Anita Agnihotri - Szczecinianka Roku

Anita przybyła do Szczecina, ofiarując naszemu miastu swe serce i talent. Jej dążność do zespolenia dziedzictwa Indii i Polski zaowocowała szeregiem działań, harmonijnie splatających wątki kultury i kontaktów gospodarczych - mówią zgodnie Stanisław Krzywicki, Jacek Turkowski ze Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, którzy wytypowali Agnihotri do plebiscytu. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Anita Agnihotri już od ponad 40 lat uczy szczecinian smaków swojego kraju. Zorganizowała setki wydarzeń, które przybliżyły nam jej ojczyznę, na każdy możliwy sposób i sprawiły, że stała się jednym z symboli Szczecina. Otrzymała nominację na stanowisko konsula honorowego Indii, a producent Michał Kwieciński zrealizuje film fabularny na podstawie jej życia.

Gratuluję tytułu. Jak się Pani z tym czuje?

Prawda jest taka, że nie miałam świadomości tej nagrody prawie do samego końca. Kiedy dowiedziałam się o nominacji byłam akurat poza Szczecinem. Zadzwonił telefon, odebrałam i jakiś damski głos oznajmił mi, że zostałam nominowana. Poczułam się zakłopotana, nie wiedząc na czym to wyróżnienie właściwie polega. Kiedy przyszedł dzień rozstrzygnięcia konkursu i ogłoszenie wyników nie czułam się najlepiej. Od rana wszystko było nie tak: siostra nie w humorze, mój syn bardzo zajęty, do tego bolało mnie serce. Kiedy spojrzałam na listę nominowanych pań i ich zasługi zupełnie się w tym nie odnalazłam. No bo co ja takiego wielkiego zrobiłam dla Szczecina? Jestem zwykłą restauratorką, tzw. „prywaciarzem” (śmiech). Dopiero moja siostra Rati uświadomiła mi, że się mylę, że zasłużyłam na to wyróżnienie.

I co się wtedy wydarzyło?

Po prostu usiadłam i zaczęłam rozmyślać na temat mojego udziału w życiu miasta, tego co faktycznie można uznać za zasługi. Mieszkam tu już od 40 lat, w Indiach mieszkałam zaledwie 18, i czasem żartuję, że po takim czasie powinnam dostać jakieś specjalne obywatelstwo (śmiech) albo klucze do miasta. Tak naprawdę wszystko do mnie dotarło na dwie godziny przed galą. Nadal nie wierząc w jakąkolwiek wygraną, powiedziałam siostrze, że powinnam się pokazać na imprezie, chociażby ze względu na tę nominację. Co ciekawe ból o którym wspominałam, zaczął się nasilać. Bardzo się źle czułam, ale w duchu powtarzałam sobie, że wytrzymam, że nie zadzwonię po karetkę w trakcie trwania imprezy (śmiech). Moja siostra, która jest aktorką i ma doświadczenie w uczestniczeniu w takich galach, oznajmiła mi, że jest na sto procent przekonana, że otrzymam tę nagrodę. Po pierwsze samo zaproszenie na galę o tym świadczy, po drugie usadzono nas w pierwszych rzędach. Rati stwierdziła, że to celowy zabieg (śmiech). Kiedy doszło do ogłoszenia wyników, nadal nie wierzyłam. Dopiero jak usłyszałam na scenie słowo „Exotic” to coś mną poruszyło. Chodziło o mnie, wołali mnie na scenę. Rozpłakałam się ze wzruszenia.

Co się wydarzyło po wszystkim?  

Zdałam sobie sprawę, że chyba faktycznie zasłużyłam na to wyróżnienie. Każdy z nas kiedyś umrze i ważne jest to, co po sobie zostawimy. Możliwe, że po mojej śmierci ludzie będą mówić: pamiętacie Anitkę, tę restauratorkę, Hinduskę, tą co zawsze ubierała się tak kolorowo? (śmiech). Ostatnio kiedy kupowałam kwiaty, pani w kwiaciarni rzuciła w moją stronę: „ja panią znam, mieszkała pani kiedyś na Zakolu. Była pani zawsze taka kolorowa, nasza papuga!” Faktycznie kiedy przyjechałam do Szczecina, to były czasy PRL-u, więc na ulicach dominowała szarość a ja kochałam kolory. Pamiętam, że któregoś razu malowałam moją restaurację Bombay na żółcie, pomarańcze i jeden z przechodniów widząc to rzucił pod nosem: „ale ta Hinduska nie ma gustu, co za krzykliwe kolory, kto to widział” (śmiech).

Co oznacza dla Pani ten tytuł?

Przede wszystkim zmotywował mnie do dalszego działania. Na pewno będę dalej promowała w Szczecinie egzotykę. Myślę, że wypełniamy naszymi restauracjami pewną niszę w mieście, i nie sądzę byśmy byli konkurencją dla innych gastronomów, po prostu robimy swoje. Powołanie Zachodniopomorskiej Indyjskiej Izby Gospodarczej też zaliczam do zasług. To, że moja rodzina ma dobre kontakty z Ambasadorem Indii jest ważne. Hindusi otworzą w Szczecinie fabryki, będą nowe miejsca pracy. To są pozytywne objawy tej współpracy. Z moich osobistych planów to marzę by sfinalizować pokaz mody, który chciałabym zorganizować na Zamkowych schodach. Chciałabym pokazać projekty kilku hinduskich projektantów na polskich modelkach. Podobnie, sprawa ma się z prezentacją oryginalnych bollywoodzkich plakatów filmowych na ścianach Filharmonii. Myślę również o uruchomieniu kursów języka hinduskiego, o warsztatach tańca, ogólnie o promowaniu kultury Indii i mieszaniu jej z tym co dzieje się lokalnie w Szczecinie. Pracuję nad tym, by w Szczecinie uruchomić darmową kuchnię dla bezdomnych osób. W Warszawie działa organizacja SEVA, która się tym zajmuje. W centrum miasta Sikhowie rozdają potrzebującym jedzenie. Chciałabym, aby coś takiego też powstało w Szczecinie ale muszę się do tego dobrze przygotować od strony formalnej.

A co Szczecinianka Roku myśli o samym Szczecinie?

Właśnie mi przyszło do głowy, że jestem większą szczecinianką niż mój syn szczecinianinem, pomimo tego, że się tu urodził. Jestem związana z miastem od 40 lat. A tak na poważnie to uwielbiam Szczecin za jego położenie. Z jednej strony morze, z drugiej takie miasto jak Berlin. Szczecin w jednej czwartej to woda, jest tu dużo zieleni. To nasz ogromy atut, nasza wizytówka. Miasto od strony wody jest przepiękne. Szczecin jest magiczny.

Dziękuję za rozmowę.

7( 117)
Lipiec'18