Dzieci z dworca ZOO

Opera na Zamku w Szczecinie, choreografia i inscenizacja: Robert Glumbek

Autor

Daniel Źródlewski

Baletowe widowisko „Dzieci z dworca ZOO” to wstrząsająca opowieść o losach młodych narkomanów z legendarnego berlińskiego dworca. Obok używek, prostytucji, kradzieży, etc., jest oczywiście wiodący miłosny epizod, oraz nienachalne moralizatorstwo. Choć to ostatnie powinno być, i jest (ku przestrodze!) sednem literackiego oryginału i wszelkich jego kolejnych interpretacji. Tym razem wszystko opowiedziane zostało ciałem, gestem, ruchem, tańcem. Nie pada ani jedno słowo. Mimo to i historia i emocje bohaterów są czytelne, a może nawet emocjonalnie spotęgowane. Wiele razy wydawało się, że po tanecznej sekwencji aktorzy przemówią, ale oni wciąż jak zaklęci milczeli i dalej snuli undergrandową opowieść tańcem. W baletkach, zamiast w glanach! Język ciała okazał się dosadniejszy i bardziej przejmujący od najbardziej patetycznych słów. 

W głównej roli, Christiane F., oglądamy fenomenalną Karolinę Cichy-Szromnik, partneruje jej świetny Paweł Wdówka, jako Detlef. Ten duet udowodnił słuszność ubiegłorocznego tytułu najlepszych tancerzy współczesnych prestiżowych XI Teatralnych Nagrodach im. Jana Kiepury. Oszczędną w gestach, ale wymowną kreację aktorską i taneczną, jako Fatum, stworzył Maksim Yasinski. Znakomita w roli siostry głównej bohaterki jest także Stephanie Nabet. Brawurowo wypadli pozostali tancerze, którzy pewnie czuli się nie tylko w swoich rolach, ale przede wszystkim w zgranym zespole. Trudno znaleźć słowa, by opisać wrażenia pozostające po tanecznych sekwencjach – emocjonalne duety i kapitalne zbiorowe układy. To trzeba po prostu zobaczyć! Porażająca jest scena, w której z tańczącego tłumu „wyłuskują” się kolejne postaci, by pod czujnym okiem Fatum, gdzieś z boku, na ławce, zażyć narkotyki, a uprzednio „zapłacić” za nie odpowiednią cenę. 

Osobne brawa należą się realizatorom za wybór muzyki. Nie ma tu orkiestry, muzyka rozbrzmiewa z offu, a są to utwory m.in. Dawida Bowie, mroczne kompozycje Johanna Johannssona, Johnnego Greenwooda, czy Haushki. Klinem wbitym w mroczną stylistykę jest popularny walc Dimitrija Szostakowicza. Stworzona do tego utworu oniryczna choreografia jest jednym z mocniejszych akcentów widowiska. 

Bardzo dobrą pracę wykonał Dawid Karolak, reżyser światła. Czarował możliwościami parku technicznego Opery, tworząc między innymi swoisty taneczny ring, czy zmieniając atmosferę poszczególnych scen. Scenograf, Wacław T. Ostrowski, niemal jeden do jednego przeniósł na scenę podziemną stację berlińskiego U-Bahnu. Są schody – zejście do metra (symboliczna droga do/z), dworcowe ławki, i wreszcie betonowe filary, które aranżując przestrzenie kolejnych scen wykonują monumentalny taniec. 

Jestem pod dużym wrażeniem uporu, konsekwencji i jednocześnie odwagi szefostwa Opery w temacie repertuarowych wyborów. Sięgnięcie, po raz kolejny po zaskakujące i  nieoczywiste źródła (wcześniejsze „Polowanie na czarownice”, „Dzieje grzechu”, czy „Dokręcanie śruby”) i nowatorskie formy sytuuje szczeciński teatr muzyczny w czołówce muzycznych scen w Polsce, a może nie tylko… 

6( 116)
Czerwiec'18
gajda