Zmieniamy polski tenis

Od ponad roku Mirosław Skrzypczyński zarządza polskim tenisem w roli prezesa związku. Przed prawie trzydziestoma laty pracował w pobliskim Gryfinie i organizował jeden z pierwszych zawodowych turniejów kobiet w naszym kraju. We wrześniu będzie śledził w Szczecinie turniej Pekao Szczecin Open, podczas którego Polski Związek Tenisowy chce być bardziej obecny, niż do tej pory.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

Niewielu sympatyków tenisa w Szczecinie wie, że w 1991 roku organizował pan międzynarodowy turniej WTA w pobliskim Gryfinie. Jak to było?

Mirosław Skrzypczyński: W 1989 roku przyjechałem z reprezentacją województwa Śląskiego, bo pracowałem wówczas w Bytomiu, na Spartakiadę Młodzieży do Gryfina. Działacze Energetyka - chyba trochę pod wrażeniem sukcesów jakie odniosła nasza ekipa - zaproponowali mi pracę w Gryfinie. Były wielkie plany, świetnie rozwijający się klub posiadający utalentowaną młodzież. Po namowach przeniosłem się do Gryfina i pełniłem funkcję kierownika sekcji i trenera koordynatora. Ewa Radzikowska czy Anna Wietrzykowska były wielkimi talentami, zdobyły też dla Energetyka drużynowe wicemistrzostwo Polski.

W 1991 roku organizowałem turniej WTA rangi ITF z pulą nagród 10 tysięcy dolarów. Wydarzeniem i zaszczytem dla nas było to, że do Gryfina przyjechała wówczas prezydent federacji WTA, pani Sue Livingston.

...a przy okazji spotkał pan Krzysztofa Bobalę, szefa agencji reklamowej Bono, który rozpoczynał działalność w charakterze organizatora tenisowych wydarzeń.

M.S.: Tak, organizatorem tamtego turnieju był klub Energetyk oraz Krzysztof Bobala ze swoją agencją Bono. Tamta impreza była wspaniała i niezapomniana. Ponieważ Gryfino nie miało tradycji tenisowych, to Krzysztof przywoził kibiców... autobusami ze Szczecina. Mieliśmy bogatych sponsorów i wśród publiczności losowano nagrodę główną w postaci samochodu osobowego, bodajże był to Citroen.

Sponsorzy są niezbędni w sporcie, przy turniejach tenisowych szczególnie. Impreza w Gryfinie się nie utrzymała, natomiast challenger mężczyzn Pekao Szczecin Open trwa od 25 lat, dzięki głównemu sponsorowi.

M.S.: Tak, tamten turniej ITF miał tylko dwie edycje, również z powodu wycofania się sponsorów, a ja również opuściłem Gryfino. Turnieje tenisowe istnieją jednak nie tylko dzięki sponsorom, jak pan twierdzi, ale i ludziom organizującym te imprezy.

Wszyscy partnerzy Pekao Szczecin Open, nie tylko sponsor główny, mają zaufanie do Krzysztofa jako dyrektora turnieju i otwierają przed nim drzwi. Główny sponsor ufa człowiekowi, który od tylu lat robi tak fajny turniej, który okazuje się być super produktem dla banku.

Jednym z priorytetów pana prezesury w PZT ma być umożliwienie uprawianie tego sportu jak największej rzeszy dzieci, również z rodzin niezbyt zamożnych. Co udało się już zrobić?

M.S.: Przez rok udało nam się stworzyć w ramach Narodowego Programu Upowszechnia Tenisa 57 ośrodków w Polsce, w których prowadzimy darmowe szkolenie dzieci. Z pieniędzy ministerstwa otrzymują sprzęt, trenera i miejsce do treningu przez cały rok. Oczywiście jest to grupa najzdolniejszych dzieci wyselekcjonowana w ramach tego programu, ale z pozostałych też nie rezygnujemy. Chcemy powiększyć liczbę takich ośrodków przynajmniej do stu. W miastach gdzie udało się znaleźć sponsorów prywatnych – jak KIA Polmotor w Szczecinie – pozyskane od nich środki też idą na szkolenie dzieci. Pieniądze nie mogą być barierą, która uniemożliwi uprawienia tenisa dzieciom z rodzin mniej zamożnych. O tym, że Szczecin jest jednym z wiodących ośrodków szkolenia świadczy fakt, że szefem wyszkolenia PZT jest trener Rafał Chrzanowski ze Szczecina.

Wiem, że szykujcie duże akcje promocyjne w ramach Narodowego Programu Upowszechniania Tenisa.

M.S.: Już 9 września organizujemy narodowy dzień tenisa na stadionie Narodowym w Warszawie. Na płycie stadionu rozłożymy 50 kortów do mini tenisa. Zagrają na nich najlepsi polscy tenisiści, ale także gwiazdy innych dyscyplin sportu i aktorzy. Chcemy w ten sposób popularyzować tenis. Będzie to niejako przedsmak szczecińskiego challengera, który zaczyna się dzień później.

W jaki sposób PZT chce się włączyć bardziej w szczecińską imprezę?

M.S.: Mamy bardzo bogate plany. Jeszcze nie od tego, ale od następnego roku chcemy stworzyć cykl turniejów tenisowych dla młodych tenisistów wchodzących do zawodowego tenisa. Pracuję z Krzysztofem Bobalą nad formułą tego cyklu.

Jak miałby on wyglądać?

M.S.: Uchylę rąbka tajemnicy, że cykl miałby się składać z 12 turniejów w całej Polsce, a finałową imprezą byłby właśnie challenger w Szczecinie. Więcej informacji będziemy mogli podać za jakiś czas, podobnie jak o turniejach dla 10-latków, bo o tym też myślimy. Wszystko po to, żeby stworzyć system szkolenia dzieci. Do tej pory talenty pojawiały i przebijały się raz na kilka lat, zazwyczaj dzięki ogromnemu wsparciu rodziców, jak to było w przypadku Agnieszki Radwańskiej czy Jurka Janowicza. Przed nami wiele przedsięwzięć, bo chcemy to zmienić. 

7( 117)
Lipiec'18