze. Gdy skończył studia zaczął realizować swoje marzenia związane z poznaniem różnych zakątków kuli ziemskiej.

– Wykorzystałem czas studiów i moment, który nastąpił zaraz po nich na dłuższe podróże. Za mną jest prawie miesiąc samotnej wędrówki przez Japonię, czy pętla ponad pięciu tysięcy kilometrów przez Indie pociągami. Zwiedziłem już ponad 40 krajów, w których miałem przyjemność poznawać ludzi i kulturę, często niezwykle odmienną od naszej – opowiada Michał. – Starałem się zawsze wszystko organizować samodzielnie. 

Podróżnik uwielbia adrenalinę, nie są mu także obce sporty ekstremalne. Skakał na spadochronie, odważył się na skoki na bungee. 

– To moje małe marzenie, które systematycznie realizuję: top 6 najwyższych skoków świata. Mam póki co trzy z nich za sobą: najwyższy na świecie z Macau Tower w Chinach (233 m), drugi najwyższy to skok z tamy wodnej w Szwajcarii z wysokości 220 m oraz piąty najwyższy w kolejności skok to Most Europy 192 m. Wydaje mi się, że zarówno podróże, te dalekie i te bliskie, jak i kolejne ekstremalne doznania przybliżały mnie do tego pionowego świata, jakim jest wspinaczka. Gdy w końcu ją odkryłem, zrozumiałem że to prawdziwa pasja.

Wspina się i tym samym pomaga dzieciom

– Z Fundacją Happy Kids miałem przyjemność poznać się nieco wcześniej, gdy nasze drogi przecięły się w moim zawodowym życiu. Gdy zobaczyłem, co robią i jak profesjonalnie podchodzą do tak trudnego tematu, jakim jest piecza zastępcza – byłem pozytywnie zaskoczony – opowiada chłopak. – Zrobili na mnie ogromne wrażenie. Gdy zrodził się pomysł Korony Ziemi, nie miałem wątpliwości, że Happy Kids będzie moim pierwszym wyborem. Zgodzili się wejść w projekt. Za to i za wiele innych rzeczy zawsze będę im dziękował. 

Fundacja Happy Kids działa od 2001 roku. Pracuje głównie na rzecz dzieci, których rodzicom odebrano lub ograniczono prawa rodzicielskie. Stworzyli już dla nich 12 rodzinnych domów dziecka. Aktualnie w realizacji jest tworzenie 13. Będzie budowany od samych podstaw 

– Mój projekt nazwałem „7 Happy Summits”. Jest to połączenie nazwy Fundacji „Happy Kids” z nazwą wyzwania „7 Summits”. Wyzwanie to znane jest również pod nazwą „Korony Ziemi”, czyli najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów. W teorii mamy siedem szczytów, w praktyce ze względu na rozbieżności interpretacyjne dziewięć – opowiada Michał. 

W skład Korony Ziemi wchodzą: w Europie: Mt Blanc (4810 m) lub Elbrus (5642 m), w Afryce Kilimandżaro (5895 m), w Ameryce Płd. Aconcagua (6962 m), w Ameryce Płn. Denali (6192 m), w Azji Mt Everest (8848 m), w Australii i Oceanii Góra Kościuszki (2228 m) lub Piramida Carstesza (4884 m), wreszcie na Antarktydzie Masyw Vinsona (4892 m). 

– Mam na koncie kilkanaście szczytów na kilku kontynentach. Te wchodzące w skład Korony Ziemi to Mont Blanc, Elbrus oraz Kilimandżaro. Mt Blanc nauczył mnie uporu. Góra z pozoru prosta wpuściła mnie na swój szczyt dopiero za trzecim razem. Jednak nagrodę jaką otrzymałem – pierwszeństwo na szczycie tego dnia – było czymś niezapomnianym. Z kolei Kilimandżaro miało dać naukę, że góry nie zawsze są takie jak jest sobie wyobrażamy. Zamiast słonecznej Afryki, otrzymałem sześć dni nieustającego deszczu, a na koniec śniegu. Na szczycie, na którym stanąłem o 7 rano 1 stycznia 2017 czułem się jak w środku piłki ping-pongowej. Totalna biel. Zero widoków. Natomiast na Kaukazie dostałem lekcję determinacji. Była to samodzielnie zorganizowana wyprawa. Atak szczytowy z oddziałem rosyjskiej armii, który się z nami zakolegował załamał się na 5000 m i musieliśmy wracać. Ponowiliśmy próbę dwa dni później i szczyt był nasz. Góry, jak ktoś kiedyś powiedział to tylko kupa kamieni, której sens nadają ludzie którzy na nie wchodzą. Coś w tym jest – mówi Michał. 

Dzięki tym podróżom projekt „7 Happy Summits” przyniósł Fundacji wsparcie finansowe z dwóch projektów górskich, gdzie część sponsoringu została przeznaczona właśnie na potrzeby dzieci. To również obóz wspinaczkowy zorganizowany dla 12-stki podopiecznych organizacji. 

– Pojechaliśmy w Jurę na kilka dni, gdzie pod czujnym okiem instruktorów wspinaliśmy się z podopiecznymi Fundacji. Organizujemy spotkania w Rodzinnych Domach, prezenty z ekspedycji, spotkania na Wigilię czy Dzień Dziecka. Staram się być cały czas być w kontakcie z najmłodszymi nie tylko poprzez media elektroniczne, ale również w prawdziwym życiu – opowiada Leksiński. 

Ambitne plany na 2018 rok

Już w styczniu Michał rusza do Argentyny by zdobyć najwyższy szczyt Ameryki Południowej – Aconcaguę. Następnie chce polecieć na Alaskę, aby zdobyć Denali, a na koniec w listopadzie zdobyć oba szczyty Australii i Oceanii. By tego dokonać potrzeba również nienagannej kondycji. Ćwiczy więc trzy razy w tygodniu, pod kątem siłowym i wydolnościowym. Przed wyjazdami stosuje odpowiednią do warunków dietę. 

– Ze sprzętem na szczęście nie mam problemów. Poprzednie wyprawy sprawiły, że jestem dobrze przygotowany w tym zakresie. Jak zawsze kwestią trudną są finanse. Wyprawę na Aconcaguę mam już potwierdzoną, natomiast kolejne dwie to plany. Każda z nich to koszt ok. 30 tysięcy złotych, dlatego pomoc sponsorów jest tutaj kluczowa. Poszukiwanie firm, czy osób które chciałby w taki projekt zainwestować to żmudna praca. Systematycznie walczę o finansowanie wypraw i wierzę, że zainteresuję tym projektem szerokie grono ludzi. Zawsze minimum 20 procent wsparcia jest przekazywane dla Fundacji.

Podróżnik przyznaje jednak, że kolejne lata będą jeszcze trudniejsze. Czekają go najtrudniejsze góry: Everest, gdzie podejmie próbę wspinania się do strefy śmierci – na poziom ponad 8 tysięcy metrów. Drugim wyzwaniem będzie Masyw Vinsona na Antarktydzie – bardzo odległa góra, do której ciężko się dostać. Koszt samej ekspedycji kosztował go będzie ponad 100 tysięcy złotych. 

– To przede wszystkim będzie wyzwanie finansowe – podsumowuje 29-latek. 

2( 112)
luty'18
gajda