99 lat Trymera

Jego remont trwał 18 lat. Pochłonął mnóstwo czasu i pieniędzy. Właściciel Trymera przyznaje, że takiego wyzwania podjąłby się tylko szaleniec. – Ja chyba nim jestem – śmieje się. – Dzięki konsekwencji mam za to jacht, który będzie pływał po naszych wodach kolejnych 100 lat. 

Autor

prestiz

galeria

Wprzyszłym roku Trymer, jacht Zbigniewa Sawickiego, obchodził będzie setne urodziny. Przepiękny drewniany żaglowiec do niedawna wyglądał zupełnie inaczej. Był kompletnie zniszczony, wręcz rozpadający się. Pasjonata przywrócił mu blask. Co więcej – przebudował dalekomorską jednostkę na taką, która budzi prawdziwy podziw. Powstało niespotykane w Europie dzieło. Można powiedzieć, że jeszcze jeden „Classic Yacht” został uratowany

– Trzeba być wariatem by się podjąć takiego zadania. Ja to zrobiłem, choć na początku nie spodziewałem się, że Trymer dziesięciokrotnie przekroczy budżet, jaki planowałem na niego przeznaczyć – mówi żeglarz, członek Yacht Klubu Polski Szczecin.

Żaglowiec kupił w latach 90. od YKP Szczecin. Pomalowany był kilkoma warstwami zwykłej farby. Gdy odsłonił drewno okazało się, że do niczego się już nie nadaje. Potrzebny był natychmiastowy generalny remont. 

– Pokład i coś w rodzaju nadbudówki pokryte były brezentem. Materiał trzymał się na prowizorycznej konstrukcji zrobionej ze sklejki. Na łodzi było miejsce jedynie dla wiadra i śmierdzących kaloszy. Zakochany byłem jednak w kształcie tego jachtu. Dziub i rufę miał w kształcie szpica i od początku wyobrażałem sobie, jak może wyglądać. W 2000 roku rozpoczęliśmy od prac szkutniczych. Przez 7 miesięcy czterech szkutników, codziennie, pracowało nad tym, co mamy teraz. Według mnie zrobili prawdziwe dzieło sztuki, które będzie pływało kolejnych sto lat – mówi pan Zbigniew.

Do odbudowy jachtu wykorzystany został mahoń i afrykański dąb. Materiały droższe, jednak bardziej odporne na warunki atmosferyczne. Pasjonata sprowadził z Niemiec specjalną polewę, którą pokrywa się deski. Tworzy ona powłokę, która nie przepuszcza promieni słonecznych i dzięki temu mniej eksploatuje drewniane elementy.

– Dzięki temu nie muszę konserwować ich co roku, a robię to co 5-6 lat – przyznaje żeglarz. – Zrobiłem też nowoczesną nadbudówkę, która znajduje się na potężnej konstrukcji utrzymującej również maszt. Wcześniej do obsługi Trymera potrzeba było czterech osób, które między innymi zarządzały linami. Wszystko przebudowałem w taki sposób, że mogę sterować nim sam, stojąc za kokpitem.

Sawicki przyznaje, że jacht bardzo dobrze sprawuje się na wodzie – mimo że ma zaledwie 120 centymetrów zanurzenia. Dociążony jest 600 kilogramami ołowianego balastu. Do Trymera zamontował także jednocylindrowy silnik.

– Z oryginalnego Trymera pozostało jedynie poszycie oraz niepowtarzalny wygląd. Zbudowaliśmy, z bardzo dobrych jakościowo materiałów, niemal całkiem nowy jacht. Ma on dla mnie zdecydowanie większą wartość niż materialną. Jestem przekonany, że przetrwa kolejnych 100 lat – podsumowuje.

Podziękowania dla Marina’ Club za pomoc w realizacji materiału.

6( 116)
Czerwiec'18