W nim jest moc

Ludzie na siłowni odwracają od niego wzrok lub wręcz przeciwnie, patrzą ze zdziwieniem, czasami lekkim politowaniem, bywa że się śmieją. Ma dziecięce porażenie mózgowe, które powoduje, że jego ręce są nienaturalnie spięte i mniej sprawne, inaczej mówi, ma trudności z poruszaniem się, problemy z mową i słuchem. Jednocześnie Mariusz Belko pokonuje wbrew medycynie dziesiątki kilometrów na rowerze i intensywnie ćwiczy na siłowni. Jest motywacją dla zdrowych i niepełnosprawnych.

Autor

Hanna Promień

Złapałam Cię w locie, po drodze na siłownię?

W zasadzie tak, chodzę na siłownię codziennie i ćwiczę godzinę do dwóch. Bardzo to lubię, ale wiem też, że warto zrobić sobie czasami przerwę.

Dla większości 2 razy w tygodniu to max.

Ćwiczenia sprawiają mi wiele przyjemności. Na początku nie było łatwo, bo nie umiałem nawet odpowiednio złapać hantli, ciężko było mi je w ogóle chwycić. Rzeczy, które dla każdego są czymś zwyczajnym ja musiałem długo się nauczyć. Najpierw zwykły chwyt i odpowiednie podniesienie. Dopiero później przyszło zwiększanie obciążeń. Na siłowni ćwiczę od 6 lat, dużo się od tego czasu zmieniło, ale cały czas robię to dla przyjemności, siły, kondycji i sprawności. Dzięki ciężkiej pracy zdecydowanie lepiej chodzę, mam lepszą koordynację. Jestem też bardziej pewny siebie.

Ale niepełnosprawna osoba, szczególnie z takim stopniem jak u Ciebie, to nie jest codzienny widok w miejscu, gdzie wszyscy uprawiają sport.

Racja. Niestety tak właśnie jest. Osoby niepełnosprawne często zamykają się w sobie, w swoich czterech ścianach. Nie chcą lub nie mogą wychodzić. Ja pokazuję, że można, a nawet trzeba. Wiem, że ciężko jest kiedy inni patrzą, a nawet się śmieją. Mi tez nie było łatwo, ale dzisiaj wiem że nie warto się tym przejmować, trzeba iść dalej. Jestem tego przykładem. Chodzenie na siłownię, wbrew opiniom innych, dało mi bardzo dużo odwagi i pewności siebie, także w życiu.

Wcześniej nie byłeś odważny?

Zanim zacząłem chodzić na siłownię raczej się chowałem. Dzisiaj nie mam problemów z tym, żeby wyjść do ludzi. Ale to wszystko jest zasługą mojego taty, bez niego bym nie zaczął. To on się uparł i chciał, żebym umiał i mógł robić jak najwięcej. Lekarze powiedzieli moim rodzicom, że nie nadaje się do niczego, niczego nie osiągnę. Przekonywali, że powinni mnie oddać do domu opieki. Dzisiaj obalam mity, pokonuję ograniczenia i dzielę się swoimi doświadczeniami.

Twoja pewność siebie dodaje odwagi także innym?

Staram się inspirować i motywować innych. Udało mi się na przykład zmobilizować do zmian moją przyjaciółkę. Ona zobaczyła, że potrafię jeździć na rowerze i teraz próbuje sama. Idzie jej coraz lepiej, najważniejsze, że się odważyła.

Jazda na rowerze dla większości osób nie jest żadnym wyczynem.

Ale dla niepełnosprawnych jest. Ja na przykład mam dziecięce porażenie mózgowe, nie chodziłem wtedy, kiedy dzieci w moim wieku. Jeszcze kilka lat temu z moją mową też było o wiele gorzej niż teraz. Miałem 6 lat, kiedy tata zaczął mnie uczyć jeździć na rowerze. Próbował do czasu, gdy byłem nastolatkiem, ale wtedy nie udało się. Wydawało się wręcz niemożliwe.

Inaczej się ruszasz, inaczej mówisz. Jak reagowali ludzie na Twój widok?

Widziałem na początku, że się śmieją ze mnie. To było przykre, ale mnie nie zniechęciło. Później, kiedy już się przyzwyczaili, zaczęli się ze mną witać, rozmawiać. Te początkowe uśmieszki zamieniły się w podziw. Szczególnie jak zacząłem wyciskać więcej niż niektórzy zdrowi. Ciągle ćwiczę dla przyjemności. Owszem chciałbym, dobrze wyglądać i być sprawniejszym, ale najważniejsza w tym wszystkim jest przyjemność właśnie.

A jest coś, czego sobie nie wyobrażałeś ani Ty ani lekarze, że uda Ci się zrobić?

Taką rzeczą jest właśnie jazda na rowerze. Ale to bardziej tata mi udowodnił, że można, to on bardzo długo mnie uczył. Zaczął jak miałem 6 i próbował do mniej więcej 14 roku życia. Na 2 kółkach pojechałem jednak jeszcze później. Mój obecny rekord to 121 km jednego dnia. Jak na kogoś, kto miał nie jeździć wcale, to całkiem niezły wynik.

Umieszczając zdjęcia w internecie robisz to dla siebie czy innych?

Wiem, że motywuję niepełnosprawnych. Udało mi się na przykład przekonać kolegę, żeby zaczął chodzić na siłownię. Moje ograniczenia ruchowe są znaczne, a jednak pokonuję trudności i pokazuję to innym. Chciałbym, żeby do wyjścia z domu i walki o siebie przekonało się jak najwięcej osób.

No, ale jak to zrobić. Wyciągnąć takiego niepełnosprawnego z domu na siłę i wręczyć karnet?

Nie ma złotego środka. Każdy sam musi zdecydować, dowiedzieć się czego chce. Czy woli zostać w domu czy wyjść do ludzi i na przykład rozwijać się sportowo. Ale zamykanie się w czterech ścianach to błąd. Nie można się wstydzić, jesteśmy, jacy jesteśmy. Jesteśmy ludźmi.

Ostatnio strasznie nie chciało mi się ruszać. Zobaczyłam Twój profil na portalu społecznościowym i zrobiło mi się głupio. Od razu wstałam z kanapy.

Czyli to działa i o to chodzi. Ale oprócz ćwiczeń próbuję też sam gotować, dbam żeby było smacznie i zdrowo. Wiadomo mama troszczy się o mnie, ale mam swoje dania popisowe. Wiele zawdzięczam swojemu trenerowi Mateuszowi Sowińskiemu. On mnie bardzo dużo nauczył, pokazał jak wykonywać ćwiczenia. Teraz mogę je robić sam, według jego wskazówek.

Co jeszcze robisz dla przyjemności.

Dla przyjemności bardzo dużo jeżdżę na rowerze, jestem też miłośnikiem komunikacji miejskiej. Można mnie często zobaczyć z aparatem fotograficznym. Oprócz tego jestem członkiem Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Dzięki niej wyjeżdżamy do aquaparku, chodzimy na kręgle, spotykamy się ze znajomymi. Pracuję też zawodowo. Nie chcę siedzieć bezczynnie w domu.

Jesteś niepełnosprawny a przełamujesz siłą mięśni i siłą woli niejeden mur. Masz jakiś kolejny cel, marzenie?

Chciałbym pojechać na rowerze na Jasną Górę. To jest moje marzenie.

3( 113)
Marzec'18
gajda