Autor

Dariusz Staniewski

Zakończyło się składanie projektów do Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego 2019. Każdy mieszkaniec stolicy Pomorza Zachodniego mógł złożyć do niego nieograniczoną liczbę propozycji. Co zaproponowali szczecinianie? Pojawiło się kilka naprawdę bardzo interesujących pomysłów m.in. wodny plac zabaw wraz z parkiem kieszonkowym, całoroczne sztuczne lodowisko, symulator surfingu na Wyspie Grodzkiej, 70-metrowy maszt z flagą Polski, wieża spacerowo-widokowa w Parku Leśnym w Zdrojach, miniatura Tatr (z możliwością spacerowania wokół nich), hamaki miejskie w Parku Kasprowicza i Żeromskiego, szczeciński regał książkowy, mural na 70-lecie Pogoni Szczecin oraz wioskę Flinstonów, Męskie Szopy, czyli inaczej Warsztaty Miejskie lub Warsztatownie – miejsca, w których faceci (choć chyba nie tylko) będą mogli znaleźć niezbędne narzędzia, zejść z oczu współmałżonkom i spotkać ludzi, chętnych do wspólnego majsterkowania. Kolejny pomysł to instalacja czterech wysuwanych z ziemi toalet (chowają się gdy nie są potrzebne, mają automatyczny system czyszczenia i dezynfekcji po każdym użyciu, wykonane z wysokiej jakości stali nierdzewnej, podobne są w Amsterdamie czy Goteborgu) m.in. przy fontannie Bartłomiejce oraz po przeciwległej stronie Jasnych Błoni. Pomysł przedni, tylko co będzie jak się komuś przyśnie w takiej toalecie np. po zbyt dużej dawce piwa? Przebudzenie pod ziemią może być nieco traumatyczne. I jeszcze jeden projekt – umieszczenie tablicy pamiątkowej Sydonii von Borck (zachodniopomorskiej szlachcianki  fałszywie oskarżonej o czary), którą najpierw w Szczecinie ścięto a potem jej szczątki spalono na stosie 19 sierpnia 1620 roku. Tablica fajna jest jak jest duża. Małą niewiele osób zauważy. I to bez znaczenia czy będzie na jakiejś ścianie, czy chodniku. Może lepiej nieco zmodyfikować ten projekt i na miejscu kaźni (ulica Staromłyńska) raz do roku, w środku wakacji, urządzać artystyczny performance upamiętniający tamto wydarzenie? Z płonącym symbolicznym stosem? Z katem, pieńkiem i toporem? Coś co od razu budziłoby jednoznaczne skojarzenia i przypominałoby tragiczną historię Sydonii. Przekaz byłby jasny i czytelny, nie pozostawiający żadnych wątpliwości. Przecież po całej Europie rozsiane są muzea tortur, które przyciągają tłumy turystów chcących obejrzeć urządzenia oraz machiny, którymi przez wieki dręczono i zabijano ludzi. To dlaczego u nas nie stworzyć czegoś w tym stylu? Uzupełnione jeszcze o widowisko dla turystów? A poza tym eksponaty do takiego przybytku szybko by się znalazły. Każdy pracodawca ma przecież jakieś narzędzie tortur, którym nas dręczy. A na pewno każdy z nas miałby jakieś własne propozycje do roli zarówno Sydonii (albo wersji męskiej - wszak mamy podobno równouprawnienie). Zobaczyć wroga choćby i na symbolicznym stosie? No kto by nie chciał, no kto?!

 Studenci z Uniwersytetu Szczecińskiego wyruszą na niezwykłą misję – mają zbadać byłe radzieckie magazyny głowic atomowych z lat 60 ubiegłego wieku, które istniały w naszym regionie. To pierwsze w Polsce tak duże i szczegółowe sprawdzanie takich obiektów. Studenci będą laserowo skanować byłe magazyny. Użyją także odtajnione materiały z amerykańskich misji szpiegowskich Hexagon i Corona. Ale podobno tak naprawdę, to chodzi o co innego. Studenci chcą sprawdzić czy prawdziwe są doniesienia od okolicznej ludności, że w jednym z bunkrów ciągle jest jakaś głowica atomowa. I pilnuje jej ostatni żołnierz Armii Czerwonej – głupawy Stiopa. Nie wie, że wojska radzieckie już dawno opuściły Polskę. Ale dostał rozkaz, więc pilnuje rakiety. Przekonanie go, że niepotrzebnie i żeby ją oddał nam może być trudniejsze niż rozmowy prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Choć w sumie chodzi o to samo. 

 W Szczecinie mamy ostatnio lawinę pomysłów na pomniki. Bo podobno jest ich za mało w mieście, a te które są, to jakieś mało widoczne (oprócz Trzech Ptaków na Jasnych Błoniach, bo tych to akurat trudno nie zauważyć), albo niezbyt udane jak np. facet ze skrzydłami na placu Solidarności i jakoś nie przyciągają tłumów. Co chwilę pojawia się nowa propozycja ustawienia kolejnych postumentów. Są poważne jak np. marszałka Józefa Piłsudskiego. Ale i takie, które wywołują tzw. banana na twarzy, czyli uśmiech. Ot choćby realizowany już na Łasztowni, na nadodrzańskich bulwarach pomnik dwóch legend polskiego filmu – Zbigniewa Cybulskiego i Zdzisława Maklakiewicza. Ma on przedstawiać wiatę ze sprzętem przeciwpożarowym, która skrywa przed deszczem obu aktorów. To charakterystyczna scena ze słynnego filmu pt. „Cała naprzód” – awanturniczo-przygodowej komedii o morzu i marynarzach nakręcona m.in. w Szczecinie oraz  egzotycznych portach Afryki Zachodniej w latach 60 ubiegłego wieku. 

Ale teraz, w ramach Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego 2019 pojawił się pomysł pomnika na którym widniałby sam… Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, szef wszystkich szefów, czyli kultowa postać z komedii Olafa Lubaszenki „Poranek kojota”.  Zagrał go Edward Linde-Lubaszenko w mistrzowskim stylu – co prawda niewiele mówiąc, ale i tak zostając w pamięci widzów na trwałe. Pomnik szefa wszystkich szefów miałby stanąć również na Łasztowni, przy Nabrzeżu Starówka. Tylko nasuwa się jedno pytanie – kogo miałby przedstawiać? Aktora, który grał Krzysztofa Jarzynę, reżysera, scenarzystę, który stworzył tę postać? Jak ma wyglądać? Chyba wreszcie przyszedł czas na jakieś referendum w Szczecinie. 

 
7( 117)
Lipiec'18