Do serca przytul psa...

...Weź na kolana kota – to nasz cykl, w którym przedstawiamy znanych i lubianych szczecinian z ich ukochanymi czworonogami. Ich historie będą czasem wesołe, a czasem wyciskające łzy z oczu. Bo jak wiadomo – życie pisze najlepsze scenariusze.

Autor

Inga Elerowska

Marzena Białowolska – nie bardzo wiemy czy jest ktokolwiek komu trzeba Marzenę przedstawiać, ale napiszemy krótko: prezeska Fundacji na rzecz Zwierząt „Dzika Ostoja”. Tyle napisać, to nic nie napisać, ale tym razem pokażemy „udomowione” oblicze Marzenki. Dzikie zwierzęta, które trafiają pod jej skrzydła mogą liczyć na pomoc w każdym względzie (nawet napisze w ich imieniu list, tak jak to było w imieniu sarenki Myszy), ale mimo tego, że to niełatwe, nie tuli ich tak jakby tego chciała. Ich domem jest las. Szanuje ich dzikość. Co innego w przypadku futrzaków domowych. Tu czułościom nie ma końca. Podczas rozmowy przerywnikami były krótkie całuski i tulaski. Nie za często. Mniej więcej co minutę. Góra dwie. Przywitały nas w trójkę: Marzena, Buka i Panda. Jako że w gości z gołą ręką iść nie wypada, zaopatrzyliśmy się w smakołyki dla obecnych i marchew dla pozostałych podopiecznych. Chyba lepiej nie można było trafić! Okazało się, że wszystkie Panie są smakoszkami tego specjału Buka- czarna koteczka, urodzona nomen omen trzynastego w piątek. Dla niej był szczęśliwy bo jako jedyna z rodzeństwa przeżyła. Trafiła do Marzeny mając jeszcze pępowinę. W domu był już pies o wdzięcznym imieniu Panda. W tym przypadku wybór imienia był tylko formalnością. Wystarczy zobaczyć jej zdjęcie jako oseska. Kilkudniowy, jeszcze ślepy szczeniak, do złudzenia przypominający misia pandę miał być tymczasowo, do momentu aż znajdzie się chętny do adopcji. No i się doczekał nie odbywając żadnej podróży, bo… został u Marzeny. Podobnie jak Buka lubi warzywa, ale każda z nich ma swoje preferencje. Buka uwielbia mix sałat z rukolą, Panda jest zwolenniczką czereśni, jabłek i rzecz jasna marchewek. Każdego dnia dzielnie pracuje, jeżdżąc ze swoją Panią do biura. Ma tam swoje posłanie, miseczki ale… ma także towarzystwo. To Laki - pies, którego historii możemy się tylko domyślać, niestety nie jest to ona przyjemna. Prawdopodobnie to były policjant, który zamiast zasłużonej emerytury, doczekał się porzucenia przy autostradzie. Był przerażony, nie jadł, na każdy gest ze strony człowieka siusiał pod siebie. Dużo czasu minęło zanim ostrożnie zaufał człowiekowi. Do dzisiaj ma dystans do obcych. Pojawienie się Pandy było dla niego przełomem. Okazało się, że potrafi szaleć, skakać i śmiać się pełną gębą. Polubił też marchewki! Panda po pracy biurowej, towarzyszy swojej Pani przy pozostałych obowiązkach. Dzięki temu, że wyliże każdego oseska, Marzena ma mniej pracy przy masowaniu. Nie dość, że ma zdolności terapeutyczne to przy tym jest fachową pielęgniarką. Ach! I jest doskonałym zamiennikiem słodyczy. Fakt, że nie musiała wracać do lasu był skrzętnie wykorzystany. Była całowana bez umiaru, bez przerwy, do zatracenia… „Miałam wrażenie, że ma w ustach kawałek czekolady”- śmieje się Marzena. Tyle dobra wzięte ze śmietnika (zarówno Buka jak i Pandy właśnie tam zostały znalezione).  Marzena wprawdzie podzieliła się z nami uwagą, że Święty Franciszek obdarza ją rozumnymi zwierzętami, których niczego nie trzeba uczyć, bo one rozumieją same z siebie. Czyżby? Mamy na to swoją teorię. Zrozum, pokochaj – a będzie ci dane.

 
7( 117)
Lipiec'18
gajda