Kwintesencja kameralności

W.A. Mozart „Così fan tutte”, reż. Jacek Papis, Opera na Zamku w Szczecinie

Autor

Daniel Źródlewski

galeria

W momencie premiery, w 1790 roku, libretto tej opery zostało uznane za niemoralne i bulwersujące. Mimo, że minęło ponad dwieście lat i w między czasie odbyło się co najmniej kilka obyczajowych rewolucji, dalej można uznać jego treść za odważną i szokującą. Tak będzie zawsze, gdy będzie mowa o najintymniejszych sferach życia. Zawsze też będzie budziło to zainteresowanie – równie wielkie dwieście lat temu i dziś. Przesłanie zawarte w libretcie Lorenzo Da Ponte jest wyjątkowo wymowne i uniwersalne. Dwaj młodzieńcy – Guglielmo i Fernando, wiodą beztroskie życie u boku swych narzeczonych – Fiordiligi i Dorabelli. Ich przyjaciel – Don Alfonso, stwierdzając, że nie ma wiernych kobiet (tytułowe „Così fan tutte” – „Tak czynią wszystkie”), prowokuje ich do udziału w pewnej szalonej grze, w której wystawią swoje wybranki na ciężką próbę. Dalej mamy do czynienia z przewrotną maskaradą, szytymi grubymi nićmi intrygami, a przede wszystkim potężną dawką humoru. Całość w takt genialnej muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta – tutaj najwyższe uznanie dla orkiestry Opery na Zamku pod kierownictwem Jerzego Wołosiuka. Na uwagę zasługuje jeszcze obecność dawno niewidzianego (instrument wystawiony na proscenium!) i niesłyszanego klawesynu, na którym zagrała Monika Kolasińska. 

Inscenizacja Jacka Papisa to kwintesencja kameralności. Reżyser nie podniósł kurtyny, a jedynie „wyciął” w oknie scenicznym niewielką scenę, przywodząca na myśl „camera obscura”, albo archaiczne urządzenia do oglądania przeźroczy. Ten odważny zabieg pomógł zbliżyć do siebie postaci, a że mowa o miłości, to owa bliskość pożądana. Zachwycały kolejne obrazy, kreowane dzięki pomysłowemu wykorzystaniu sceny obrotowej, i tworzone przy pomocy barwnych „horyzontów” i subtelnej scenografii Julii Skrzyneckiej, atmosferę podkreślały także inspirowane „epoką” kostiumy Martyny Kander. Całość efektownie wykończyła misterną pracą świateł Karolina Gębska. 

Premierowa obsada brawurowo wywiązała się z powierzonych zadań, nie tylko tych muzycznych. Rewelacyjny duet, przede wszystkim w muzycznej warstwie widowiska, stworzyły Victoria Vatutina i Monika Korybalska w rolach Fiordiligi i Dorabelli. Pyszni i wielce zabawni byli Paweł Konik i Pavlo Tolstoy, jako Guglielmo i Fernando (każdy w podwójnych rolach!). Znakomity był Tomasz Łuczak jako Don Alfonso. Jednak „show” skradła Anna Farysej jako Despina – cóż za komiczna siła, cóż za lekkość!  

Jeśli chcieć Papisa za coś zganić, to sporym mankamentem były sceny, w których reżyser wyprowadza chór na proscenium. Zespół (o ile poprawny wokalnie) absolutnie nie poradził sobie z zadaniami aktorskimi. Ich obecność nie była niczym uzasadniona, byli nienaturalni, do tego pozbawieni kostiumów, cali w czerni, kontrastowali z konsekwentnie budowaną atmosferą spektaklu. 

3( 113)
Marzec'18
gajda