Oszaleli(śmy) na punkcie komiksów

Uwaga! Coraz więcej osób choruje na… zamiłowanie do komiksów. Są wśród nich i mali i duzi. Są lekarze, urzędnicy, dziennikarze. Dotyka to ludzi w każdym wieku i z każdej branży. – Komiksy to magia – przekonuje prezenter telewizyjny Dariusz Baranik. – Na ich punkcie całkowicie oszalałem – dopowiada Tomasz Kurtycz, urzędnik. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Nazywam się Andrzej Kus i jestem komiksoholikiem. Marzy mi się w Szczecinie wielka biblioteka, a w niej mnóstwo regałów z komiksami z całego świata. Na bulwarze lub w innym miejscu natomiast aleja komiksowa z rzeźbami z uniwersum Marvela i DC. Dlaczego akurat wybrałem ten rodzaj sztuki? Komiksy towarzyszą mi od dziecka. Gdy miałem 6 lat zaraziło mnie nimi starsze rodzeństwo. Ze strychu przynieśli Kajko i Kokosze, Thorgale, Tytusa Romka i A`Tomka. Później poprawili Kaczorem Donaldem i tak zaczęła się „choroba”, z którą walczę do dzisiaj. Mam nadzieję, że nie uda mi się jej pokonać. 

Komiksy rozwijają wyobraźnię. Czytając je można się zrelaksować, poznać dzięki nim wiele ciekawych osób. Trafiłem przed paroma laty na konwent w Londynie. Spodziewałem się, że będę przeciskał się przez tłumy dzieciaków. Szybko okazało się, że jestem w błędzie. Tłumy były, bo kilkaset tysięcy osób. Większość jednak to dorośli. Część pokusiła się o przebranie za postaci z komiksów: Batmana, Harley Quin, Jokera. Tylko tam można było spotkać Supermana z fajką w zębach, czy Thora popijającego piwko. Wszyscy jednak uśmiechnięci, przyjaźnie nastwieni, z jedną wspólną pasją. 

Ich domem rządzą komiksy

Na podobną chorobę „komiksową” cierpi Tomek Kurtycz. Na co dzień poważny urzędnik. Po godzinach pracy pasjonata pełną gębą. Swoją pasją, niczym wirusem, zaraził wszystkich bliskich. Ma w domu pięcioletniego Iron-Mana, Wiktora. Chłopiec w każdej możliwej chwili ogląda w kółko film o ukochanym superbohaterze. Gdy spytałem go jak się nazywa odpowiedział dumnie: Tony Stark. Obowiązkowym strojem jest oczywiście zbroja Starka i maska. Zresztą w takiej odsłonie poznał go nawet ksiądz chodzący po kolędzie. Przecież wypada ubrać się odświętnie. 

Przy boku Wiktora zawsze można spotkać ukochaną siostrę, którą pasjonuje wszystko to, co związane nie z Elzą, Kubusiem Puchatkiem czy Hello Kitty, ale z Gwiezdnymi Wojnami. Dumnie kroczy po domu z mieczem świetlnym i zagnie każdego, kto spróbuje popisać się znajomością sagi. 

Zainteresowanie najbliższych podziela nawet mama, Joanna. Jej ulubioną postacią komiksową jest nie kto inny, a…

– Thorgal – przyznaje bez zastanowienia pani doktor. – Od najmłodszych lat uwielbiam te komiksy. Czytałam je wielokrotnie. Na początku tylko wybrane tomy, bo trudno było je dostać. Na piątym roku studiów znajomy miał wszystkie części, a ja akurat przygotowywałam się do egzaminu. Musiałam wybrać: zrobić przerwę w nauce czy nadrobić zaległości i przenieść się komiksowego świata. Nauka musiała chwilę poczekać – dodaje.  

Tomek z Joanną dobrali się idealnie. Oglądali wszystkie adaptacje komiksowe. W salonie przy telewizorze dominują na półkach filmy w formacie blue-ray o superbohaterach. Każdy z nich oglądany wielokrotnie. W sypialni i gabinecie regały mają zapełnione różnymi wydawnictwami. Znajdują się tam oczywiście i książki, jednak gdzieś w drugim rzędzie. W pierwszym są komiksy, które prezentują się naprawdę okazale. 

– Mamy ich około 300 – opowiada kolekcjoner. – Ostatnio nie nadążam z odbiorem paczek. W latach 90. komiksów wychodziło bardzo niewiele. Tytuły można było policzyć na palcach jednej ręki. Świątyniami były kioski ruchu, bo poszczególne tytuły wystawiane były na wystawach. Teraz każdego miesiąca jest ich grubo ponad setka. 

– Tomek, masz jeszcze pełne kartony wydań zeszytowych – dopowiada roześmiana żona. – Już nie mamy ich gdzie trzymać. 

– Dlatego mam tak zwaną „stertę wstydu” – ripostuje mężczyzna. – Na specjalnej „kupce” odkładam komiksy, które przeczytałem ale już wiem, że do nich nie wrócę. Ciężko mi to robić ale muszę je sprzedać, by zwolnić miejsce na inne i mieć na nie pieniądze. Wiem, że tego nie powinno się robić ale nie mam wyboru. 

Tomek nie ogranicza się wyłącznie do zbierania i czytania komiksów. Gdy jedzie samochodem w radiu słucha ściągnięte z internetu podcasty, czyli opisy udostępniane w sieci przez innych pasjonatów. Dzięki temu dowiaduje się co warto kupić, a co należy sobie odpuścić. 

– Jestem absolutnie zakochany we wszystkich historiach o X-Menie. Mam także kompletną kolekcję „zeszytówek” z lat 90. To, czego nigdy nie sprzedam to Thorgal – Strażniczka Kluczy. Jest to biały kruk w twardej oprawie. 

Kolekcja komiksów z czasów PRL

Darek Baranik. Kojarzycie to nazwisko? Dokładnie, to pan, którego od lat możemy oglądać w regionalnej TVP Szczecin. Na co dzień zawsze poważny, kulturalny, elegancki. Okazuje się, że i on nie wyobraża sobie życia bez komiksów. W swojej kolekcji ma ponad pół tysiąca tytułów. Z tym, że nie zobaczymy tutaj takich, jak: Green Lantern czy Batman. 

– Większość to klasyka polskiego komiksu, oryginalne pierwsze wydania Relaxu, Kajka i Kokosza, Kapitana Żbika. Plus moje ulubione: Thorgal, który jest dla mnie komiksem idealnym, Szninkiel, Yans, Funky Koval, Ekspedycja czy Kryształowa Szpada i Wieczna Wojna – wymienia prezenter. 

U Darka przygoda z historiami obrazkowymi rozpoczęła się bardzo dawno. Miał wówczas 4 lub 5 lat. 

– Historia jest ciekawa. Lata 70-te, potem 80-te to czasy, w których by cokolwiek dostać w sklepach, trzeba było uzbroić się w cierpliwość i stać w kolejkach. Wiadomo, jak w tej sytuacji mógł czuć się kilkuletni obywatel PRL. Moja mama zakupiła kiedyś komiks w kiosku – chyba Relax i jak potem pamiętam – to był mój nieodłączny „kolejkowy” przyjaciel. Na początku oczywiście tylko oglądałem, nie czytałem, ale w końcu chyba w wieku 5-6 lat, dzięki komiksom nauczyłem się czytać – dodaje. 

Baranik słusznie i zdecydowanie przyznaje: komiks to sztuka. Świadczą o tym chociażby ceny białych kruków. W Polsce to czasami kilkaset złotych za egzemplarz, może więcej. W Stanach Zjednoczonych kwota kilku tysięcy dolarów za pierwsze wydania Batmana czy Supermana nie jest niczym szokującym. 

– Komiksy to też magia, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że ktoś je wymyśla, ktoś rysuje, ktoś koloruje a ktoś inny często zajmuje się fabułą. To wszystko musi być spójne, ciekawe i intrygujące. To też forma wciągnięcie czytelnika do zabawy w światach i miejscach, które nie mają żadnych ograniczeń. Ograniczeniem może być tylko fantazja rysownika – mówi kolekcjoner i sam przyznaje, że w swojej kolekcji takich białych kruków ma naprawdę sporo. Są nimi pierwsze wydania Kapitana Klossa, Kapitana Żbika, Tytusa Romka i A`Tomka. Do tych tytułów, ale nie tylko, wraca z ogromnym sentymentem.

– Uwielbiam Kajka i Kokosza. Szczególnie jedno wydanie dwuczęściowe – Szranki i Konkury. Co ciekawe jest czarno-białe, nie kolorowe. Dostałem je pod choinkę chyba w 1986 roku, kiedy ogólnie ciężko było dostać cokolwiek. Mama miała teczkę w kiosku ruchu i wiedziała, że mnie to ucieszy. Znalazłem w szafie przed świętami i szybko je w ukryciu przeczytałem – wspomina.

Z komiksem życie jest piękniejsze

Przyznam szczerze: nie wyobrażam sobie życia bez komiksów, gdyż towarzyszą mi od najdalszych czasów, które sięgam pamięcią. W swojej kolekcji mam ponad 2300 tytułów. Wszystkie alfabetycznie skatalogowane, każdy ma swoje miejsce, niemal z każdym wiąże się jakaś historia. W pasji wspierają mnie rodzice, brat, siostra, dziewczyna. Można śmiało przyznać, że jestem, tak jak pozostali moi rozmówcy uzależniony. Czy jest to jednak szkodliwe dla zdrowia? Zdecydowanie nie, jedynie dla portfela. 

3( 113)
Marzec'18