Przyjaciele domu

Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych jest wspaniałym przykładem na to, że fachowa pomoc ma wymiar bardzo ludzki. 

Autor

Aneta Dolega

To nie tylko grupa wysoko wykwalifikowanych lekarzy, pielęgniarek, psychologów, fizjoterapeutów i wolontariuszy, to przede wszystkim ekipa wierzących w to, co robi i entuzjastycznie nastawionych do swej pracy ludzi. Hospicjum jest niesłusznie kojarzone z miejscem gdzie się umiera. Jest wręcz przeciwnie – nigdzie indziej nie spotkamy się z tak pozytywnym, z tak ciepłym nastawieniem, jak wśród osób, które pomagają ciężko i śmiertelnie chorym pacjentom. – Nasza pomoc jest ukierunkowana z wielu stron i rozchodzi się na całą rodzinę pacjenta – mówi Małgorzata Zielińska, pielęgniarka z Hospicjum. – Na rodziców, na żonę, na męża, na dzieci, na pomoc socjalną, na pomoc duchową. Oferujemy kompleksową opiekę.

Pracownicy Hospicjum bardzo często stają się nieoficjalnymi członkami rodzin. Ich wizyty w domu pacjenta nie są traktowane wyłącznie jako obowiązek do spełnienia; ich obecność daje nie tylko wiedzę, jaką posiadają ale także poczucie bezpieczeństwa. – Okazujemy szacunek i pokorę naszym gospodarzom, bowiem wchodzimy do ich domów, wkraczamy w ich życie, czasem, jak to jest na przykładzie dzieci, na całe lata – tłumaczy Małgorzata Zielińska. – Powoli się stajemy częścią tej rodziny, niekiedy jesteśmy bliżej niż dalsi krewni.

Dla wielu rodzin pracownicy Hospicjum to jedyne bliskie osoby, pewnego rodzaju ostoja. To grupa ludzi, na których zawsze można polegać, dająca ogromne poczucie bezpieczeństwa. Wymaga to jednak od nich pewnej odwagi i wewnętrznej siły. – Zawsze biorę głęboki oddech przed wejściem do nowego domu – wyznaje pani Małgorzata. – Wchodzę z przeświadczeniem, że mam tym ludziom dać siłę, by poczuli się pewniej i spokojniej. Czasem do oczu cisną się łzy… wtedy po wyjściu z domu, wsiadasz do samochodu i zaczynasz płakać. Szybko się z tego otrząsasz i dalej do przodu. No, bo kto się tym zajmie jak nie ja?

W Hospicjum pracują bardzo różne, osoby, w bardzo różnym wieku, czasem bardzo młode.  – Swoją przygodę wolontariusza rozpoczęłam w wieku 17 lat od prelekcji w mojej szkole nt. wolontariatu. Gościem była wtedy Kinga Krzywicka, prezes Zachodniopomorskiego Hospicjum. Zainteresowałam się tym tematem a to w połączeniu z wolnym czasem, na który nie narzekałam zaowocowało pracą tutaj – mówi Joanna Stasik. – Podczas pierwszego spotkania z podopiecznym obawiałam się, że nie zostanę przez niego zaakceptowana, bo przecież wchodzę do jego domu, wkraczam w jego przestrzeń. Jesteśmy równolatkami, ja aktualnie mam 24 lata a mój podopieczny 23, zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Zawsze żartuję, że razem dorastamy i razem się starzejemy. Każde moje spotkanie z nim jest równie ważne dla mnie samej, za każdym razem mam poczucie, że przez to mój dzień stał się lepszy. Ta praca ma więc działanie terapeutyczne i to obustronnie. 

3( 113)
Marzec'18