Autor

Szymon Kaczmarek

Wiem co piszę, bom przetestował to na własnej skórze. Na innych częściach organizmu również. Tak więc ku przestrodze i pouczeniu tych, którym wiedza owa potrzebną się wydaje. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. Oto siedem wakacyjnych grzechów głównych:

PYCHA (łac. superbia) – to jeden z najczęściej popełnianych grzechów wakacyjnych. Od morza po Tatry, od Mazur po granicę na Odrze i Nysie. W kawiarniach, lodziarniach, przy grillach i budce z piwem słychać jedno słowo: „Pycha!”. Nawet gdy lody zbyt ciepłe, karkówka łykowata, a piwo zwietrzałe. Zapłacone, więc trzeba pochwalić. Pycha najczęściej widywana jest nad morzem, przy dymiących skrzynkach w których suszą się kawałki wędzonej ryby z Tesco, reklamowanej jako „świeże z porannego połowu”.

CHCIWOŚĆ (łac. philarguria) – jej środowiskiem naturalnym jest pewien komunikator społeczny, charakteryzujący się niewyobrażalną wprost ilością zdjęć niczego, czyli pierdół. Miliony kotków, sałatek, selfiaczków z wieżą w tle, memów i „portretów artystycznych”, a wszystko to oceniane za pomocą idiotycznych twarzyczek z lapidarnie zaznaczonym grymasem. Autorzy wakacyjnych fotek prześcigają się w zdobyciu jak największej ilości wykrzywionych buziek i uniesionego w górę kciuka. Są niczym „Chciwiec” z obrazu Makowskiego, za brak kolejnego lajka zdolni wyrzucić z grona znajomych.

NIECZYSTOŚĆ (łac. fornicatio) – rozumiana jako rozwiązłe prowadzenie się. Umówmy się, że w tej materii nie mam żadnych doświadczeń i tej wersji będę się trzymał.

ZAZDROŚĆ (łac. tristitia) – jako permanentna cecha prawdziwego Polaka (dowolnego sortu) wtopiła się w codzienność naszego życia społecznego. Pozostaje niezauważalnym, choć determinującym nasze uczucia elementem stosunków międzyludzkich. Jest siłą napędową naszych działań, motorem postępu i rozwoju, nawet, jeśli kierunek owych wiedzie nas na manowce.

NIEUMIARKOWANIE w jedzeniu i piciu (łac. gastrimargia) – o ile przejedzenie może doprowadzić do ociężałości zarówno fizycznej, jak i psychicznej, to druga część tego jakże atrakcyjnego grzechu sprawia, że nasz umysł wzlata ponad poziomy, myśl staje się błyskotliwą, a my sami zabawni i atrakcyjni. Przynajmniej w ocenie własnej. Niestety, nieumiarkowanie w każdej dziedzinie naszego istnienia, nieuchronnie prowadzi do kaca, a kac do kolejnego z wakacyjnych grzechów.

GNIEW (łac. ira) – towarzyszy nam zazwyczaj od samego rana, do pierwszego piwa. Gniewamy się na pogodę, bo za ciepło, albo bo pada. Na dzieci, bo hałasują i wymagają uwagi, a tu we łbie huczy po wczorajszym. Na współużytkowników dróg publicznych, bo przecież „jak jedziesz baranie?”. Na rodzinę ze Śląska, która zajęła nam upatrzony grajdołek. Gniew, na szczęście, jest stanem przelotnym, uchodzącym z pierwszym łykiem tego, co tam lubicie najbardziej.

LENISTWO (łac. acedia) – pojmowane jako „dolce far niente”, czyli słodkie nic nierobienie, latem zdaje się być zaletą bardziej niźli grzechem. Co może być bardziej wakacyjnego, niż rzucenie na zdobyczny skrawek nadmorskiego piasku swego ciała i leżenie w bezruchu, za całą aktywność własną mając rozsiewanie wokół zapachu filtra przeciwsłonecznego? Przyznam, że zupełnie nie rozumiem zakwalifikowania lenistwa do kategorii grzechów. Cóż bowiem komu przeszkadza mój bezruch? Ten zewnętrzny, jak i ten w środku. 

Lato sprzyja grzechom jak nie wiem co. Jednym mniej, innym bardziej, ale jednak. Mam jednak absolutną pewność, że i tak o wszystkich Waszych grzechach dowiem się z największego konfesjonału na świecie. Bo jak tu nie pochwalić się na fejsie swoją pychą, nieumiarkowaniem, czy lenistwem?

6( 116)
Czerwiec'18