W roli głównej: Bumaj Cembala Sandach

Legendarny, czarno-biały teledysk Madonny do piosenki „Vogue”, który wyreżyserował David Fincher, jest to hołd złożony filmowym gwiazdom złotej epoki Hollywood, modzie, stylowi art deco, latom 20., 30 i 40. minionego wieku. Czasom, kiedy wszystko było glamour. Ten genialny, autorski pomysł samej artystki, będący efektem jej prywatnych fascynacji, zainspirował nas do stworzenia sesji fotograficznej.

Autor

Aneta Dolega

galeria

W teledysku główną rolę gra oczywiście sama Madonna, ale tutaj ważny jest każdy element scenografii, każdy detal a także drugi plan, który wypełniają fantastyczni tancerze. Przystojni, eleganccy, ucharakteryzowani na gentlemanów panowie, przykuwają wzrok i fascynują. Ich role powierzyliśmy trzem świetnym aktorom i umieściliśmy ich w kulisach całej sytuacji.

– Zawsze sprawia mi ogromną radość możliwość otarcia się o taką stylizację jak ta, która pojawiła się w „Vogue” Madonny – zachwyca się Filip Cembala, aktor szczecińskiego Teatru Polskiego i Teatru Muzycznego w Gdyni. – Na co dzień jestem bardziej eklektyczny w tym co noszę, bardziej „streetowy”. Bardzo długo byłem obrażony na swój nos, na góralskie, ostre rysy twarzy. I w końcu któryś z moich kolegów teatralnych, bodajże mój przyjaciel śp. Jacek Polaczek, powiedział, że w mojej urodzie jest coś z tamtej epoki, z lat 30., 40. Wielokrotnie pozowałem do zdjęć, ale nigdy do tak przemyślanej i świetnie zaplanowanej sesji jak ta.

Wojciech Sandach, aktor Teatru Współczesnego: – Na początku trochę z rezerwą podszedłem do tego pomysłu, bo zawsze myślałem, że praca modela to zupełnie coś innego niż bycie aktorem. Trzeba wiedzieć jak zapozować, jak się ustawić. Dziesięć lat temu jeden fotograf, który robił mi zdjęcia, powiedział, że praca z aktorami jest ciężka, że trzeba dać nam przed sesją trochę alkoholu, bo zawsze jesteśmy spięci (śmiech). Może jak byłem młodszy to faktycznie byłem spięty? Teraz w ogóle tego nie odczuwam. 

Prywatnie nie przykładam uwagi do swojego wyglądu, nie przejmuję się tym w co się ubieram, nie spędzam pół godziny przed lustrem, aby zrobić sobie fryzurę. Być może trochę przeginam, bo zazwyczaj noszę bluzy z kapturem, ale przyznam szczerze, że wizyta w galerii handlowej mnie przytłacza. Po kwadransie muszę już stamtąd wyjść, za dużo wrażeń, ludzi… boli mnie głowa. Najchętniej bym zapłacił pani kostiumolog, żeby zrobiła to za mnie. Ja ci zapłacę, tylko błagam kup mi ubrania!(śmiech).

Strike a pose

W trakcie sesji okazało się, że pozowanie przed obiektywem ma w sobie coś z gry aktorskiej. Fotograf jest kimś w rodzaju reżysera, mówi modelowi gdzie ma spojrzeć, jak stanąć, a nawet o czym pomyśleć…– Pozowanie przed obiektywem aparatu jest mocno wpisane w pracę aktora, w naszą próżność – mówi Filip. – Myślę, że u podstaw tego zawodu występuje w jakimś stopniu megalomania, która mówi: „patrzcie na mnie, chociaż przez chwilę”. Moja rola tutaj jest bardzo ograniczona. Jestem powłoką, obiektem do sfotografowania. A to jak ktoś na mnie spojrzy później w końcowym efekcie ma ogromne znaczenie. Na teatralnej scenie staram się być tworzywem nad którym pracuje reżyser. Kostium bardzo pomaga wejść w rolę.

Do pracy na scenie nawiązuje też Wojtek Sandach: – W teatrze łatwo poddaję się sugestiom reżysera czy kostiumologa. Kiedyś jeden z moich kolegów powiedział, że wygląd mam „neutralny, prawie że nijaki”, ale w tym sensie, że ze mną można zrobić prawie wszystko. Coś w tym faktycznie jest, bo zdarzyło mi się, że nie zostałem rozpoznany w prywatnej sytuacji, tylko osoba, która widziała mnie wcześniej na scenie, skojarzyła mnie po głosie. To była bardzo miłe, bo oznaczało, że dobrze wykonałem swoją pracę. Kostium jest taką wisienką na torcie, dopełnieniem postaci, którą się zbudowało. 

W rytmie Vouge            
                      
W teledysku Madonny kolejnym ważnym elementem jest taniec. Filip Cembala tańczy w musicalach, a Piotr Bumaj, na co dzień aktor Teatru Polskiego, ma za sobą spore doświadczenie jako tancerz. – Kocham taniec ale vouging – styl tańca powstały w latach 60 w Nowym Jorku, a który wszedł do głównego nurtu kultury popularnej (tzw, mainstreamu) za sprawą Madonny i jej klipu ,,Vogue’’, nie podoba mi się. Mam duży szacunek do tancerzy, którzy specjalizują w tym stylu, ale nie jest on bliski memu sercu . – wyznaje Piotr. – Bardzo lubię za to taniec współczesny, formy streetowe, kubańską salsę, której zresztą uczyłem, tango argentyńskie, flamenco. Taniec, który wypływa z trzewi, rozpalający zmysły ,albo taki który sprowadzi błogie katharsis. Umiejętności taneczne pomagają  mi w pracy aktora dramatycznego. Odpowiednia postawa, świadomość ruchów… ale zdarza się, że są również przeszkodą. Słyszę wtedy, że jestem za bardzo taneczny.

Nawiązanie do tańca ożywia również Filipa, który z łatwością zamienia dramatyczne role na musicalowe i jest orędownikiem tego drugiego. – Uważam, że musical nadal jest Polsce niedocenianym gatunkiem. I nie mam tu na myśli publiczności, która entuzjastycznie podchodzi do tej formy sztuki, co jest widoczne w ogromnej frekwencji podczas spektakli, tylko o opinii środowiska. Aktorzy musicalowi to „trzy w jednym”. Ich jedyną formą nie jest wyłącznie słowo i ekspresja, ale dochodzi do tego ciało, taniec i śpiew. Każda z tych form wymaga ogromnego nakładu pracy – podkreśla aktor. – Jestem teraz w bardzo zaawansowanych próbach w Teatrze Muzycznym w Gdyni do musicalu „Gorączka sobotniej nocy”. Postać, którą gram, wymaga ode mnie zderzenia się z ikoną, czyli z Johnem Travoltą. Nie próbuję się z nim mierzyć, on swoją robotę wykonał świetnie, ja mam inne warunki. On zagrał tę postać w filmie, ja ją będę odtwarzać w teatrze. Ze sceny nie będę praktycznie schodził, może łącznie na dwie minuty. W spektaklu jest mnóstwo choreografii, bardzo dużo piosenek. Do prób podchodzę z dużą pokora a na scenie dam z siebie wszystko.

Taki zawód

Od pozowania do zdjęć i teledysku, płynnie przechodzimy do samego zawodu aktora, który jest bardzo złożony i jest pełnym wyzwań zajęciem. – Pamiętam taką sytuacje: byłem gościem jednej ze szkół i któryś z uczniów zapytał mnie jakie to uczucie kiedy muszę wystąpić na scenie nago. No cóż, ekshibicjonistą nie jestem i nie czerpię przyjemności z publicznego obnażania się. Każde wystąpienie na scenie to wyjście ze swojej strefy komfortu – wyznaje Wojtek. – Nie zawsze robisz rzeczy, które sprawiają ci przyjemność, szczególnie niełatwa jest nagość.

Np. w „Bziku” nie miałem wyjścia. Zamysłem reżyserki było to, że wszyscy aktorzy występują bez majtek, nie mają bielizny pod sukienkami, które noszą na scenie. Ja jeszcze nie miałem tak najgorzej, bo mnie od widza dzielą jakieś dwa metry (śmiech), natomiast inni koledzy chodzą między widownią, siadają między ludźmi. Gdyby byli całkowicie nadzy to mogłoby być to krępujące, nawet bardziej dla widza (śmiech). Jeśli nagość wynika z tekstu, ma uzasadnienie to trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Co robić… taki to zawód.

Natomiast Piotr na koniec dodaje: – Spotkałem się z kilkoma modelami w jaki sposób  postrzegany jest aktor. Z jednej strony wręcz jak ktoś wyjątkowy i nadzwyczajny; z drugiej strony jako ktoś szalony, ekcentryczny, z głową w chmurach; są też i tacy (na szczęście małe grono), którzy ten zawód traktują mało poważnie: ,,A wy w tej pracy sobie coś pogadacie, trochę poskaczecie, powygłupiacie się, takie sympatyczne tralalala… Kolokwialnie mówiąc, jednym z największych minusów tego zawodu to ciągła ocena. Reżyser cię ocenia, koledzy z zespołu, publiczność, krytycy i największy cenzor- ty sam. Czasem wychodzisz na scenę w niekoniecznie dobrej formie i grasz tak by publiczność się nie zorientowała. Masz gorączkę, kontuzję, boli cię głowa, ale wychodzisz na scenę i robisz to co do ciebie należy. Oczywiście najtrudniejsze sytuacja to taka w której zderzają się dwa światy, scena i twoje życie prywatne, bo np. grasz w komedii a ktoś z Twoich bliskich, w tym momencie choruje. Wielobarwny i niejednoznaczy to zawód. Zresztą tak jak zawód zwany ,,człowiek’’.

 

Zdjęcia: Adam Fedorowicz
Stylizacja: Maja Holcman-Lasota
Włosy: Anna Treder / Beverly Barber Shop
Modele: Piotr Bumaj, Wojciech Sandach, Filip Cembala

Podziękowania dla Teatru Polskiego za udostępnienie miejsca do sesji

Filip Cembala

Góral z Beskidów. Szczecińskiej publiczności znany jest od 2008 r., kiedy to zagrał Angel w musicalu „Rent”, wystawianym w Operze na Zamku. W 2011 roku dołączył do zespołu aktorskiego Teatru Polskiego w Szczecinie (m.in. brawurowy „Pensjonat pana Bielańskiego” i „Pijacy”) w Szczecinie, w którym zasilił także grupę tworzącą kabaretową scenę Czarny Kot Rudy. Można go również zobaczyć na deskach Teatru Kameralnego.

Piotr Bumaj

Aktor i tancerz, pochodzi z Polanicy Zdroju. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Od 2011 pracuje w Teatrze Polskim w Szczecinie ( m.in. „Opera za trzy grosze”, „Mieszczanie”, „Panie, panowie – Młynarski”). Związany z kabaretem Czarny Kor Rudy. Za rolę w znakomitych „Mieszczanach”, został doceniony przez Kapitułę Nagrody „Bursztynowych Pierścieni” – otrzymał nagrodę w kategorii „najlepszy aktor” oraz nagrodę „Srebrnej Ostrogi”.

Wojciech Sandach

Szczecinianin. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie (2007). Na scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie zadebiutował w „Szklanej menażerii” Tennessee Williamsa (reżyseria zespołowa). W „Zemście” wyreżyserowanej przez Annę Augustynowicz rewelacyjnie zagrał rapującego Papkina. Na scenie Teatru Współczesnego możemy oglądać m.in. w „Bziku. Ostatnia minuta” i „Godzinie spokoju”. Laureat Srebrnej Ostrogi dla najbardziej obiecującego młodego aktora.

3( 113)
Marzec'18