Anna Jantar - na zawsze młoda

To nie jest kolejna biografia Anny Jantar. Tych napisano kilka. To literacka próba zrozumienia fenomenu jakim piosenkarka stała się po swojej przedwczesnej i tragicznej śmierci. Rafał Podraza w swojej książce „Anna Jantar. Ikona z przypadku?” będącej studium socjologicznym, próbuje odpowiedzieć na to pytanie przedstawiając bohaterkę swoich rozważań w nowym (?) a na pewno zaskakującym świetle. To bardzo subiektywne odczucia wielkiego fana artystki.

Autor

Aneta Dolega

Zanim trafiła w moje ręce twoja praca z socjologii na temat Anny Jantar, uważałam ją, zresztą jak wielu innych, za najwybitniejszą polską piosenkarkę, za ikonę, za nieskazitelną, wręcz świętą postać. Tymczasem po lekturze i rozmowach z tobą, mój dotychczasowy obraz, legł w gruzach.

No nie przesadzajmy... Ale fakt, również przez pewien czas myślałem o niej w ten sposób. Zresztą w artykułach wspomnieniowych i wszelkich materiałach jakie ukazały się pośmiertnie, Anna Jantar była przedstawiana jako ta najlepsza, najbardziej utalentowana, najbardziej kochana przez fanów i krytyków. Wręcz stawiano jej pomniki. Kiedy jednak sięgnąłem po artykuły na jej temat z końcówki lat siedemdziesiątych, czyli wtedy kiedy żyła i nagrywała, okazało się, że jej pozycja w naszym show-biznesie nie była tak mocna, a ona sama nie była tak genialna i taka „naj”. W rankingach popularności zajmowała nie pierwsze, a trzecie, czwarte miejsca!

Czyli w przypadku Anny Jantar potwierdza się reguła, że nic tak dobrze nie robi artyście jak jego śmierć? Bo z tego wynika, że dopiero po tragicznej śmierci, narodziła się jej legenda?

Tak. Anna Jantar, kiedy zginęła miała 29 lat. Była młodą, piękną i wspaniałą dziewczyną. Faktycznie jest tak, że śmierć zawsze dobrze się sprzedaje, a śmierć w młodym wieku jeszcze bardziej. Do tego śmierć w katastrofie lotniczej, dodaje temu tragiczny i spektakularny wymiar. Kiedy rozmawiałem z panem Andrzejem Kosmalą, menagerem Krzysztofa Krawczyka, który znał przecież bardzo dobrze Annę Jantar, czy dziennikarzem muzycznym Bohdanem Gadomskim lub profesorem Dionizjuszem Czubalą, specjalistą od plotki, panowie ewidentnie podkreślili, że śmierć tak tragiczna i okrutna pomogła w późniejszym budowaniu mitu Anny Jantar.

Dlaczego zatem Jantar za życia nie była wystarczająco doceniania przez słuchaczy i krytyków?

Trudne pytanie. Na pewno nie pomagał jej w tym mąż – Jarosław Kukulski. Bardzo często walcząc o sprawy żony, kłócił z ludźmi, odpowiedzialnymi poniekąd za budowanie karier, z krytykami, reżyserami, dziennikarzami. Zawsze miał swoje zdanie i zawsze wiedział lepiej. Ale, i to jest bardzo ważne, w temacie repertuaru „bursztynowej dziewczyny” odkryłem, że póki Kukulski komponował dla niej, to były wysokie miejsca na listach przebojów, zaś kiedy piosenkarka nagle postanowiła pójść w inny repertuar, w innych kompozytorów, zaczęły się problemy. Nie powiem, na moment krytycy zachwycili się nową Anną. Piosenka „Nic nie może wiecznie trwać” jest wspaniała. Jednak, moim zdaniem, to było chwilowe, to był raczej efekt szoku; oto artystka popowa, sięga po rockowy repertuar.

Niestety, zmiana stylu muzycznego Jantar nie przełożyła się na publiczność. Młodzi – mam wrażenie – mieli z nią wyraźny problem. Trudno w to uwierzyć.

Dlaczego? Dla młodych ludzi, co podkreśla Janusz Kondratowicz, który był przyjacielem artystki, Anna Jantar była piosenkarką pokolenia ich matek i ojców. Trzydziestoletnia wokalistka, która chce być nagle rockmenką, było odbierane przez dwudziestolatków niekoniecznie pozytywnie. To, że sukienki zmieniła na skórzane spodnie nie oznaczało wcale, że zmieniła siebie i została rockmenką. Musimy pamiętać, że był to choćby czas debiutu Kory, a gdzie Jantar do Kory?... Niestety, żeby być rockmenką, trzeba mieć rockową duszę. Anna, co zawsze podkreślał Jarosław Kukulski, miała zbyt delikatny i szlachetny głos na taki repertuar. Uważam podobnie. Anna Jantar sprawdziłaby się w soulu, disco, jazzie, ale nie w rocku.

Czy te próby zmiany image’u nie były spowodowane także próbami oderwania się Jantar od męża i udowodnienia mu, że potrafi być artystką bez jego wsparcia?

Na pewno tak. Był to okres, kiedy Annie nie było, jeśli można tak powiedzieć, z mężem po drodze. Szukała dla siebie alternatywy. Chciała mu udowodnić, że bez niego, też sobie poradzi. Potrzebowała więc nowego zaplecza. Wtedy w jej życiu pojawili się Lipko i Hołdys, którzy zaczęli dla niej komponować nowe piosenki. Odnoszę jednak wrażenie, że wróciłaby do popu, traktując przygodę z rockiem jako artystyczny eksperyment. Zdawała sobie sprawę, że jej fani kompletne nie akceptują jej rockowej odsłony.

Wszystko zmieniło się po jej śmierci… 

Tak. Anna Jantar swoją przedwczesną śmiercią wpisała się w definicję „Klubu 27”, dołączając niejako do grupy artystów, którzy odeszli w przełomowym dla siebie momencie, tworząc w ten sposób poniekąd swoją legendę. Po jej śmierci zaczęto uważać ją za największą gwiazdę polskiej piosenki, zaczęto nazywać diwą, ikoną. Jarosław Kukulski także pomagał w rodzeniu się mitu, choć nie wiem na ile to było działanie świadome. Kukulski, co by o nim nie mówić, kochał swoją „Anię”. Zawsze tak o niej mówił. Wydaje mi się, że tarcia między nimi były spowodowane ich młodym wiekiem. Uważam, że nawet jeśliby się rozstali, to na pewno, by ze sobą współpracowali.

Jej śmierć nie tylko wywołała ogromną falę popularności jej twórczością, ale pojawiło się też wiele teorii spiskowych. Sama z dzieciństwa pamiętam, że były osoby, które nie wierzyły w jej śmierć i uważały, że podobnie jak Elvis Presley zaczęła zagranicą nowe życie.

Były różne teorie na ten temat, niektóre szalenie absurdalne i głupie, a to, że porwał ją szejk i że trzeba ją wykupić, ale by do tego doszło, to Jantar musi schudnąć, bo za dużo waży, a to że była kochanką syna premiera Jaroszewicza i dlatego musiała zginąć... Kompletne bzdury. Z tego co mówił mi przed laty zaprzyjaźniony psycholog, zadziałał w tym przypadku - podręcznikowo – syndrom „wyparcia”. Nikt nie chciał bowiem uwierzyć w jej śmierć. 

Czy gdyby Anna Jantar urodziła się w Stanach Zjednoczonych i tam spotkała Jarosława Kukulskiego, jej kariera potoczyłaby się inaczej? 

Myślę, że byłaby gwiazdą światowego formatu. Kukulski był świetnym aranżerem, doskonałym kompozytorem, miał ogromne wyczucie, był znakomitym menadżerem. Niestety, oboje mieli pecha; urodzili się w Polsce, podobnie jak Villas, German czy Niemen. Niewątpliwie, śmierć Anny, zabrzmi to bardzo brutalnie, bardzo pomogła w jej życiu po życiu. Odnoszę bowiem wrażenie, że gdyby żyła, byłaby piosenkarką pokolenia gwiazd sprzed lat, pokroju Haliny Frąckowiak, Alicji Majewskiej, czy Haliny Kunickiej.
Do dzisiaj mam w głowie słowa Haliny Frąckowiak, która wyznała mi, oglądając zdjęcia Anny Jantar: „Wie pan, czego zazdroszczę Ani?... Zawsze będzie młoda”.

 

Dziękuję za rozmowę.

3( 113)
Marzec'18