MARZEnieC 2018

Położył się Dyzio na łące, Przygląda się niebu błękitnemu I marzy: (J. Tuwim „Dyzio marzyciel”)

Autor

Szymon Kaczmarek

Zawsze, od lat najmłodszych, marzec jest dla mnie miesiącem marzeń i tęsknot. W oczywisty sposób te marzenia wraz z upływem czasu ulegają zmianom. Pierwsze dotyczyły matczynej bliskości, pełnego brzucha, suchej pieluchy. Cieszę się, że nie zatoczyły jeszcze pełnego cyklu: od marzenia o suchym pampersie, do… marzenia o suchym pampersie. Marzy mi się, bym jeszcze miał na taką sytuację sporo czasu. Jeszcze tak niedawno, w marcu marzyłem o zbliżającej się wiośnie, a jeszcze bardziej lecie. Bo to i wakacje i słońce i ciepła woda w jeziorze. Wolne od szkoły, od uciążliwej opieki rodziców. Takie marzenie o nadchodzącej wolności. Po kilku latach, całkiem niespodziewanie, w marcowych marzeniach pojawiły się, skromniej niż w zimie, ubrane koleżanki. Z roku na rok moje marzenia stawały się bardziej wyrafinowane… I tu właśnie się pomyliłeś Czytelniku, Ty świntuszku! Oto marzenia moje skupiły się na… kolejnym sezonie wędkarskim i emocjach z tym związanych. Ileż nowych, dzikich wód nietkniętych przez człowieka, ile wypraw w nieznane? Im jestem starszy, marzenia moje w kalendarzu coraz bliższe. Ot, tak na przyszły tydzień, może miesiąc? Zniknęły te o tym, kim będę w przyszłości, bo przecież już wiem. Już jestem. Także przyszłość całkiem niespodziewanie stała się dzisiejszością. W niebyt uleciały marzenia o lekkim, wesołym życiu pełnym sukcesów. Rzeczywistość, to najdoskonalszy weryfikator mrzonek. (Mrzonki, to również marzenia, tyle, że z góry skazane na porażkę. Nie polecam.)

Niedawno byliśmy świadkami marzeń naszych olimpijczyków o medalach. Najlepiej złotych. Dziennikarze sportowi tych marzeń nie mieli. Oni po prostu wieszali medale na polskich szyjach jeszcze przed rozpoczęciem Igrzysk. Marzyciele obeszli się smakiem, a medale przywieźli ci, którzy pojechali do Korei wykonać swoją pracę. Ja podczas Igrzysk marzyłem by sprawozdawcy sportowi TVP byli choć w połowie tak profesjonalni jak Wyrzykowski i Jaroński komentujący dla Eurosportu. Marzenia mają wszyscy. Nie wszyscy jednak, mają marzenia.

Marzenie o tym, by sąsiadowi popsuł się samochód, lub żona go zdradziła, nie jest marzeniem, tylko życzeniem. I to wcale nie pobożnym. Z kolei marzenie by w każdym mieście stanął wysoki pomnik niewysokiego człowieka, jest bardziej jednostką chorobową, niż przedmiotem naszych rozważań i tym powinni się zająć specjaliści.

W niezwykłym filmie Andrzeja Kondratiuka, Iga Cembrzyńska podłączona do specjalnej aparatury spełniającej marzenia szepcze: „żeby nigdy wojny nie było na świecie, żeby zbrodnia, złość, nienawiść na zawsze zniknęły z tej ziemi. Żeby człowiek przestał niszczyć, a zaczął miłować…” Ilu z nas, podłączonych do podobnej aparatury, znalazłoby w sobie dość siły by takie słowa wypowiedzieć? Ilu dzisiejszych reżyserów zrobiłoby taki piękny film?

Marzec to piękny miesiąc. Wypełniony obietnicą, optymistyczny i coraz bardziej zielony. Na koniec więc, z okazji zbliżającej się Wiosny, zdradzę Ci Czytelniku największą tajemnicę marzeń. Otóż każde z nich może się spełnić. Pod jednym wszak warunkiem: musi być w zasięgu Twoich możliwości… Moje marzenie właśnie w tej chwili się spełnia (o ile wciąż jeszcze czytasz ten tekst?) 

3( 113)
Marzec'18