Czy „Warto być przyzwoitym”?

Autor

Szymon Kaczmarek

Nie bacząc na upały, zadałem sobie trud niemały. Otóż, wpisałem u wujka Google’a słowo „przyzwoitość”. Niewiele wokół siebie mając na przyzwoitość przykładów, a i że z pamięcią nietęgo, pomyślałem więc: dowiem się. Co mi szkodzi wiedzieć? I oto wspomniany i niezawodny wujek podpowiada mi, że jest to: „postawa zgodna z obowiązującymi zasadami etycznymi i moralnymi; porządność, uczciwość, solidność”. Zastygłem w pełnym zdumienia i refleksji bezruchu… Na plaży, więc bezruch wskazany.

Co to u licha są obowiązujące zasady etyczne? Znowu jak w dym, walę do wujka. Tym razem nie był już taki cwany. Jako pierwsze wyszło mi: „Redakcja „Studiów i Materiałów” dba o utrzymywanie standardów etycznych w publikacjach naukowych i podejmuje wszelkie możliwe kroki przeciwko…” Gorączkowo zacząłem przewijać podsuwane mi linki. Powiem Wam, że kiepsko. Otóż, jak by się mogło zdawać na podstawie moich poszukiwań, NIE MA „obowiązujących zasad etycznych”! Są wprawdzie zasady dla różnych grup zawodowych, dla wydawnictw, stowarzyszeń, organizacji, ba! nawet dla komisarzy (cokolwiek to znaczy), ale dla mnie Polaka-szaraka, jakoś nie znalazłem. Jak żyć? 

Pytania się mnożą. Nawet tu, gdzie leżę na plaży. Czy te sznureczki, które zamiast stroju kąpielowego założyła na siebie dość dorosła pani, są jeszcze przyzwoite, czy już nie? Czy ceny w pobliskim barze są przyzwoite, czy zbójeckie? Czy nasze farfocle, zwane piłkarzami, zagrały przyzwoicie, czy skandalicznie? 

Przyzwoitość. Słowo klucz, czy pustosłowie? „Ogóreczki mało słone, zadowolą twoją żonę!” - krzyczy spocony młodzian, w nieprzyzwoicie brudnym podkoszulku. Reklamowe hasło wydaje się być równie nieprzyzwoite, jak odzienie plażowego przedsiębiorcy. Dobrze, że choć pogoda przyzwoita.

Na pewnym głazie wymalowano cytat mądrej Osoby: „Warto być przyzwoitym”. Warto - czyli, w domyśle: się opłaca. Mam zgoła zupełnie inny pogląd w tej materii. Rozglądam się wokoło, nawet niedaleko i cóż widzę? Prawdopodobnie to samo co Ty Czytelniku. Wielu przyzwoicie ubranych ludzi, z całkiem przyzwoitym wynagrodzeniem, którym powodzi się… tak, masz rację, przyzwoicie. Może więc warto? Wróćmy w takim razie do wujka Google’a. Czyżby słowo „uczciwość”, uzasadniające bycie przyzwoitym pojawiło się tam przypadkiem? Kamiński spod trójki, Twój sąsiad, nie dostał przecież stanowiska szefa dlatego, że był uczciwy, tylko za znajomość z prezesem. Pan Gienek-mechanik jeździ nowym samochodem, bo taki porządny i uczciwy? Pusty śmiech… Że przez litość, o znanych z ekranów tiwi osobach nie wspomnę. Iluż znacie przyzwoitych, uczciwych, którym się powodzi? Oczywiście, że są, lecz równie liczni jak kruki albinosy.

Warto to być celebrytą. Warto i dość łatwo. Patrz siostry gie. A nawet duże Gie. Może i wstyd, ale per saldo się opłaca.

Warto również głośno krzyczeć o przyzwoitości. Wielu spośród krzyczących potwierdzi moje mądre i przenikliwe słowa. Krzyczą nie dlatego, że tacy przyzwoici, lecz dlatego, że warto. Warto również dopracować szczegóły wspomnianych na początku zasad etycznych i moralnych. I z tym możemy mieć największy kłopot. Skoro najwięksi spece od prawa i Konstytucji mają kłopoty z ich przestrzeganiem, to rzeczy tak ulotne, jak moralność i etyka mogą znacznie przerosnąć nasze starania w ich uporządkowaniu.

Przyznam, że przyzwoicie się przyłożyłem do tego lekkiego, wakacyjnego felietonu. Zrobiłem to w poczuciu obowiązku i z takiej zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. A niech tam i Czytelnicy, sięgając po swój ulubiony przyzwoity miesięcznik, przeczytają całkiem przyzwoity felieton. Warto…

7( 117)
Lipiec'18