„Horror na Pomorzanach”

Autor

Szymon Kaczmarek

Dziennikarstwo śledcze to ciężki kawałek chleba. Ciężki i niebezpieczny, ale czego się nie robi dla pieniędzy? Mimo niewielkiego obciążenia zawodowymi obowiązkami, czując się jednak dziennikarzem, postanowiłem zgłębić temat o którym milczą mainstreamowe media: POMORZANY OPANOWAŁY ZORGANIZOWANE GRUPY PRZESTĘPCZE!

Podobnie jak w latach 60-tych w Szczecinie, gdy centrum zagarnęły „bandy” Stefanków, Sorrenciaków, Delfinów i Parkowa, tak dziś zagrożone są Pomorzany. A ściślej, Budziszyńska za pętlą. Mieszkam, to wiem. Grup jest kilka, ale wszystkie uprawiają proceder kradzieży, żebractwa, wyłudzeń i wymuszeń. Mam na to niezbite dowody w postaci zarówno dokumentacji fotograficznej, jak i osobistych doświadczeń. Tak, jaram. Głupi jestem, więc Ania wyrzuca mnie na balkon, ale dzięki temu widzę co się tu wyprawia. Nie dość, że patrzę na to wszystko wstrząśnięty, to jeszcze narażony jestem na bezpośrednie zagrożenie. Oto bowiem jeden z członków gangu „Sierpówek” wymyślił sobie, że to ja właśnie będę go dokarmiał. Gdy tylko wyjdę na balkonowego dymka, natychmiast zjawia się z niebytu i głośnym stukaniem w parapet domaga kolejnej porcji kaszy. Ostatnio nawet, gdy mnie nie widzi, siada na parapecie i straszy głośnym „uhuuu!”. Bezczelność. Niewiele lepsze, a nawet dużo gorsze są indywidua z bandy „Mewek”. Cóż to za wrzaskliwe i natrętne towarzystwo? Wszystko porwą, zjedzą i jeszcze między sobą się pobiją. Jeśli myślisz Czytelniku, że odrobinę lepsze są „Wróblowate” toś w mylnym błędzie. Małe, hałaśliwe, wszędzie wlizie, ściubnie, zaświergoli i jeszcze kupę nawali. Fakt, niewielką, ale zawszeć to kupa.

Odkąd puściły lody i roztopiła się kra na basenie, (bo mam dom z basenem, przeciwpożarowym ale zawsze) sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli. Do grona licznych band dołączyły „Kaczory”. W sensie samce krzyżówek. Te bardziej kolorowe, ale za to i pyskate bardziej. Od rana drą pierze i dzioby chlupocząc i bełtając zimną wodę. Ja rozumiem, że łapy marzną i wiosna idzie, ale czy to powód do burd i ganianek z pluskotem i kwakaniem na pół miasta? Nie dalej jak wczoraj, widziałem jak jednego staruszka ograbiła banda „Gołębi”. Do ostatniego okruszka, który niósł osiedlową dróżką. Pewnie wracał z ZUSu. Grabieżcy nie zostawili mu żadnych złudzeń, ani wobec okruszyn, ani ZUS-u.

Dziś rano gromkim głosem przemawiał kos pomorzańskiej mafii, zwanej Kosa Nostra. O piątej rano!!! Dospać nie może? Ogólnie członkowie krukowatych źle wpływają zarówno na estetykę dzielnicy, jak i samopoczucie mieszkańców. Łazi to takie czarne, z łbem spuszczonym w resztki trawy. Czasem robaka wyciągnie, częściej kracze i kracze. Jeszcze coś wykracze. A czasy przecież sprzyjają nieszczęściu, starczy w tiwi popatrzeć.

Niestety, proceder ów niecny pierzastych przestępców właśnie się nasila. Wraz z ociepleniem górę nad rozumem bierze chuć. Ja rozumiem, że jak cieplej, to fajniej, ale żeby od razu dzioba drzeć na całe gardło?

Ciężka i pełna niebezpieczeństw jest praca dziennikarza śledczego. Ptasia grypa, obsranie i hejt w osiedlowej gazetce, to tylko niektóre z nich. Postanowiłem więc zostać Szeryfem. Ktoś musi zaprowadzić tu porządek. Najpierw próbowałem ostrzec zainteresowanych. W newralgicznych miejscach rozsypałem kostki rosołowe. Może zrozumieją aluzję?

Rozrzucone kostki wyzbierał jednak ograbiony z okruszków staruszek. Mamrotał przy tym: ”A żeby ich wszystkich nagła cholera…” Mniemam, że chodziło mu o wspomnianych w felietonie ptaków? Wczoraj za wycieraczką mojej „zielonej strzały” znalazłem kartkę zapisaną drżąca ręką: „przydało by się ziele angielskie i listek laurowy”…

4( 114)
Kwiecień'18
gajda